
Deuteragonista to druga najważniejsza postać opowieści — numer dwa tuż za protagonistą. Termin pochodzi z greckiego teatru, gdzie deuteragonista był drugim aktorem po protagoniście. To nie zwykły pomocnik: bywa partnerem, rywalem, miłością, sumieniem — postacią z własnym łukiem i ciężarem, ustępującą tylko bohaterowi. Pułapka jest podwójna. Pierwsza: numer dwa jako funkcja — spłaszczasz go do pomocnika albo narzędzia fabuły; nie ma własnego pragnienia ani przemiany, istnieje tylko po to, by obsługiwać bohatera. Druga: numer dwa przejmuje opowieść — dajesz mu tyle charyzmy i czasu, że kradnie uwagę, zaciera, czyja to historia, i zmienia się w drugiego protagonistę. Wtedy opowieść traci środek.
Wizualną intuicję daje Don Kichot i Sancho Pansa Honorégo Daumiera (ok. 1850) — chudy, rozpędzony rycerz pędzi ku przygodzie, a tuż obok jedzie krępy, przyziemny giermek. Tym jest deuteragonista: ten drugi, który towarzyszy bohaterowi, uziemia go i odbija jak w lustrze — a jednak zostaje numerem dwa. Sancho ma swój rozum, swój głos, swój łuk, lecz to nie jego szaleństwo napędza historię. To jest sedno: numer dwa ma być pełną osobą, ale wciąż krążyć wokół protagonisty, nie zamiast niego.
Kanon. Najlepsze duety stoją na kontraście i na tym, że role są jasne: jeden marzy, drugi studzi; jeden działa, drugi wątpi. Deuteragonista oświetla bohatera — jego inny temperament, inna droga i inne wybory pokazują, kim protagonista jest i czego mu brak. Ale ciężar i rozwiązanie należą do bohatera; numer dwa wzbogaca opowieść, nie odbiera jej centrum. Polski kanon: rodzime kino i literatura pełne są takich par — kompan, który niesie humor i zdrowy rozsądek, podczas gdy bohater niesie obsesję; razem są pełniejsi, a mimo to wiadomo, czyja to historia.
Pięć reguł. Pierwsza: ustal jego miejsce w układzie postaci. Deuteragonista istnieje w relacji do bohatera; zaprojektuj konstelację — kto wokół kogo krąży i dlaczego (zobacz osobny artykuł o „systemie postaci”). Druga: daj mu własny łuk. Niech ma swoje pragnienie, swoją zmianę i swoje rozwiązanie, a nie tylko reaguje na bohatera (zobacz osobny artykuł o „łuku postaci”). Trzecia: użyj go, by oświetlić bohatera. Numer dwa najczęściej działa przez kontrast — inny temperament rzuca protagonistę w wyraziste światło (zobacz osobny artykuł o „postaci kontrastowej”). Czwarta: nie redukuj go do sługi. Pilnuj, by nie zapadł się w samego powiernika bez sprawczości — sam głos do zwierzeń to za mało (zobacz osobny artykuł o „powierniku”). Piąta: środek należy do protagonisty. Niech bohater wciąż napędza opowieść; numer dwa wspiera i wzbogaca, ale nie przejmuje steru (zobacz osobny artykuł o „aktywnym bohaterze”).
Pytanie warsztatowe: wróć do Sancha przy Don Kichocie — czy twój numer dwa ma własne pragnienie i łuk, czy jest tylko echem bohatera? A jeśli ma własne życie — czy nadal wiadomo, czyja to opowieść, czy giermek zaczyna gnać przodem zamiast jechać obok?