
Gotyk zaczął się od mistyfikacji. Horace Walpole ogłosił w 1764 roku Zamczysko w Otranto jako przekład starego włoskiego rękopisu, a przy drugim wydaniu przyznał się do autorstwa i dopisał podtytuł, od którego poszła nazwa całego nurtu. Wszystko, co dziś uchodzi za obowiązkowy inwentarz gatunku, jest w nim częścią najmniej istotną.
Pod kostiumem pracuje jeden mechanizm. Coś zostało kiedyś zakopane i nie chce w ziemi leżeć. Bywa to zbrodnia, nieślubne dziecko, majątek zdobyty podle albo krewna, o której rodzina przestała mówić. Samo straszenie niewiele daje, a ciężar pojawia się dopiero wtedy, gdy dom ma po temu konkretny powód. Romantyczni malarze rozumieli to dobrze, stawiając opactwa bez dachu wśród nagich dębów, z pogrzebem sunącym we mgle u stóp ruiny.
Przestrzeń w gotyku pracuje więc jak portret. Edgar Allan Poe w Zagładzie domu Usherów dał budynkowi ledwie widoczne pęknięcie biegnące od dachu po fundament, dokładnie takie, jakie przechodzi przez ostatnich mieszkańców rodu. Kiedy rodzina gaśnie, dom rozłamuje się wzdłuż tej rysy i osuwa w staw. Wilgoć, mur i zamurowane skrzydło mówią o właścicielach tyle, ile powiedziałby o nich lekarz.
Ann Radcliffe, autorka Tajemnic zamku Udolpho, rozdzieliła dwa rodzaje strachu i to rozróżnienie służy do dziś. Jeden rozszerza wyobraźnię, ponieważ żywi się tym, czego jeszcze nie widać. Drugi ją zwiera i gasi, bo przychodzi wtedy, gdy potworność zostaje pokazana w całości. Gotyk mieszka po stronie pierwszego. Dlatego drzwi skrzypią długo, zanim ktokolwiek za nie zajrzy, a najlepsze sceny kończą się przed odsłonięciem.
Druga sprężyna gatunku to przekroczenie granicy. Mary Shelley w Frankensteinie obeszła się bez zaświatów i wyprowadziła grozę z człowieka, który sięgnął po rzecz zarezerwowaną dla Boga, a potem stracił wszystkich bliskich. Bram Stoker w Draculi odwrócił kierunek i kazał staremu światu wtargnąć do nowego. Hrabia przypływa do Anglii statkiem, ze skrzyniami rodzimej ziemi w ładowni, i kupuje sobie posiadłość pod Londynem.
Jan Potocki napisał Rękopis znaleziony w Saragossie po francusku i złożył go z opowieści zagnieżdżonych jedna w drugiej. Alfons van Worden co rusz budzi się pod szubienicą braci Zoto, obok dwóch wisielców, choć poprzedniego wieczoru miał do czynienia z kimś zupełnie innym. Wojciech Has zekranizował rzecz w 1965 roku i zostawił ten labirynt nietknięty, zamiast go prostować dla wygody widza.
Zamek nie jest przy tym obowiązkowy. Daphne du Maurier w Rebece postawiła wielką nadmorską posiadłość i wpuściła do niej martwą kobietę, która nadal układa w domu wszystkie rozkłady dnia. Narratorka nie dostaje nawet imienia, bo miejsce pani domu jest już zajęte przez nieboszczkę. Straszy tam nie duch, tylko pamięć — starannie podtrzymywana przez służbę.
Finał Rebeki pali posiadłość do gołych murów i mimo to niczego nie zamyka. Bohaterka wyjeżdża z mężem za granicę, a przez resztę życia wraca do tego domu we śnie. Gotyk domyka się właśnie w ten sposób, ponieważ ruina bywa jedyną formą, w jakiej przeszłość zgadza się dalej istnieć.