Przejdź do treści

Postać zmiennokształtna: jak rozegrać niepewną lojalność

Theodoor Rombouts, Gracze w karty (lata 20. XVII w.) — stół w półmroku, twarze przy świecach, w grze ktoś może blefować albo trzymać kartę w rękawie
Theodoor Rombouts, Gracze w karty (lata 20. XVII w.). Stół w półmroku, twarze przy świecach — ktoś może blefować albo trzymać kartę w rękawie. Tym jest zmiennokształtny: ktoś przy stole, czyjej prawdziwej gry nie umiesz odczytać. Partner czy oszust? Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-old-100, PD-Art; Theodoor Rombouts zm. 1637)
Odsłuchaj

Postać wchodzi do pokoju i nie robi niczego złego. Scena i tak gęstnieje, bo nikt przy stole nie wie, komu ta osoba składa raporty. Tak pracuje postać zmiennokształtna. Nie potrzeba do tego żadnego zdarzenia, wystarczy niewiedza, a trwa to dopóty, dopóki nie padnie odpowiedź.

To figura, której lojalność albo prawdziwa natura pozostaje niepewna i chwieje się przez pół opowieści. Bywa podwójnym agentem, domniemanym zdrajcą, ukochaną z drugim życiem albo sojusznikiem prowadzącym własną rozgrywkę. Nazwa myli, bo z dosłowną przemianą kształtu ta postać nie ma nic wspólnego. Zmienność jest psychologiczna i bierze się ze sprzecznych sygnałów oraz ukrytego interesu.

Malarze z kręgu Caravaggia lubili sceny przy kartach i dobrze wiedzieli dlaczego. Na Graczach w karty Theodoora Romboutsa twarze są oświetlone świecami z bliska, a i tak nie da się z nich odczytać, kto blefuje. Widz siedzi przy tym stole razem z bohaterem i ma dokładnie tyle samo informacji, co on.

Zmiennokształtnego łatwo pomylić z postacią-cieniem, choć robią zupełnie co innego. Cień przeciwstawia się bohaterowi i jest jego ciemnym odbiciem, wrogą siłą o znanym adresie. Kłopot ze zmiennokształtnym nie ma z wrogością nic wspólnego. Chodzi o to, że nie wiadomo, po której stronie ta osoba w ogóle stoi.

Femme fatale jest wąskim, gatunkowym przypadkiem tej samej figury. Billy Wilder trzyma swojego agenta w Podwójnym ubezpieczeniu w takiej niepewności aż do ostatniej sceny, bo wspólniczka, z którą związał się na śmierć i życie, ani razu nie daje mu dowodu, że gra po jego stronie. Archetyp jest jednak dużo szerszy i obejmuje każdego sprzymierzeńca, którego wierności nie umiemy przypiąć.

Rzecz udaje się wtedy, gdy oba odczyty da się uczciwie obronić. Sygnały muszą iść w dwie strony naraz i żaden z nich nie może być mrugnięciem do widowni. Sama zmienność powinna mieć powód wewnątrz postaci, w rozdarciu, długu albo dawnej lojalności, o której nikt już nie pamięta. Wtedy zwrot, gdy w końcu nadchodzi, wytrzymuje drugie oglądanie.

Tytuł Druciarza, krawca, żołnierza, szpiega Johna le Carré to fragment dziecięcej wyliczanki, z której w powieści biorą się kryptonimy podejrzanych. Emerytowany oficer wraca do służby, żeby znaleźć sowieckiego agenta ulokowanego na samej górze brytyjskiego wywiadu. Podejrzanych jest kilku, wszyscy są jego dawnymi kolegami i każdy wypada równie prawdopodobnie. Czytelnik nie ma przewagi nad śledczym i tak samo jak on wciąż zmienia zdanie.

Najgorzej wypada zmiennokształtny, który się nie zmienia. Autor zapowiada postać o niepewnej lojalności, ale odpowiedź widać już przy jej pierwszym wejściu, więc wątpliwość zostaje dekoracją. Odwrotny wariant tej samej niedbałości to zdrada znikąd, bez jednego wcześniej zasianego znaku. Widz nie czuje wtedy zaskoczenia, tylko podejrzewa, że autor zmienił zdanie w połowie pisania.

Skrajną wersję tej figury zostawiła polska literatura romantyczna. Adam Mickiewicz w Konradzie Wallenrodzie posłał Litwina w szeregi zakonu krzyżackiego, kazał mu dojść do godności wielkiego mistrza i poprowadzić zakon prosto do klęski. Polszczyzna dorobiła się od tego osobnego słowa — wallenrodyzm oznacza dziś walkę prowadzoną cudzą skórą.

Zmiennokształtny żyje niepewnością i kończy się razem z nią. W chwili gdy odpowiedź pada, ta postać musi stać się kimś innym albo zejść bohaterowi z drogi, bo jej rola właśnie się wyczerpała. Opowieści, które to przewidziały, mają dla niej przygotowane drugie życie.