Przejdź do treści
Adaptacja

Adaptacja

Serializacja (powieść na serial)

3 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Tkanina z Bayeux, XI w. - haftowany długi pas opowiadający historię scena po scenie, fragment z kometą i postaciami
Tkanina z Bayeux (XI w.). Jedna historia opowiedziana scena po scenie wzdłuż długiego pasa - haft, nie obraz. Wizualny obraz serializacji: powieść rozłożona na odcinki, każdy osobny, a razem całość. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-old)

Serializacja to adaptacja powieści na serial, nie na film: różnica jest w formie. Film musi zgnieść powieść w dwie godziny — wycina wątki i postacie, gubi wnętrze; serial ma godziny, więc może zmieścić poboczne linie, dać drugoplanowym łuki, rozciągnąć czas i odetchnąć. Może być wierniejszy wszerz, bo ma miejsce. Ale przestrzeń to pułapka jak dar. Pułapka jest podwójna: z jednej strony rozwleczenie — masz dziesięć odcinków do zapełnienia, więc dolewasz wody: historia rozciągnięta cieniej niż w powieści, napęd utracony (miałeś sześć godzin opowieści, zrobiłeś dziesięć). Z drugiej film w odcinkach — traktujesz serial jak długi film i mimo to ściskasz, marnujesz dany przez formę czas: są zdarzenia, nie ma oddechu, który forma oferowała. Sekret: użyj długości, by oddać powieści to, co film wycina — wątki, drugi plan, czas — adaptując więcej książki, a każdy odcinek uformuj jak osobną całość (łuk, hak, zwrot); zapełnij godziny książką, nie watą.

Wizualną intuicję daje tkanina z Bayeux (XI w.) — jedną wielką historię opowiedziano scena po scenie wzdłuż długiego pasa, każdy epizod osobny, a razem jedna ciągła opowieść. Tak działa serializacja — powieść w odcinkach, każdy uformowany, a razem jedna całość. To jest sedno: masz długość, więc daj historii rozmach, którego film by nie pomieścił — a każdy odcinek niech będzie osobną sceną na wspólnym pasie.

Kanon. Serializacja ma swoją mądrość: prestiżowa telewizja odkryła, że gruba powieść mieści się w sezonie lepiej niż w filmie; dziewiętnastowieczne powieści i tak wychodziły w odcinkach, z naturalnym rytmem. Stara zasada: każdy odcinek potrzebuje własnego kształtu — łuku i haka — nie jest tylko plastrem. Dopełnia ją adaptacja filmowa i pytanie o wierność. Polski kanon: serialowy „Król” wg powieści Szczepana Twardocha — gdzie odcinkowa forma dała opowieści o przedwojennej Warszawie rozmach niemożliwy w filmie.

Pięć lekcji. Pierwsza: wykorzystaj miejsce, nie ściskaj — serial ma godziny, których film nie ma, więc daj książce wątki, czas i drugi plan (zobacz osobny artykuł o adaptacji powieści). Druga: nie tnij tego, co tnie film — w serialu nie musisz wyrzucać pobocznych linii i postaci; właśnie tu jest na nie miejsce (zobacz osobny artykuł o tym, co wyciąć). Trzecia: wierność wszerz — możesz zaadaptować więcej książki, bliżej litery, bo masz przestrzeń (zobacz osobny artykuł o wierności i zdradzie). Czwarta: daj oddech drugiemu planowi — bohaterowie poboczni dostają własne łuki, na które film nie ma czasu (zobacz osobny artykuł o perspektywie pobocznej). Piąta: to nie rozbudowa uniwersum — serializujesz jedną powieść w odcinki, każdy uformowany, nie dobudowujesz franczyzy (zobacz osobny artykuł o rozbudowie uniwersum).

Pytanie warsztatowe: wróć do pasa z Bayeux i spójrz na swój serial z powieści: czy używasz godzin, by zmieścić więcej książki — jej wątki i drugi plan — czy dolewasz wody? I czy każdy odcinek ma własny kształt, czy to tylko plaster fabuły?