Przejdź do treści

Narracja epistolarna (listy i dziennik)

Frans van Mieris starszy, Młoda kobieta pisząca list, ok. 1670, olej - młoda kobieta w futrzanym kaftanie siedzi przy biurku w świetle świecy, gęsie pióro przy kartce, na stoliku rozłożony otrzymany list; intymna scena pisania korespondencji
Frans van Mieris starszy, Młoda kobieta pisząca list (ok. 1670). Na stole leży cudza kartka, zapisana po brzegi i twardo załamana od składania, a ta pod jej piórem ma dopiero pierwsze wiersze. Cały odstęp czasu, na którym stoi ta forma, mieści się między tymi dwoma papierami. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Autor listu nie wie, czym to się skończy. Na tej jednej właściwości stoi cała narracja epistolarna, bo dokument powstaje w środku zdarzeń, a nie po nich.

Opowieść zbudowana z papierów nie ma narratora stojącego z boku. Zostają listy, wpisy do dziennika, depesze, raporty i wycinki z gazet, wytworzone wewnątrz fikcji przez same postacie. Bram Stoker w Drakuli wycisnął z tego całą grozę. Bohaterowie zestawiają swoje zapiski, żeby w ogóle pojąć, co ich osacza, a czytelnik składa tę wiedzę razem z nimi, kartka po kartce. Napięcie rośnie z samego układu dokumentów, bo jeden zapis wie już to, o czym drugi nie ma jeszcze pojęcia.

Każdy taki papier ktoś napisał do kogoś i w konkretnym celu, więc kłamie w przewidywalną stronę. Choderlos de Laclos w Niebezpiecznych związkach zrobił z tej stronniczości fabułę. Ta sama intryga brzmi zupełnie inaczej w liście do wspólniczki i w liście do ofiary, a odległość między wersjami jest właściwą treścią powieści. List bywa tam również przedmiotem, który da się przechwycić, pokazać niepowołanym oczom albo podrzucić.

Dokument zdradza piszącego szybciej niż jego czyny. Alice Walker oparła Kolor purpury na listach dziewczyny, która pisze prosto, z błędami i bez ozdób, bo dokładnie tak myśli. Gramatyka niesie tam całą biografię. Młoda kobieta z płótna Fransa van Mierisa starszego odpisuje przy świecy, sama, z cudzą kartką rozłożoną na stoliku — i to jest fizyczna prawda tej formy. Czytamy przez ramię komuś, kto pisze do nieobecnego i nie spodziewa się świadków.

Korespondencja bywa jednostronna i to zupełnie osobny chwyt. C.S. Lewis w Listach starego diabła do młodego pokazuje wyłącznie pisma starszego kusiciela do siostrzeńca. Odpowiedzi nie ma ani jednej, więc czytelnik odtwarza je sam z aluzji, wymówek i nagłych zmian tonu. Brakująca połowa rozmowy pracuje wtedy najmocniej, bo wykonuje ją czytający.

Dziennik działa inaczej niż list, choć trafia do tej samej szuflady. List ma adresata i dlatego kłamie strategicznie, dziennik pisze się do siebie i kłamie raczej z wygody. Polska tradycja jest wyraźnie mocniejsza w tej drugiej gałęzi. Stefan Żeromski prowadził swoje Dzienniki przez lata i zostawił w nich portret, którego wcale nie planował.

W ramie narracyjnej ktoś opowiada o dokumentach albo z nich cytuje, więc nad papierami stoi czyjś głos i porządkuje je dla nas. Tutaj takiego głosu nie ma w ogóle, a porządek trzeba zbudować samemu. Od zwykłej pierwszej osoby dzieli tę formę rozbicie na wiele rąk i wiele chwil oraz to, że żaden fragment nie zna jeszcze zakończenia. Różnica jest praktyczna, bo rozstrzyga, kto w tej opowieści musi myśleć — piszący czy czytający.

Najgroźniejsze jest streszczanie. Nikt nie pisze do siostry listu z opisem pogody, dialogami i zwrotem akcji na końcu, a gdy postać zaczyna tak pisać, papier przestaje brzmieć jak papier. Sama forma znosi za to każde unowocześnienie. Dzisiejszym listem bywa mail, wpisem do dziennika wiadomość na telefonie, a znalezionym dokumentem zrzut rozmowy z czatu. Iluzja pęka dopiero wtedy, gdy piszący zdradzi wiedzę, której w tamtej chwili mieć nie mógł.