Przejdź do treści

Od wrogów do kochanków: wrogość, która płonie

Sandro Botticelli, Wenus i Mars, ok. 1485, National Gallery w Londynie — wąski poziomy panel: po lewej ubrana kobieta w białej sukni leży wsparta na łokciu z otwartymi oczami, po prawej młody mężczyzna obnażony do pasa śpi z odchyloną głową, między nimi kilkoro dziecięcych satyrów niesie jego hełm i włócznię, a jeden dmie w muszlę tuż przy jego uchu
Sandro Botticelli, Wenus i Mars (ok. 1485), National Gallery, Londyn. Mars śpi tak twardo, że satyry bezkarnie rozbierają go z broni, a jeden dmie mu w muszlę prosto do ucha. Naprzeciw, ubrana i całkiem przytomna, leży ta, która go w ten stan wprowadziła. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Dwoje ludzi skaczących sobie do gardeł poświęca sobie nawzajem uwagę, jakiej nie dostaje nikt inny w pokoju. Wrogość i pożądanie żywią się jednym paliwem, którym jest niemożność bycia obojętnym. Obojętność zabija każdą opowieść o uczuciu, a kłótnia jest jej najdalszym przeciwieństwem. Autor ma więc gotowe napięcie, zanim padnie pierwsze wyznanie.

Czytelniczki romansu nazwały ten układ wprost: enemies to lovers. Po takiej etykiecie wybierają dziś książki w księgarni, a sama etykieta jest młodsza od chwytu o dobre dwieście lat. Komedia i powieść obyczajowa sięgały po niego, zanim komukolwiek przyszło do głowy katalogowanie motywów. Powód jest całkiem prozaiczny, bo para skłócona ma o czym rozmawiać od pierwszej strony, a para zgodna nie ma.

Aleksander Fredro rozłożył ten mechanizm na dwa pokolenia w Zemście. Cześnik i Rejent dzielą jeden zamek przegrodzony murem i prowadzą wojnę o naprawę tego muru z zapałem, na jaki nie stać ich w żadnej innej sprawie. Ponad ich sporem rośnie miłość Wacława i Klary, która na końcu zszywa oba domy weselem. Stary spór okazuje się przy tym formą przywiązania, bo obaj zawadiacy nie mieliby bez siebie co robić.

Warunek pierwszy dotyczy sporu i jest bezlitosny. Konflikt, który da się rozwiązać jednym wyjaśnionym nieporozumieniem, nie jest wrogością i nie ma z czego przetapiać uczucia. Elizabeth Gaskell w Północy i Południu postawiła naprzeciw siebie córkę pastora z sielskiego południa Anglii i właściciela przędzalni z przemysłowego miasta na północy. Spierają się o strajk, o płace i o to, ile wolno wymagać od ludzi przy maszynach, więc żadne z nich nie zmieni zdania bez zmiany siebie.

Zwrot potrzebuje powodu, i to powodu widocznego dla czytelnika. Jane Austen nie kazała Elizabeth Bennet zmienić zdania o Darcym dlatego, że w Dumie i uprzedzeniu minęło dużo stron. Bohaterka dostaje od niego list wyjaśniający rzeczy, o których nie miała pojęcia, potem ogląda go na własnym gruncie, wśród służby i siostry, a na końcu dowiaduje się, co po cichu zrobił dla jej rodziny. Każdy z tych kroków odbiera jej po jednym argumencie.

Ten sam ładunek energii daje się przełożyć z jednej strony na drugą i na tym stoi cała mechanika układu. Sandro Botticelli namalował na Wenus i Marsie moment już po przemianie, bo bóg wojny leży rozbrojony i śpi, a małe satyry bawią się jego zbroją i włócznią. Naprzeciw czuwa spokojna Wenus, która nie stoczyła w tej sprawie ani jednej bitwy. Wojownik nie został pokonany siłą, tylko przestał mieć z kim walczyć.

Przekomarzanie jest w takich historiach formą dotyku. Riposta wymaga uwagi i pamięci o tym, co druga strona powiedziała pięć minut wcześniej. Dwoje ludzi, którzy przez pół książki szlifują na sobie dowcip, zdążyło się poznać lepiej niż niejedna para po ślubie. Dlatego scena zwrotu bywa cichsza od poprzedzających ją kłótni, bo cała robota została już wykonana wcześniej.

Złośliwość ma w tym układzie swoją granicę, a za tą granicą sympatia już nie wraca. Celna riposta boli i zostawia po sobie podziw, natomiast zdanie wymierzone w czyjąś prawdziwą słabość zostaje na stałe. Widownia daruje bohaterom niemal wszystko prócz okrucieństwa wobec kogoś, kto nie ma czym oddać. Zdanie, które naprawdę rani, pamięta się dłużej niż cały późniejszy pocałunek.