Przejdź do treści
Gatunki

Gatunki

Neo-noir: czarne kino, ktore wie, ze jest noir

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Gerard van Honthorst, Streczycielka (1625) - przy swietle jednej swiecy mlodzieniec wrecza pieniadze wystrojonej dziewczynie, stara rajfurka czuwa nad transakcja w caravaggiowskim cieniu
Gerard van Honthorst, Streczycielka (1625). Przy swietle jednej swiecy mlodzieniec placi wystrojonej dziewczynie, rajfurka czuwa - pozadanie, gotowka i klamstwo w caravaggiowskim cieniu. Moralne bagno noir w jednym kadrze. Zrodlo: Wikimedia Commons. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art, PD-old-100; Gerard van Honthorst zm. 1656)

Trencz i cienie żaluzji, ale w kolorze i w mieście, które zna stare filmy — neo-noir nie naśladuje noir, on wie, że jest noir, i wymyśla go na nowo. To współczesny spadkobierca czarnego kina: moralna zgnilizna, fatalizm, skompromitowany bohater i femme fatale przeniesione we współczesność, w neon, z pełną świadomością tradycji. Pułapka jest podwójna: albo robisz pastisz bez gnicia — trencze i kontrastowe cienie jako nostalgiczny kostium, bez moralnego silnika, który nadawał noir sens; albo bierzesz mrok za dekorację — cynizm i beznadzieję mylisz z głębią, więc wszyscy są zepsuci, nikt nic nie ryzykuje, a upadek nic nie kosztuje, choć fatalizm noir znaczy coś tylko wtedy, gdy bohater miał co stracić.

Wizualną intuicję daje Stręczycielka Gerarda van Honthorsta (1625) — przy świetle jednej świecy młodzieniec wręcza pieniądze wystrojonej dziewczynie, a stara rajfurka czuwa nad transakcją; pożądanie, gotówka i kłamstwo toną w caravaggiowskim cieniu. Tym jest neo-noir: skompromitowany bohater wchodzi w zgniły, transakcyjny świat, gdzie każda pokusa ma cenę, a gra jest ustawiona. To jest sedno: nie sam mrok tworzy noir, lecz to, że ktoś ma coś do stracenia i przekracza granicę.

Kanon. Neo-noir ogłosił się, wciągając noir w nowoczesne, skorumpowane miasto — prywatny detektyw w wypranym słońcem, zgniłym Los Angeles, paranoja podsłuchu i inwigilacji, neonowy tech-noir miasta replikantów, kręte reinterpretacje lat 90. Zachował fatalizm noir, lecz odświeżył zgniliznę — i doskonale wiedział, co robi. Polski kanon: „Rewers” Borysa Lankosza — stylizowany na czarne kino obraz ze stalinowskiej Warszawy, w którym cicha stara panna zostaje wciągnięta w zbrodnię, a noir dostaje rodzime, gorzko-ironiczne wcielenie.

Pięć reguł. Pierwsza: znasz noir i grasz nim świadomie. Neo-noir to nie przypadkowy mrok, lecz celowe użycie gramatyki czarnego kina — w kolorze, z autoświadomością, z cytatem i przetworzeniem (zobacz osobny artykuł o anatomii noir). Druga: moralny silnik, nie kostium. Sercem jest skompromitowany bohater, przekroczona granica i jej koszt — femme fatale to pokusa, nie ozdoba; bez tego masz cosplay (zobacz osobny artykuł o moralności w kryminale). Trzecia: zakorzeń zgniliznę w dziś. Nie kopiuj 1945 roku — przenieś korupcję we współczesny system: neon, korporacje, miasto jako moralne bagno (zobacz osobny artykuł o dystopii). Czwarta: paranoja i zamykająca się pułapka. Neo-noir żyje wnętrzem bohatera niepewnego, co jest prawdą, i sieci, która zaciska się wokół niego (zobacz osobny artykuł o thrillerze psychologicznym). Piąta: robota, która wciąga pod wodę. Skok, układ, zlecenie — to one wpychają bohatera w zgniliznę i odbierają mu kontrolę (zobacz osobny artykuł o filmie o skoku).

Pytanie warsztatowe: posadź bohatera przy świecy Honthorsta, naprzeciw pokusy, która ma cenę — co konkretnie ma do stracenia, i jaką granicę przekroczy, zanim zrozumie, że gra była ustawiona?