Przejdź do treści
Dialog

Dialog

Rozmowa mijająca się: dialog równoległy

3 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Edgar Degas, Absynt (Dans un café), 1876, olej na płótnie - w paryskiej kawiarni przy marmurowym stoliku siedzą obok siebie kobieta i mężczyzna; ona ze zwieszonymi ramionami wpatruje się pusto w dół, przed nią kieliszek absyntu, on w kapeluszu patrzy w bok, poza kadr - mimo fizycznej bliskości każde tkwi w osobnym świecie, bez kontaktu
Edgar Degas, Absynt (1876, Musée d'Orsay). Dwoje przy jednym stoliku, a każde w osobnym świecie. Wizualny obraz rozmowy mijającej się: bliskość bez spotkania. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

Rozmowa mijająca się to scena, w której dwoje mówi obok siebie — każde własnym torem, goni swój temat i swoją potrzebę, nie słysząc drugiego. Na powierzchni kwestie się zazębiają, lecz ludzie się nie spotykają. To jedna z najprawdziwszych form dialogu, bo ludzie rzadko słuchają: czekają, by mówić, i słyszą to, czego się boją albo pragną. Niespotkanie dramatyzuje samotność, niedopasowane stawki albo przepaść między dwojgiem — bez słowa, które by to nazwało; bywa zabawne (farsa przesłyszeń) albo druzgocące. Pułapka jest podwójna: z jednej strony zwykła wymiana w przebraniu — myślisz, że je rozminąłeś, lecz one sobie odpowiadają, a „mijanie” jest kosmetyczne; z drugiej dwa monologi obok siebie — tak rozłączne, że bez tarcia i prawie-spotkań widz słyszy dwie przemowy, nie scenę. Sekret: daj każdej postaci osobne pragnienie i rozegraj prawie-spotkania — kwestie, które mogły się połączyć, a nie połączyły; zdecyduj, czy są nieświadome (komizm), czy bezradnie świadome (tragizm).

Wizualną intuicję daje Absynt Edgara Degasa (1876) — kobieta i mężczyzna siedzą przy jednym stoliku, ramię w ramię, a każde zapatrzone we własną pustkę — ona w dół, on poza kadr. Ten sam stolik, dwa osobne światy — i tym jest rozmowa mijająca się. To jest sedno: posadź postacie blisko siebie, lecz każdej zostaw własny tor — z przepaścią, której nie nazywają.

Kanon. Mistrzem był Czechow: jego postacie wygłaszają równoległe żale, każda zatopiona we własnej tęsknocie. Absurdyści zrobili z niesłyszenia komedię — u Ionesco rozmowa rozpada się w pustosłowie. To nie subtekst (to, co pod kwestią), nie cisza, nie kłótnia (obie strony walczą o to samo), nie dialog grupowy — to struktura dwóch niespotykających się torów. Polski kanon: „Rejs” Piwowskiego, gdzie pasażerowie tłuką się frazesami, a nikt nikogo nie słyszy.

Pięć reguł. Pierwsza: dwa tory, nie jedna rozmowa — każda postać goni własny temat i nie słyszy drugiej; pod spodem ukryj, czego chce (zobacz osobny artykuł o subtekście). Druga: brak odpowiedzi też jest repliką — niespotkanie mówi ciszą i nie-odpowiedzią; pauza waży więcej niż riposta (zobacz osobny artykuł o ciszy w dialogu). Trzecia: to nie kłótnia — w sporze obie strony walczą o to samo; tu każde walczy o co innego i nawet się nie ściera (zobacz osobny artykuł o scenie sporu). Czwarta: niech tory się przecinają, nie zlewają — śledź, jak wątki krzyżują się i rozchodzą, by widz słyszał oba (zobacz osobny artykuł o dialogu grupowym). Piąta: mierz przesunięcia takt po takcie — najmocniejsze są chwile, gdy przez sekundę niemal się spotkali (zobacz osobny artykuł o dialogu takt po takcie).

Pytanie warsztatowe: wróć do dwojga przy jednym stoliku, każde zapatrzone we własny świat, i zapytaj o scenę: czy postacie naprawdę się mijają — każda na własnym torze — czy tylko udają niesłyszenie, a w istocie sobie odpowiadają? I czy jest chwila, w której prawie się spotkały, by znów się rozminąć?