Przejdź do treści

Herold: jak zwiastun wzywa bohatera do przygody

Fra Angelico, Zwiastowanie (lata 20. XV w.) — anioł Gabriel staje przed Marią pod portykiem i obwieszcza wieść, która odmienia wszystko
Fra Angelico, Zwiastowanie (lata 20. XV w.), Museo del Prado. Anioł Gabriel obwieszcza Marii wieść, która odmienia wszystko i czeka na jej zgodę. Tym jest herold: posłaniec przynoszący wezwanie, po którym nie ma już powrotu do tego, co było. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-old-100, PD-Art; Fra Angelico zm. 1455); Museo del Prado, Madryt
Odsłuchaj

Burmistrz zapadłego miasteczka zwołuje urzędników i oznajmia im, że jedzie do nich rewizor. Nikt jeszcze niczego nie skontrolował, a miasto już wpada w popłoch. Tę scenę napisał Nikołaj Gogol w Rewizorze i mieści się w niej cała praca herolda. Żaden fakt się nie zmienił, a sytuacja już tak. Świat sprzed tego zdania przestał być dla nikogo dostępny.

Herold, inaczej zwiastun, to postać, siła albo zdarzenie, które przynosi bohaterowi wezwanie do przygody. Kluczowe jest tu słowo: wytrącenie. Zwiastun ma wyrwać człowieka ze zwykłego życia na tyle skutecznie, żeby powrót przestał wchodzić w grę. W schemacie podróży bohatera stoi osobno, obok mentora i strażnika progu, bo pełni jedną, bardzo wąską funkcję.

Zwiastun bywa człowiekiem, ale wcale nim być nie musi. Bywa listem, telegramem, telefonem dzwoniącym po nocy albo wynikiem badania w kopercie. Bywa czystym wypadkiem, po którym nic już nie wraca na swoje miejsce. Czasem rolę zwiastuna przejmuje sam złoczyńca, czasem mentor, a czasem ktoś zupełnie postronny, kto nawet nie wie, co właśnie uruchomił.

Posłaniec nie musi być dostojny ani dobrze poinformowany. Franz Kafka w Procesie wysyła do mieszkania Józefa K. dwóch niskich rangą urzędników, którzy rozgaszczają się u niego jak u siebie i nie potrafią powiedzieć, o co właściwie chodzi. Wezwanie jest mętne, a mimo to nie da się go odrzucić. Od tego poranka bohater nie żyje już w świecie, w którym można po prostu wyjść do pracy.

Malarstwo religijne rozegrało tę scenę setki razy i zostawiło w niej wskazówkę. Na Zwiastowaniu Fra Angelica z madryckiego Prado anioł obwieszcza wieść i zamiera, czekając na odpowiedź. Wezwanie zostaje wypowiedziane, a decyzja przechodzi na drugą stronę. Herold przynosi i odchodzi, mentor zostaje i wyposaża. Jeden wytrąca z równowagi, drugi uczy, jak na nowej drodze ustać.

Wezwanie działa najmocniej wtedy, gdy trafia w ranę. Ta sama wiadomość podana dwóm różnym osobom uruchamia dwie zupełnie różne historie, a wybór adresata bywa ważniejszy od samej treści. Zwiastun zwykle zapala świadome pragnienie bohatera, choć głębsza potrzeba odsłoni się dopiero w połowie drogi. Gdy wieść mogłaby trafić w kogokolwiek, opowieść od pierwszych minut wygląda na przypadkową.

Najczęściej zwiastun psuje się przez to, że autor obarcza go ekspozycją. Postać wchodzi, wykłada zasady świata, przedstawia zagrożenie i wychodzi, a widz zapamiętuje z tego tyle, co z komunikatu na dworcu. Wieść przekazana bez ciężaru brzmi jak zapowiedź fabuły zamiast jej początku. Posłaniec powinien mieć własny interes w tym, żeby ją przekazać, choćby drobny i nieładny.

Paweł Pawlikowski w Idzie zamknął całą tę robotę w kilku zdaniach ciotki. Nowicjuszka tuż przed ślubami zakonnymi zostaje wysłana do jedynej żyjącej krewnej, żeby przed decyzją poznać rodzinę. Krewna przyjmuje ją chłodno i mówi jej, kim naprawdę jest i co się stało z jej bliskimi podczas wojny. Za mury klasztoru wraca po tej rozmowie ktoś inny.

Bez zwiastuna opowieść potrafi bardzo długo nie ruszyć z miejsca. Sceny są, bohater ma kłopoty, dni mijają, tylko żaden z nich niczego nie zamyka. Kiedy wezwanie jest zbyt drobne, człowiek może je zignorować i zwykle to robi, bo zwykłe życie jest wygodne. Historia stoi wtedy nie dlatego, że nic się w niej nie dzieje, ale dlatego, że nic się jeszcze nie skończyło.