Przejdź do treści
Gatunki

Gatunki

Groza kosmiczna: lęk przed obojętnym wszechświatem

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Caspar David Friedrich, Mnich nad morzem, 1808-1810, Alte Nationalgalerie w Berlinie - niemal całą powierzchnię obrazu wypełnia ogrom ciemnego, pustego morza i przytłaczające, mętne niebo, a na wąskim skrawku jasnej wydmy u dołu stoi samotna, maleńka postać mnicha w habicie, odwrócona ku bezmiarowi i skurczona do drobiny; pustka bez granic i punktu zaczepienia
Caspar David Friedrich, Mnich nad morzem (1808–1810), Alte Nationalgalerie, Berlin. Bezmiar morza i nieba pochłania samotną, maleńką postać — żadnego punktu zaczepienia, tylko ogrom. Wizualny język grozy kosmicznej. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

*Groza kosmiczna nie straszy potworem, którego da się zabić — straszy odkryciem, że wszechświat jest ogromny, prastary i całkowicie obojętny na człowieka. Nasza ważność, moralność i rozum okazują się lokalnym przypadkiem, bez znaczenia w skali kosmosu. To lęk poznawczy: samo poznanie niszczy — kto zajrzy za zasłonę rzeczywistości, traci rozum, bo prawda nie jest skrojona na ludzką głowę. Inaczej niż gotyk (powrót wypartej przeszłości) i inaczej niż horror o monstrum (zagrożenie, które przetrwasz): tu nie ma zwycięstwa, jest pomniejszenie. Pułapka jest podwójna: pokazać potwora zbyt wyraźnie (gdy go zobaczysz i zastrzelisz, groza paruje) oraz uczynić kosmos złośliwym i osobistym — diabeł, który cię nienawidzi, to teologia; tu jesteś zbyt mały, by cię nienawidzić.*

Wizualną intuicję daje Mnich nad morzem Caspara Davida Friedricha (1808–1810, Alte Nationalgalerie w Berlinie) — niemal całe płótno zajmuje ogrom ciemnego morza i przytłaczającego nieba, a na wąskim skrawku wydmy stoi samotna, malutka postać mnicha, skurczona do drobiny. Friedrich namalował pustkę bez granic — żadnego punktu zaczepienia, tylko bezmiar, w którym człowiek jest plamką. To jest sedno grozy kosmicznej: nie potwór, lecz ogrom, który cię nie zauważa.

Kanon. H.P. Lovecraft (Zew Cthulhu, W górach szaleństwa, Kolor z przestworzy) ufundował gatunek: prastare istoty, wobec których ludzkość jest mrówką, i wiedza, która rozbija umysł. Algernon Blackwood (Wierzby) i Arthur Machen (Wielki bóg Pan) dali wcześniejszą, sugestywną grozę miejsca. Filmowo: Carpenter Coś (niepojęte, paranoja), Garland Anihilacja (obojętna, niepojęta strefa), Kolor z przestworzy, Eggers Lighthouse. Polski kanon: Stanisław Lem w Solaris — ocean, którego nie da się zrozumieć ani „nawiązać z nim kontaktu”, bo ludzkie kategorie tu nie sięgają; oraz Jacek Dukaj z metafizyką w skali, która miażdży.

Pięć reguł. Pierwsza: wróg jest obojętny, nie zły — wszechświat cię nie nienawidzi; gorzej — nie zauważa. Druga: skala miażdży — głęboki czas i kosmiczny dystans redukują człowieka do pyłku (zobacz osobny artykuł o budowaniu napięcia przez to, co przemilczane). Trzecia: niewysłowione, nie pokazane — trzymaj rzecz nieopisywalną; gdy domkniesz potwora, groza gaśnie. Czwarta: wiedza jako kara — ciekawość i zakazana wiedza niszczą; uczony albo wyprawa, która dowiaduje się za dużo. Piąta: bohater pomniejszony, brak zwycięstwa — żadnego triumfu, tylko szaleństwo, niepamięć albo ocalały, który nie zdoła już tego zapomnieć; omiń pułapki potwora-do-zabicia i złośliwego kosmosu.

Pytanie warsztatowe: u Friedricha mnich stoi sam przed bezmiarem, który go nie dostrzega — to nie wróg, to ogrom. Co w twojej historii jest tak wielkie i obce, że nie mieści się w głowie bohatera, i co dzieje się z nim, gdy choć przez chwilę to zrozumie? Jeśli twoje monstrum da się pokazać i pokonać, napisałeś horror o potworze, nie grozę kosmiczną.