
Rozmowa o niczym to technika dialogu, w której postacie mówią o czymś trywialnym — pogodzie, jedzeniu, byle czym — podczas gdy prawdziwa scena i całe napięcie toczą się pod spodem. Banał jest celem: im błahsza powierzchnia, tym mocniej czujemy to, co niewypowiedziane. Działa, bo w naładowanych chwilach ludzie rzadko mówią wprost — uciekają w drobiazgi, a przepaść między błahymi słowami a wagą sytuacji rodzi subtekst. Często jedna zagaduje, by uniknąć, druga drąży, oba krążą wokół niewypowiadalnego. To nie ogólny subtekst, lecz jego rozmyślnie trywialna powierzchnia. Pułapka jest podwójna: z jednej strony gadanie naprawdę o niczym — pod błahą wymianą nie ma naładowanej sprawy, więc to martwe wypełniacze, a widz odpływa; z drugiej powierzchnia, która zdradza głębię — banał mruga do tematu, postać niemal wypowiada prawdę, więc robi się dosłownie i napięcie znika. Sekret: błaha powierzchnia nad naładowaną, niewypowiedzianą sceną — i niech lukę odczyta widz; nie rób gadania pustym ani nie pozwól mu się wyznać.
Wizualną intuicję daje Galantna rozmowa Gerarda ter Borcha (ok. 1654) — wytworne postacie w atłasach prowadzą uprzejmą wymianę, lecz powód spotkania i prawdziwa stawka zostają nienazwane. Gładka uprzejmość, niewypowiedziana stawka — i tym jest rozmowa o niczym. To jest sedno: słowa są błahe, lecz scena toczy się pod nimi.
Kanon. Naładowanym banałem rządzą Pinter (uprzejma paplanina nabita groźbą), Hemingway („Wzgórza jak białe słonie” — para rozprawia o drinkach i krajobrazie, nie nazywając tego, o co się spiera) i Czechow, u którego bohaterowie mówią o drobiazgach obok tego, co czują. To nie ogólny subtekst, nie cisza, nie ekspozycja — to rozmyślnie błaha powierzchnia nad naładowaną sceną. Polski kanon: dramaty Janusza Głowackiego — emigranci i przegrani zagadują rozpacz ironicznym, byle jakim gadaniem, a prawdziwa scena jest pod spodem.
Pięć reguł. Pierwsza: pod spodem prawdziwa scena — banał działa tylko nad naładowaną, niewypowiedzianą sprawą; bez niej to martwe gadanie (zobacz osobny artykuł o subtekście). Druga: powierzchnia naprawdę trywialna — pogoda, jedzenie, dojazd; nie przemycaj tu informacji, to nie ekspozycja (zobacz osobny artykuł o podawaniu informacji). Trzecia: zdradza ją drobny zgrzyt — pauza, zbyt ostra odpowiedź, zmiana tematu sygnalizują ukryte ciśnienie (zobacz osobny artykuł o ciszy w dialogu). Czwarta: sposób gadania to charakter — jak ktoś prowadzi rozmowę o niczym: zagaduje, drąży, ucieka — zdradza, kim jest (zobacz osobny artykuł o języku postaci). Piąta: nie pozwól powierzchni wyznać prawdy — gdy banał mruga do tematu, robi się dosłowny i traci napięcie (zobacz osobny artykuł o dialogu ekspozycyjnym).
Pytanie warsztatowe: wróć do gładkiej, uprzejmej wymiany z niewypowiedzianą stawką pod spodem i przyłóż ją do swojej sceny: czy pod twoją rozmową o niczym leży naładowana sprawa — czy to tylko wypełniacz? I czy powierzchnia pozostaje błaha, czy już zdradza to, co powinien odczytać widz?