
Adaptacja baśni to inne zwierzę niż adaptacja powieści: źródłem nie jest jeden święty tekst, lecz archetyp żyjący w stu wersjach — Grimm, Perrault, Disney, za każdym razem inaczej. Baśń jest publiczna, plastyczna i z założenia przerabiana; pytanie o wierność tu odpada — nie zdradzasz kanonu, dokładasz ogniwo do łańcucha. Pułapka jest podwójna: z jednej strony płaskie powtórzenie — opowiadasz znaną wersję bez kąta (kolejny Kopciuszek bez pomysłu) albo ścierasz to, co wyraziste (mrok Grimmów, okrucieństwo), aż zostaje papka, która przegrywa ze stoma lepszymi. Z drugiej skóra bez szkieletu — „wywracasz” tak mocno, że wyrzucasz archetyp dający baśni moc (Kapturek bez wilka, bez lasu, bez grozy — sam tytuł) albo mylisz nowinkę z sensem. Sekret: wybierz wyraźny kąt i wnieś prawdziwą interpretację, ale zachowaj szkielet — strukturę, która sprawia, że baśń wciąż działa.
Wizualną intuicję daje ilustracja Gustave'a Dorégo do „Czerwonego Kapturka” Perraulta (ok. 1862) — dziewczynka przy łożu, w którym czai się wilk w czepku babci. Tę samą scenę — dziewczynka, wilk, łoże — powtarza każda wersja, za każdym razem w innej skórze — i to jest baśń w adaptacji. To jest sedno: rdzeń (zagrożenie, las, przemiana) zostaje, zmienia się skóra; wyrzuć rdzeń, a zostanie sam tytuł.
Kanon. Vladimir Propp w „Morfologii bajki” pokazał, że baśń trzyma stały szkielet funkcji — dlatego znosi nieskończone przeskórowanie. Bettelheim czytał w nich głębię psychiczną. Linia Grimm–Disney–rewizja — od opowiadań Angeli Carter po Śpiącą królewnę oczami złoczyńcy w „Czarownicy” — wciąż przeszywa ten sam rdzeń nową skórą. Polski kanon: legenda o Panu Twardowskim — faustowski pakt i trickster w polskim, ludowym kostiumie, wciąż przerabiana w filmie i operze.
Pięć reguł. Pierwsza: wybierz wersję i kąt — wierna-mroczna, ugrzeczniona, wywrócona, uwspółcześniona albo oczami złoczyńcy; bez tej decyzji adaptacja jest niczyja (zobacz osobny artykuł o adaptacji powieści). Druga: zachowaj archetypiczny szkielet — funkcje dające baśni moc; wilk, las i groza Kapturka są nieusuwalne (zobacz osobny artykuł o wierności i zdradzie). Trzecia: wnieś nową interpretację — twoje spojrzenie jest celem; samo odtworzenie znanego nie dorzuca nic, a jedną baśń można rozsnuć w uniwersum (zobacz osobny artykuł o rozszerzaniu uniwersum). Czwarta: tnij i kondensuj — baśń bywa szczątkowa albo rozlazła w wariantach; wybierz jeden bieg, resztę obetnij (zobacz osobny artykuł o cięciu i kompresji). Piąta: graj z oczekiwaniem — widz zna wzór, więc każda zmiana coś znaczy; jak przy klasyce ze sceny, znajomość tekstu to twój materiał (zobacz osobny artykuł o adaptacji teatru).
Pytanie warsztatowe: weź baśń, którą chcesz przenieść, i nazwij dwie rzeczy: jaki masz kąt, którego nie ma znana wersja — i jaki szkielet musisz zostawić, by to wciąż była ta baśń, nie jej pusta skóra?