
Widz nigdy nie słyszy tego, co bohater myśli. Słyszy wyłącznie to, co bohater komuś powie. Cała trudność z pokazywaniem czyjegoś wnętrza sprowadza się do tego jednego ograniczenia. Najstarszym wyjściem z niego jest powiernik — człowiek, przy którym wolno powiedzieć rzeczy nieprzeznaczone dla świata.
Powiernik zamienia monolog wewnętrzny w scenę między dwojgiem ludzi. Bohater nie mówi wtedy do siebie ani do kamery, tylko do twarzy, która reaguje. Sekret Bouguereau pokazuje ten układ dosłownie, bo jedna kobieta szepcze drugiej do ucha, a słuchająca patrzy przy tym prosto na nas. Widz zawsze jest w takiej scenie trzeci i zawsze podsłuchuje przez ramię.
Rolę tę łatwo pomylić z dwiema sąsiednimi. Mentor prowadzi i poucza, a powiernik niczego nie doradza. Rezoner wygłasza sąd całego utworu, a powiernik nie jest niczyim sumieniem. Jego jedyne zadanie polega na tym, żeby w jego obecności wolno było pomyśleć na głos, i to zadanie wystarcza za cały etat.
Figura wyrosła z francuskiej tragedii klasycznej. Jean Racine w Fedrze przydzielił tytułowej bohaterce starą piastunkę Enonę, bo miłości, której nie wolno wyznać, nie da się wykrzyczeć do pustej sceny. W tamtym teatrze prawie każda ważna postać miała przy sobie kogoś takiego. Stamtąd rola przeszła do powieści i na ekran, gdzie nosi dziś tysiąc twarzy, od wiernego kompana po barmana słuchającego po godzinach.
Enona nie jest przy tym biernym uchem i właśnie dlatego warto ją pamiętać. To ona podsuwa Fedrze fałszywe oskarżenie jako ratunek dla honoru, i to jej rada uruchamia całą katastrofę. Kiedy pani odtrąca ją za tę radę, piastunka rzuca się do morza. Powiernik z własnym zdaniem przestaje być urządzeniem do ekspozycji i staje się częścią mechanizmu tragedii.
Najgorsza wersja tej postaci to lejek. Bohater mówi, słuchający potakuje, a widz dostaje w prezencie wszystkie informacje, których autor nie umiał umieścić gdzie indziej. Taka postać nie ma własnego pragnienia i nie ma powodu, żeby w ogóle siedzieć w tej scenie. Lekarstwo bywa banalnie proste, bo wystarczy dać jej cel, który nie zgadza się z celem bohatera.
Brakuje jej zwykle jeszcze jednego: własnego ryzyka. Jeśli słuchający niczym nie nadstawia karku, zwierzenie przechodzi przez niego bez śladu i nic po sobie nie zostawia. Wystarczy wpiąć go w sieć pozostałych postaci, żeby cudza tajemnica zaczęła mu ciążyć. Można go przycisnąć, można go kupić, może się wygadać przy niewłaściwej osobie, może wreszcie sam wpaść przez to, co nosi. Najlepsze sceny biorą się wtedy z chwili, w której słuchający po raz pierwszy odmawia.
Sam wybór powiernika charakteryzuje bohatera nie gorzej niż to, co mu mówi. Zaufanie komuś jest decyzją, a zatajenie czegoś nawet przed tym jednym człowiekiem bywa decyzją mocniejszą. Babka opowiada w Lali Jacka Dehnela własne życie wnukowi, który słucha jej przez całą książkę i sam staje się uchem przyjmującym wszystko. Powiernik jest w gruncie rzeczy urządzeniem widowni wstawionym do środka opowieści. Ktoś musi stać obok bohatera, żeby ktoś zupełnie inny, siedzący daleko w ciemności, usłyszał zdanie, którego bohater nigdy nie powiedziałby przy świadkach.