Przejdź do treści

Film sportowy: rywalizacja jako tygiel, nie sama tablica wyników

Thomas Eakins, Max Schmitt w skifie, 1871, Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku — obraz olejny: wąska łódź wioślarska na spokojnej wodzie, siedzący w niej mężczyzna przestał wiosłować i odwraca głowę w stronę patrzącego, dalej na rzece drugi skif i czerwona łódź z kilkuosobową osadą, w tle kratownicowy most kolejowy i kamienne przęsła, nad brzegiem niskie jesienne światło
Thomas Eakins, Max Schmitt w skifie (1871), Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork. Łódź stoi, pióra wioseł leżą płasko na wodzie, a wioślarz odwraca głowę wprost na patrzącego i pozwala rzece oddać swoje odbicie bez jednego drgnienia. Nikt tego nie sędziuje i nikt nie kibicuje. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

*Bohater Rocky'ego przegrywa walkę o mistrzostwo świata i wychodzi z ringu wygrany. Postawił sobie inny warunek niż sędziowie, bo chciał tylko wytrzymać do ostatniego gongu.* Sylvester Stallone napisał ten scenariusz dla siebie, ponieważ nikt inny nie dałby mu tej roli. Od tamtej pory prawie każdy film o sporcie szuka własnej wersji takiego warunku.

Sport daje opowieści rzeczy, o które w innych gatunkach trzeba się dopraszać. Reguły zna każdy, czas jest ograniczony, a werdykt ogłasza się publicznie i bez odwołania. Bohater nie wykręci się od niego gadaniem ani nie przekona nikogo intencjami. Rywalizacja obnaża charakter właśnie dlatego, że wszystko dzieje się na oczach świadków i w wyznaczonym czasie.

Wynik bywa znany, zanim film się zacznie, i gatunkowi to zupełnie nie szkodzi. Przeciwnik po drugiej stronie ringu jest tu zwykle najmniej ważną przeszkodą, bo realny opór stawia zegar, zużyte ciało albo dawna wersja samego bohatera. Darren Aronofsky w Zapaśniku dał podstarzałemu wrestlerowi serce, które nie wytrzyma następnej gali — i życie, w którym poza halą nie ma niczego. Walka jest tam jedynym miejscem, gdzie ten człowiek w ogóle istnieje.

Warunek bywa całkiem niesportowy. Hugh Hudson w Rydwanach ognia prowadzi dwóch biegaczy, z których jeden ściga się przeciwko antysemityzmowi ludzi podających mu rękę, a drugi odmawia startu w niedzielę, bo nie zamierza łamać własnej wiary dla medalu. Same biegi zajmują w sumie niecałą minutę. Rozstrzyga się w nich coś, co narastało latami i czego żadna tabela nie zapisze.

Łukasz Palkowski w Najlepszym zaczyna od samego dna i prowadzi Jerzego Górskiego od heroiny i odwyku do mistrzostwa świata w podwójnym ironmanie, czyli w konkurencji, o której większość widzów wcześniej nie słyszała. Dyscyplina jest tam bez znaczenia. Znaczenie ma to, że trening okazał się jedynym sposobem, jaki ten człowiek znalazł na niewracanie tam, skąd przyszedł.

Najtrudniejsza część tej roboty dzieje się bez świadków. Trybuny widzą dziesięć sekund, a nie cztery lata poranków. Thomas Eakins zapisał tę drugą stronę na płótnie Max Schmitt w skifie, gdzie na gładkiej jak lustro rzece zostaje wioślarz, wiosła i wysiłek, bez trybun, mety i pucharu. Montaż treningowy istnieje po to, żeby te godziny w ogóle weszły do filmu.

Gatunek radzi sobie nawet bez sportowca w kadrze. Bennett Miller w Moneyball opowiada o menedżerze, który układa drużynę z zawodników odrzuconych przez wszystkich, bo liczby mówią o nich coś innego niż oko skauta. Meczów prawie nie widać, a napięcie i tak rośnie, bo stawką jest sposób myślenia całej branży. Sezon kończy się zresztą porażką i film się tym nie przejmuje.

Psuje się to zawsze podobnie i zawsze po cichu. Scenariusz przechodzi przez skromny początek, montaż treningu i wielki mecz, nie zatrzymując się przy niczym, czego widz by wcześniej nie przewidział. Zostaje wtedy sama tablica wyników, a tablica wyników nikogo nie wzrusza. Mecz musi rozstrzygać coś, o czym mecz nie wie.

Konsekwencja dla piszącego jest prosta. Finał działa tylko wtedy, gdy zwycięstwo coś bohaterowi zabiera, a porażka coś mu zostawia. Dopóki wynik jest jedyną informacją, jaką niesie ostatni gwizdek, film kończy się razem z meczem i nic po nim nie zostaje.