Przejdź do treści

Polityka i władza: jak frakcje i intryga budują świat

Ambrogio Lorenzetti, Alegoria dobrych rządów 1338-39, fresk w Palazzo Pubblico w Sienie - szeroki poziomy pas malowidła na granatowym tle: po lewej ukoronowana kobieta trzyma wielką wagę, obok druga siedzi na niskiej ławie, po prawej ogromny brodaty starzec zasiada na tronie, a po jego bokach sześć ukoronowanych kobiet z mieczem, klepsydrą i misą. Dołem sunie długi korowód mężczyzn w barwnych szatach, u stóp tronu leży wilczyca z dwojgiem niemowląt, przy prawej krawędzi stoją zbrojni i jeńcy ze związanymi rękami, a górą płyną małe skrzydlate postacie.
Ambrogio Lorenzetti, Alegoria dobrych rządów (1338–39), Palazzo Pubblico w Sienie. Od szal Sprawiedliwości biegnie sznur, przechodzi przez dłonie siedzącej Zgody i przez ręce dwudziestu czterech mieszczan, po czym sięga tronu brodatego starca w barwach miasta. Ustrój jest tu przedmiotem, który ktoś komuś podaje dalej. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Rządzi ten, komu wolno odmówić i nic mu za to nie grozi. Korona, tron i mapa z granicami niczego jeszcze nie rozstrzygają. Ustrój zaczyna się piętro niżej, przy pytaniu, kto komu może powiedzieć nie. Wszystko powyżej jest ceremonią, która ten fakt tylko ogłasza.

Kto naprawdę trzyma władzę, widać zwykle od razu. Co daje mu do niej prawo, widać znacznie rzadziej. Krew, bóg, pieniądz, miecz i głosowanie odpowiadają zupełnie inaczej i budują zupełnie inne państwa. Monarcha z bożego namaszczenia boi się czego innego niż kupiec, który kupił sobie urząd. Kiedy odpowiedź jest konkretna, intryga układa się prawie sama, bo intryga to władza w ruchu.

Każda władza potrzebuje rywala, bo bez kogoś, kto chce ją zabrać, nie ma żadnego napięcia. Najgroźniejszy rywal rzadko stoi po drugiej stronie granicy. Częściej siedzi po tej samej stronie stołu i nazywa się brat, kanclerz albo ulubiony dowódca. Zagrożenie z zewnątrz jednoczy, zagrożenie od środka rozkłada — i to drugie jest ciekawsze.

Władza, która biegnie wyłącznie przez jedną ukoronowaną głowę, jest dramaturgicznie martwa. Rady, gildie, banki i kapłaństwa podpierają władcę, a jednocześnie go krępują. Frank Herbert w Diunie zrobił z tego pat. Wielkie rody, cesarz, korporacja handlowa i gildia z monopolem na podróż między gwiazdami trzymają się nawzajem w szachu. Jedno drgnięcie potrafi rozbić całość i wszyscy przy stole doskonale o tym wiedzą.

Dawna Rzeczpospolita działała na zasadach, które w powieści uznano by za przesadę. Szlachta wybierała króla w polu pod Warszawą, jeden poseł potrafił zerwać sejm jednym słowem sprzeciwu, a kilka rodów magnackich było bogatszych od korony, której służyły. Państwo stało na ostrzu między wolnością a paraliżem i w końcu spadło po niewłaściwej stronie.

Ustrój pokazuje się drobiazgiem: kto komu się kłania, kto płaci myto, kto siedzi bliżej stołu i kto wchodzi bez zapowiedzi. Rajcy Sieny kazali sobie to wymalować na ścianach własnej sali obrad. Na fresku Ambrogia Lorenzettiego Alegoria dobrych rządów od szal Sprawiedliwości biegnie sznur, przechodzi przez ręce dwudziestu czterech mieszczan i sięga tronu. Na sąsiednich ścianach tej samej sali wymalowano skutki, osobno dla miasta rządzonego dobrze i osobno dla tego samego miasta pod tyranem. Ustrój odciska się na stanie dróg i na tym, czy chłop dowozi zboże bez eskorty.

Państwo trzyma się na czymś konkretnym i to coś trzeba nazwać. Podatek, dług wobec banku, sojusz zawarty przez małżeństwo, wspólny strach przed sąsiadem. Kiedy jeden z tych spinaczy puszcza, kryzys robi się sam. Wierzyciel, który przestaje pożyczać, potrafi obalić króla skuteczniej niż armia. Ślub dwojga ludzi przesuwa w takim świecie granicę, której nie ruszyła żadna wojna.

Ładna martwa mapa jest w tym rzemiośle prawdziwą plagą. Granice, korony i dźwięczne nazwy bez maszynerii pod spodem, więc nic nie ma prawa się wydarzyć. Głośniejsza odmiana tej samej wady polega na piętrzeniu frakcji, spisków i zdrad, aż czytelnik przestaje śledzić, kto czego właściwie chce. Zawiłość jest wybaczalna, mgła nie.

Zaplątane knucie jest w porządku dopóty, dopóki stawkę każdego gracza da się powiedzieć jednym zdaniem. Reszta wyjdzie w praniu, bo ludzie z realną władzą i sprzecznymi celami sami zrobią sobie fabułę. Wystarczy pilnować, żeby czytelnik przez cały czas wiedział, co każdy z nich traci w razie przegranej.