Przejdź do treści
Gatunki

Gatunki

Film sportowy: rywalizacja jako tygiel, nie sama tablica wynikow

3 min czytania · Redakcja 1draft.pl

George Bellows, Walka u Sharkeya (1909) - dwoch bokserow zwartych w jednym ciosie na ringu, tlum widzow w mroku, niskie spojrzenie z perspektywy widowni
George Bellows, Walka u Sharkeya (1909). Dwoch bokserow zwartych w jednym ciosie, tlum w mroku - ring zwezajacy swiat do dwoch ludzi, ktorzy daja z siebie wszystko. Walka jako znak czegos wiekszego: rdzen filmu sportowego. Zrodlo: Wikimedia Commons. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art, PD-old-100; George Bellows zm. 1925)

Montaż treningu, drwiący grymas rywala, ostatni gwizdek z całą stawką na szali — znamy każdy takt filmu sportowego, zanim się zacznie, a i tak pochylamy się do przodu. To gatunek, który zamienia rywalizację w tygiel: sportowiec albo drużyna prą do starcia, które uzewnętrznia walkę wewnętrzną lub społeczną — gra niemal zawsze jest o coś innego niż gra. Pułapka jest podwójna: albo formuła na autopilocie — takty są tak znane (skromny początek, montaż, wielki mecz), że da się je przespać — przewidywalność bez świeżej stawki, lista zamiast historii; albo cały sens to tablica wyników — stawiasz wszystko na wygranie finału, więc wygrana jest pustym spełnieniem życzeń, a porażka oszustwem, choć prawdą gatunku jest, że chodzi o to, kim się stają, nie o wynik.

Wizualną intuicję daje Walka u Sharkeya George'a Bellowsa (1909) — dwóch bokserów zwartych w jednym ciosie, tłum w mroku. Tym jest film sportowy: ring zwęża świat do dwóch ludzi, którzy dają z siebie wszystko — a walka jest o coś więcej niż walkę. To jest sedno: liczy się nie wynik, lecz kto przez tę próbę się staje.

Kanon. Film sportowy to jeden z najpewniejszych ujmujących gatunków — bokser z nizin, który dotrwa do końca walki (Rocky), oparte na faktach triumfy drużyn. Kształt jest pradawny: Dawid kontra Goliat. Gatunek żyje w przepaści między skromnym startem a ostatnim gwizdkiem. Polski kanon: „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego — historia triathlonisty Jerzego Górskiego, który z dna nałogu dochodzi do mistrzostwa świata; sport jako arena odkupienia, nie sam wynik.

Pięć reguł. Pierwsza: większość boisk jest prawdziwa. Mnóstwo filmów sportowych jest „oparte na faktach” — prawdziwy mecz niesie wbudowaną stawkę i dług wobec ludzi; fakt daje wagę, ale nie zwalnia z dramaturgii (zobacz osobny artykuł o fikcji historycznej). Druga: mecz to próg dojrzewania. Starcie zwykle jest inicjacją — żółtodziób, który musi kimś się stać; trzymaj kamerę na tym, kim się staje, sport jest kuźnią (zobacz osobny artykuł o kinie dojrzewania). Trzecia: rywal to drugi bohater. Przeciwnik nie może być tekturową ścianą — najlepsze filmy sportowe robią z rywalizacji relację: szacunek, lustro, czasem przyjaźń; rywal nadaje sens zwycięstwu (zobacz osobny artykuł o wrogach, którzy stają się kochankami). Czwarta: przegrana bywa zwycięstwem. Najgłębszy ruch gatunku: wynik nie jest sednem — szlachetna porażka bywa prawdziwym triumfem, a pusta wygrana klęską; zmienia się to, kim bohater jest (zobacz osobny artykuł o tragikomedii). Piąta: gra to tylko pretekst. Mecz jest pełnomocnikiem — godności, przynależności, jakiejś więzi; zasadź ludzką stawkę poza boiskiem, żeby wynik znaczył coś ponad tablicę (zobacz osobny artykuł o komedii romantycznej).

Pytanie warsztatowe: wejdź w tłum jak u Bellowsa, na wysokości ringu — gdyby twój bohater przegrał ostatnią walkę, czy historia wciąż miałaby swoje zwycięstwo, czy zostałaby tylko tablica wyników?