
Symbol to konkretny obraz albo przedmiot, który znaczy coś ponad samym sobą: krzyż — ofiarę, więdnąca róża — gasnącą miłość. Dosłowna rzecz niesie ładunek idei. Różni się od motywu (nawraca, jego siła w powtórzeniu — symbol może paść raz), od McGuffina (napędza fabułę, lecz sam nic nie znaczy) i od alegorii (opowieści jako metafory). Bywa umowny (gołąb to pokój) albo prywatny, zbudowany w samym dziele (Rosebud nic nie znaczy, póki film nie nada mu sensu). Pułapka jest podwójna: z jednej strony symbol-młot — ogłaszasz go Znaczącym, przegadujesz z mrugnięciem („burza za oknem odbijała burzę w jego sercu”); to spłaszcza ideę w slogan, a widz przewraca oczami — symbol nazwany to symbol zabity. Z drugiej symbol-atrapa — kładziesz przedmiot, który masz za głęboki, a on nie rezonuje: arbitralny, niezwiązany z tematem; albo zapominasz, że obraz musi najpierw być prawdziwy, więc czyta się jak rekwizyt. Sekret: osadź symbol w konkrecie (najpierw realny, potem znaczący), zwiąż z tematem, posadź poniżej linii neonu i zaufaj widzowi.
Wizualną intuicję daje Ambasadorowie Hansa Holbeina młodszego (1533) — dwaj dostojnicy wśród emblematów potęgi i wiedzy. Na pierwszym planie wydłużona plama, która z bocznego kąta okazuje się czaszką — ukryty symbol śmierci pośród tej świetności — i tym jest symbol. To jest sedno: czaszka jest najpierw realnym kształtem, a potem niesie ideę; znaczenie czeka pod powierzchnią, nie krzyczy.
Kanon. Symbol zawsze niesie więcej, niż waży. Biały wieloryb z „Moby Dicka” urasta do obsesji i zła, a koncha z „Władcy much” Goldinga to symbol ładu, który pęka razem z nią. Filmowo Rosebud z „Obywatela Kane'a” nic nie znaczy aż do finału, gdy okazuje się utraconym dzieciństwem. To nie motyw ani przedmiot-silnik fabuły, lecz obraz nasycony ideą. Polski kanon: fortepian wyrzucony przez okno w „Fortepianie Szopena” Norwida — symbol ideału strąconego w błoto.
Pięć reguł. Pierwsza: najpierw realny, potem znaczący — musi działać dosłownie, zanim zacznie znaczyć; pokaż, nie objaśniaj sensu (zobacz osobny artykuł o pokazywaniu zamiast opowiadania). Druga: odróżnij symbol od motywu — symbol może paść raz, motyw żyje powtórzeniem (zobacz osobny artykuł o motywie przewodnim i lejtmotywie). Trzecia: prywatny symbol trzeba zbudować — nie znaczy nic, póki nie zasiejesz i nie spłacisz jego sensu w dziele (zobacz osobny artykuł o zasiewie i spłacie). Czwarta: symbol to nie McGuffin — McGuffin napędza fabułę, symbol niesie ideę; nie myl silnika z obrazem-znaczeniem (zobacz osobny artykuł o McGuffinie). Piąta: niech wiąże się z tematem — dobrze posadzony symbol sieje przeczucie i ucieleśnia temat opowieści (zobacz osobny artykuł o zapowiedzi).
Pytanie warsztatowe: wskaż swój symbol i sprawdź dwie rzeczy: czy działa najpierw dosłownie, jako prawdziwa rzecz — i czy nigdzie nie tłumaczysz wprost, co „znaczy”? Jeśli to naciągana atrapa albo krzyczy własnym sensem, to jeszcze nie symbol, lecz rekwizyt z podpisem.