
Adaptacja opowiadania to lustro adaptacji powieści. Powieść jest za duża — tniesz i wybierasz. Opowiadanie jest za małe — pełny metraż potrzebuje półtorej godziny, a źródłem bywa skąpe dwadzieścia stron, więc rozbudowujesz: dosnuwasz tkankę łączną, dopisujesz, co proza tylko sugerowała. Opowiadanie daje ziarno — sytuację, nastrój, obraz, zwrot — a ty masz wyhodować pełną strukturę: pogłębić postacie, rozegrać to, co streszczone, poszerzyć świat, dobudować wątki i łuk, nie gubiąc iskry, dla której warto było adaptować. Sztuką jest wierne rozwinięcie — wzrost z ziarna, nie wata ani cudzy przeszczep. Pułapka jest podwójna: z jednej strony rozwadnianie — rozciągasz doskonałą małą rzecz watą i pustymi scenami; rozcieńczasz skondensowaną moc oryginału jak espresso w wiadrze wody. Z drugiej nadmiar zmyśleń — dosypujesz tyle nowego, że iskra źródła znika pod obcą materią; na to ziarno przeszczepiasz inne drzewo, a z opowiadania zostaje tytuł. Sekret: znajdź mocny rdzeń i rośnij z niego na zewnątrz — rozegraj, co streszczone, pogłęb, co naszkicowane, dodawaj tylko to, co wzmacnia iskrę. Niech z żołędzia wyrośnie dąb: ani rozwodniony, ani zarośnięty cudzym pnączem.
Wizualną intuicję daje Wielki dąb Jacoba van Ruisdaela (1652) — potężne drzewo na rozstaju dróg, koroną panujące nad całym pejzażem, przy nim drobne figurki. Z żołędzia wyrósł dąb — i tym jest adaptacja opowiadania. To jest sedno: z małego ziarna wyrasta rozłożyste dzieło — dąb, nie chwast.
Kanon. Wiele filmów wyrosło z krótkiej formy: „Skazani na Shawshank” z noweli Kinga, „Tajemnica Brokeback Mountain” z opowiadania Proulx, „Nowy początek” z opowiadania Chianga — skąpe źródło rozwinięte w pełny seans. To nie kompresja powieści z jej nadmiarem, lecz odwrotność: budowanie z niedoboru. Polski kanon: opowiadania Iwaszkiewicza — „Brzezina”, „Panny z Wilka” — rozkwitły na ekranie w pełne filmy; oszczędna proza dała kanwę, którą obraz rozbudował.
Pięć reguł. Pierwsza: odwrotność kompresji — w powieści tniesz, tu dobudowujesz; znaj różnicę (zobacz osobny artykuł o adaptacji powieści). Druga: rozwijaj, nie wycinaj — krótka forma żąda dodawania scen i wątków; to lustro pracy nad cięciem (zobacz osobny artykuł o kompresji). Trzecia: chroń iskrę — dodawaj tylko to, co służy rdzeniowi; wierność dotyczy ducha, nie stron (zobacz osobny artykuł o wierności i zdradzie). Czwarta: rozbudowa bywa przeniesieniem — czasem rośniesz, przenosząc rzecz w inny czas lub miejsce (zobacz osobny artykuł o transpozycji). Piąta: ziarno bywa ludowe — baśń i podanie też są skąpe; rosną tak samo, z rdzenia (zobacz osobny artykuł o adaptacji baśni i folkloru).
Pytanie warsztatowe: wróć do potężnego dębu, który wyrósł z żołędzia, i zapytaj o swoją adaptację: czy rozwijasz ją organicznie z rdzenia — czy rozwadniasz watą albo przeszczepiasz obcą historię? Czy iskra, dla której sięgnąłeś po źródło, wciąż bije w środku? Z żołędzia — dąb, nie chwast.