
Sprzedawca odkurzaczy w Hawanie posyła do brytyjskiego wywiadu powiększone rysunki części swoich urządzeń i podpisuje je jako plany tajnej instalacji w górach. Londyn przyjmuje to bez mrugnięcia okiem. Graham Greene napisał Wormolda w Naszym człowieku w Hawanie jako drobnego kombinatora, który zmyśla całą siatkę agentów, bo potrzebuje pieniędzy na córkę. Centrala wierzy mu tym mocniej, im bardziej rewelacyjne są raporty, i dosyła mu sekretarkę oraz radiooperatora.
Popkultura wyposażyła ten gatunek w smoking, martini i walizkę pełną sprzętu. Prawdziwym jego tematem jest lojalność rozdarta na dwoje i rachunek, jaki wystawia życie prowadzone pod cudzym nazwiskiem. Pościg czy strzelanina bywają w powieści szpiegowskiej ozdobą, którą da się wymienić na dowolną inną. Zostaje sprawa, komu bohater jest wierny, gdy obie strony mają wobec niego uzasadnione roszczenia.
Hansa Klossa ze Stawki większej niż życie wymyślili Zbigniew Safjan i Andrzej Szypulski, podpisani wspólnym nazwiskiem Andrzej Zbych, i posadzili go na całą wojnę w mundurze wroga, wśród ludzi, których ma przechytrzyć. Serial grał to w tonacji przygody, oszczędzając bohaterowi moralnych wątpliwości. Sam układ pozostał jednak czysto szpiegowski, bo samotnemu człowiekowi za linią jedno przejęzyczenie wystarczy za wyrok.
John le Carré przeniósł ciężar całej rzeczy do wnętrza własnej instytucji. W Druciarzu, krawcu, żołnierzu, szpiegu wyciągnięty z emerytury George Smiley szuka radzieckiego kreta wśród kilku ludzi ze ścisłego kierownictwa, z którymi przepracował trzydzieści lat. Robota polega na czytaniu starych akt i zestawianiu dat. Pisane było w cieniu sprawy Kima Philby'ego, brytyjskiego oficera, który latami pracował dla Moskwy i w 1963 roku do niej uciekł.
Cena bywa u tego autora policzona co do grosza. W Szpiegu, który przyszedł z zimnego kraju Alec Leamas zgadza się udawać wypalonego zdrajcę i dać się kupić wschodnioniemieckiemu wywiadowi. Operacja ma jednak inny cel niż ten, który mu podano, a bohater pojmuje całą konstrukcję dopiero na sali sądowej. Rachunek płaci przy tym kobieta, która o niczym nie wiedziała, i to jej strona muru okazuje się ważniejsza od wyniku gry.
Asymetria wiedzy znaczy tu więcej niż akcja. Czterej gracze przy stole w Szulerze z asem karo Georges'a de La Tour pokazują ten układ w komplecie. Szuler wyciąga zza pasa schowaną kartę, kurtyzana i jej służąca wymieniają porozumiewawcze spojrzenia, a zamożny młodzieniec wpatruje się we własne karty i nie widzi niczego. Czytelnik ma siedzieć po stronie tych, którzy widzą cały stół, a nie po stronie młodzieńca.
Rzemiosło zawodu wchodzi do książki jako faktura, nie jako atrakcja: skrzynka kontaktowa, mieszkanie na fałszywe nazwisko, rozliczenie delegacji, spotkanie przesunięte o kwadrans dla sprawdzenia, czy nikt nie idzie z tyłu. Takie drobiazgi budują wiarygodność i dają napięcie w scenach, w których nikt nie sięga po broń. Kiedy służą popisowi erudycji autora, powieść osuwa się w katalog sprzętu.
Finały w tym gatunku rzadko pokazują zwycięstwo. Częściej pokazują człowieka, który oddaje sprzęt, podpisuje raport i wraca do pustego mieszkania z listą osób poszkodowanych przez jego robotę. Maska schodzi z twarzy coraz trudniej, bo po latach noszenia zaczyna do niej przylegać. Dlatego bohaterowie powieści szpiegowskich tak często kończą jako ludzie, którzy nie mają już do kogo wrócić.