
Łączenie postaci to podstawowe narzędzie adaptacji: gdy powieść ma rozległą obsadę, scalasz kilku drugoplanowych w jedną złożoną postać — zwijając ich funkcje i cechy w jednego człowieka. To upraszcza historię, zagęszcza ciężar dramatyczny (jedna wyrazista postać zamiast trzech bladych) i uwalnia czas ekranowy. Pułapka jest podwójna: z jednej strony wierny tłum — przenosisz wiernie każdą postać ze źródła, więc ekran tonie w tłumie niedogranych twarzy, których widz nie odróżnia; wierność liście postaci zabija jasność. Z drugiej zlepek — łączysz byle jak, zszywając sprzeczne cechy i funkcje w postać-Frankensteina, która chce rzeczy wykluczających się i obsługuje za dużo wątków. Sekret: łącz wedle funkcji — złóż postaci pełniące tę samą rolę w jednego spójnego człowieka z jednym pragnieniem i czytelnym łukiem, zachowując najwyrazistsze cechy, a resztę tnij — żeby zlepek był szczuplejszy i żywszy niż oryginały; ani wierny tłum, ani niespójne zszycie.
Wizualną intuicję daje Bibliotekarz Giuseppe Arcimboldo (ok. 1566) — cała postać złożona jest z dziesiątek książek, a mimo to czytamy ją jako jednego człowieka. Tym jest scalona postać — wiele elementów wtopionych w jedną, spójną sylwetkę. To jest sedno: zlepek ma się czytać jak osoba, nie jak sterta części.
Kanon. Łączenie postaci ma swoją praktykę: filmowy chwyt postaci złożonej; wtapianie kilku epizodów w jedną twarz; zasada, że ekran znosi mniej postaci niż karta; konsolidacja funkcji, nie samo cięcie. Dopełnia ją to, co wyciąć (bratnie narzędzie), i mapa relacji, która pokazuje, kogo można połączyć. Polski kanon: „Noce i dnie” w reżyserii Jerzego Antczaka (wg Dąbrowskiej) — epicką, wielopokoleniową obsadę powieści ekran zagęszcza wokół Barbary i Bogumiła, scalając drobne figury, by panorama nie rozmyła się w tłumie.
Pięć reguł. Pierwsza: powieść mieści tłum, ekran nie — gruba książka ma dziesiątki postaci, film utrzyma garść; nadmiar twarzy gubi widza (zobacz osobny artykuł o adaptacji powieści). Druga: scalaj wedle funkcji, nie wierności — łączysz tych, co pełnią tę samą rolę; to pozorna zdrada w służbie całości (zobacz osobny artykuł o wierności i zdradzie w adaptacji). Trzecia: łączenie to nie cięcie — czasem postać wycinasz, czasem wtapiasz jej funkcję w inną; to bratnie narzędzia (zobacz osobny artykuł o tym, co wyciąć). Czwarta: czasem ruch jest odwrotny — zamiast scalić drugoplanowego, wynosisz go na pierwszy plan; wybór zależy od opowieści (zobacz osobny artykuł o perspektywie pobocznej). Piąta: więcej czasu — mniej scalania — serial uniesie obsadę, której film nie utrzyma; długość zmienia rachunek (zobacz osobny artykuł o serializacji powieści).
Pytanie warsztatowe: wróć do Bibliotekarza Arcimboldo i policz twarze w swojej adaptacji: czy widz je rozróżni i zapamięta, czy giną w tłumie? A te, które scaliłeś — stopiły się w jednego człowieka z jednym pragnieniem, czy to zlepek sprzecznych funkcji?