
*Satyra to humor jako broń: ironia, przesada i karykatura wymierzone w głupotę, wadę, hipokryzję albo nadużycia władzy, by je obnażyć. Tym różni się od zwykłej komedii: ma cel i osąd, śmieje się do czegoś, nie tylko dla śmiechu. Jej silnik to przesada, która wyjaśnia — dociskasz cel do skrajności, aż jego ukryty absurd wychodzi na jaw. Pod spodem zawsze tkwi niewypowiedziana norma („jak być powinno”) i to ona daje kpinie ostrze. Dwa klasyczne tony: horacjański (łagodny, uśmiechnięty z ludzkich słabości) i juwenalijski (gniewny, bezlitosny). Pułapka jest podwójna: kazanie (morał wprost zabija dowcip) oraz uderzanie w dół — kpina z bezsilnych to nie satyra, lecz znęcanie; celuj we władzę i pychę.*
Wizualną intuicję daje Gin Lane Williama Hogartha (1751, rycina) — londyńska uliczka zżarta tanim ginem: zapita matka pozwala dziecku wypaść z rąk przez balustradę, w tle nędza i ruina, a kwitną tylko lombard i grabarz. Hogarth wymierzył przesadę w realne zło — zestawił to z bliźniaczą Beer Street (zdrowy dobrobyt od piwa), bo dopiero kontrast jest argumentem. To jest sedno satyry: spotęgowany, szczegółowy obraz celu, sądzony wobec ukrytej normy, tak by absurd i krzywda rzucały się w oczy.
Kanon. Jonathan Swift w Skromnej propozycji z lodowatą powagą doradzał jeść dzieci ubogich — najczystsza satyra juwenalijska; w Podróżach Guliwera wykpił dwory i uczonych. Wolter (Kandyd) zaorał filozoficzny optymizm, George Orwell (Folwark zwierzęcy) — rewolucję, która pożera własne ideały, a Mikołaj Gogol (Rewizor) — urzędniczą korupcję. Filmowo: Kubrick Dr Strangelove, Iannucci Śmierć Stalina, Nie patrz w górę. Polski kanon: Ignacy Krasicki (Monachomachia, Bajki — „satyra prawdę mówi”) był jej mistrzem; filmowo absurdalny Rejs Piwowskiego i komedie Barei jako satyra PRL-u.
Pięć reguł. Pierwsza: satyra ma cel i osąd — humor wymierzony w wadę, hipokryzję albo władzę, nie śmiech dla śmiechu (bez celu to farsa). Druga: przesada, która obnaża — dociśnij cel do skrajności, aż absurd stanie się widoczny; karykatura wyostrza, nie zmyśla. Trzecia: norma w tle — kpina sądzi wobec niewypowiedzianego „jak być powinno”; to ono daje ostrze (zobacz osobny artykuł o subtekście). Czwarta: mierz w górę, nie w dół — kpina z bezsilnych to znęcanie; celuj we władzę i pychę, a najlepsza satyra kłuje też swoich. Piąta: pokaż, nie każ — niech ośmieszenie samo demaskuje; omiń morał na tacy i bezzębność (satyra, która głaszcze uprzedzenia widza). Pamiętaj o prawie Poego — bywa brana wprost albo zawłaszczona.
Pytanie warsztatowe: u Hogartha każdy szczegół Gin Lane oskarża, a sens rodzi się z kontrastu z Beer Street. W co naprawdę celujesz — i czy twoja przesada obnaża wadę możnych, czy tylko dokłada bezsilnym? Jeśli twój żart nie ma celu ani normy w tle, napisałeś komedię, nie satyrę.