Przejdź do treści

Gra o status: dialog jako walka o dominację

Gaspar de Crayer, Aleksander i Diogenes, XVII wiek, olej - Aleksander Wielki w zbroi i z licznym orszakiem staje nad obdartym filozofem Diogenesem, który półleży na ziemi z bosymi nogami wyciągniętymi niemal pod stopy władcy i tylko unosi ku niemu wzrok, a obok w pyle stoi jego cały dobytek, prosta miska; mimo ogromnej różnicy rangi to filozof zachowuje pełen spokój i przewagę, a potężny król wydaje się onieśmielony
Gaspar de Crayer, Aleksander i Diogenes (XVII w.). Rangę widać od razu, przewagę dopiero po zachowaniu. Aleksander w zbroi i szkarłacie musi pochylić się nad obdartym filozofem, a filozof leży na ziemi i nie robi nic, żeby wstać. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

W każdej rozmowie toczy się druga rozmowa, o której nikt nie mówi na głos. Chodzi w niej o to, kto w tej chwili jest wyżej, a kto niżej.

Najpełniej opisał tę mechanikę Keith Johnstone w Impro, książce wyrosłej z jego pracy z aktorami. Nazwał ją transakcją statusu i pokazał, że z rangą wpisaną w metrykę ma ona niewiele wspólnego. Król potrafi grać nisko, a lokaj wysoko. Prezes kuli się przed własnym kierowcą, a obdartus rozstawia po kątach całe przyjęcie. Status jest tym, co postać robi, a nie tym, co ma na papierze.

Rozgrywa się go drobiazgami, które w scenariuszu zajmują po pół wiersza. Kto pierwszy odwraca wzrok. Kto nerwowo zapełnia ciszę, a kto pozwala jej trwać. Kto wchodzi bez pukania, kto siada nieproszony, kto każe drugiemu czekać w korytarzu. Diogenes, zapytany przez Aleksandra Wielkiego, czego mu potrzeba, prosi tylko o tyle, żeby król zszedł mu ze słońca.

Ta sama osoba nosi przy tym inną pozycję w różnych pokojach. Ktoś rozstawia po kątach cały dział handlowy, a wieczorem u matki mówi półgłosem i pyta o pozwolenie na drugą herbatę. Przeniesienie postaci między dwoma takimi wnętrzami charakteryzuje ją szybciej niż strona życiorysu. Widać wtedy, gdzie jej pozycja jest pożyczona, a gdzie naprawdę własna.

Najciekawiej robi się wtedy, gdy układ przechyla się w trakcie sceny. Ktoś wchodzi górą, a wychodzi dołem, bo padło jedno zdanie, którego nie przewidział. Krzysztof Zanussi zbudował na takich przechyłach całe Barwy ochronne, gdzie cyniczny docent i młody asystent przez cały obóz naukowy przepychają się o to, kto tu jest mądrzejszy. Żadna z tych rozmów nie rozstrzyga sporu o poglądy — każda kończy się tym, że ktoś jest o stopień niżej.

Postać, która musi powiedzieć „to ja tu rządzę”, właśnie przestała rządzić. Wysoki status nie potrzebuje ogłoszenia, bo trzyma się na tym, że nikt go nie kwestionuje. Nie zawsze słowa i przepychanka idą w tę samą stronę. Ktoś sypie komplementami i każdym z nich spycha rozmówcę o pół kroku w dół. Ktoś przeprasza tak długo, aż druga strona zaczyna się tłumaczyć.

Joseph Losey przeprowadził taką zamianę przez cały film w Służącym. Kamerdyner wprowadza się do domu młodego panicza jako ktoś, kto podaje herbatę, a kończy jako ten, kto decyduje o wszystkim, co się w tym domu dzieje. Ani razu nie ogłasza swojej wygranej. Przesuwa się z kwestii na kwestię, przejmując po drodze kolejne drobne prawa, aż role okazują się odwrócone bez zdania, które by to nazwało.

W scenie pozbawionej tej warstwy aktor nie ma czego zagrać, a widz nie ma czego zapamiętać. Wszyscy mówią uprzejmie, każdy dostaje tyle samo miejsca, nikt niczego nie ryzykuje. To najczęstszy powód, dla którego poprawnie napisana rozmowa okazuje się nudna, choć trudno wskazać w niej wadę. Brakuje jej stawki, która z tematem nie ma nic wspólnego, bo dotyczy tego, kto z tego pokoju wyjdzie większy.

Rozmowa, po której nikt nie zmienił pozycji, kończy się tam, gdzie się zaczęła. Rozmowa, w której ktoś urósł kosztem drugiego, zostawia nowy układ sił, a na nim da się oprzeć następną scenę. Właśnie dlatego gra o status bywa jedyną akcją, jaka rozgrywa się przy stole, przy którym wszyscy siedzą nieruchomo.