
*Dan Harmon, twórca Community, potrzebował szkieletu, który da się puścić od nowa co tydzień. Sięgnął po monomit Josepha Campbella z Bohatera o tysiącu twarzy i zwinął go w koło.*
Nie jest to nowa teoria, tylko monomit zwinięty w koło, a dwanaście stacji Campbella rozpisuje osobne hasło o podróży bohatera. Powód tego zwinięcia był czysto praktyczny. Serialowy bohater co odcinek rusza w nową awanturę i co odcinek musi wrócić na miejsce, bo inaczej nie da się nakręcić następnego. Linia prosta tego nie umie, bo prowadzi gdzie indziej, niż się zaczęła. Okrąg umie, bo jego koniec i początek to ten sam punkt.
Koło dzieli się poziomą kreską na dwie połowy. U góry leży świat znany i uporządkowany, na dole nieznane i chaos. Bohater startuje na górze, we własnej strefie wygody, i budzi się w nim jakiś brak. To ten brak wypycha go przez próg w dolną połowę, gdzie nic już nie działa po staremu. Ta pozioma kreska jest ważniejsza od numeracji, bo bez niej osiem kroków zostaje zwykłą listą.
Na dole zaczyna się szukanie, czyli mozolne przystosowanie do reguł, których bohater nie zna. Potem przychodzi moment, w którym dostaje to, po co przyszedł. Zaraz za nim idzie krok najłatwiejszy do pominięcia, bo za zdobycz trzeba zapłacić. Dopiero z tym rachunkiem bohater wraca przez próg i staje na górze jako ktoś inny. Zapłata nie musi być spektakularna, wystarczy, że oddaje coś, czego naprawdę mu żal.
W oryginale osiem stacji nazywa się jednym słowem każda: You, Need, Go, Search, Find, Take, Return, Change. Nazwy są celowo prymitywne, bo powstały dla ludzi, którzy mają dowieźć gotowy odcinek w tydzień. Ich prostota jest zaletą, bo o strukturze da się wtedy rozmawiać w pokoju scenarzystów bez rysowania wykresów. Tę samą ósemkę widać przy tym na różnych poziomach, bo koło da się obrócić w sezonie, w odcinku i w pojedynczej scenie.
Kształt koła nie jest ozdobą. Na płótnie Edwarda Burne-Jonesa Fortuna obraca wysokie koło, a przywiązani do niego ludzie suną w górę i w dół, jeden właśnie u szczytu, drugi już strącany. Bohater Harmona jedzie na takim samym urządzeniu, bo zostaje wyniesiony w porządek, strącony w chaos i wyniesiony znowu. Kończy tam, skąd ruszył, tyle że obrót zdążył go po drodze zmienić.
Najczęściej koło rozsypuje się przez odhaczanie. Autor przypisuje osiem nazw do ośmiu przypadkowych zdarzeń i uznaje sprawę za zamkniętą, choć bohater ani razu nie zszedł naprawdę w dół. Groźniejsze bywa darowanie mu zapłaty. Kiedy zdobycz przychodzi za darmo, powrót i przemiana wiszą w powietrzu, a koło obraca się wyłącznie na papierze. Odhaczona lista wygląda przy tym poprawnie i dlatego tak długo uchodzi.
Pełny obrót zatacza Jańcio Wodnik Jana Jakuba Kolskiego. Wiejski cudotwórca dostaje dar, wzbija się w pychę i rusza w świat, żeby wrócić do swoich w zupełnie innej kondycji, niż wychodził. Dolna połowa jest tam naprawdę dolna, bo bohater traci po drodze więcej, niż zdążył zyskać. Widz nie musi znać nazw etapów, żeby poczuć, że koło się domknęło.
Osiem kroków mieści się w głowie bez notatek i to jest największa zaleta tego narzędzia. Koło nie podpowie autorowi, o czym ma być scena, za to od razu pokaże, w której połowie akurat siedzi i czy bohater zdążył już cokolwiek stracić. Przy serialu, z którego trzeba oddać dwadzieścia odcinków, taka orientacja bywa warta więcej niż cała reszta teorii.