Przejdź do treści
Gatunki

Gatunki

Paradokument (mockument): fikcja w przebraniu dokumentu

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Cornelis Norbertus Gijsbrechts, Odwrocie oprawionego obrazu (ok. 1670) - trompe-l'oeil malujacy tyl plotna tak wiernie, ze z daleka wyglada jak prawdziwy obraz odwrocony do sciany
Cornelis Norbertus Gijsbrechts, Odwrocie oprawionego obrazu (ok. 1670). Obraz udajacy tyl plotna - fikcja przebrana za surowa rzeczywistosc, przekonujaca przez drobne przypadkowe skazy. Malarski odpowiednik paradokumentu. Zrodlo: Wikimedia Commons. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art, PD-old-100; Cornelis Norbertus Gijsbrechts zm. ok. 1683)

Gadająca głowa wpatruje się szczerze w obiektyw, kamera z ręki „łapie” idealnie ustawiony moment, poważny lektor opowiada kompletny absurd — a my w pół wierzymy. Paradokument to fikcja w przebraniu dokumentu: używa kodów filmu dokumentalnego — wywiadów, obserwacji z ręki, podrobionego archiwum — żeby opowiedzieć zmyśloną historię; jego silnikiem jest przepaść między obietnicą prawdy a fikcją. Pułapka jest podwójna: albo pęka kamienna twarz — film przestaje wierzyć we własną dokumentalną fikcję, mruga, żartuje zbyt grubo, więc wychodzi skecz w kostiumie, nie przekonująca podróbka; albo forma bez powodu — dokumentalny sztafaż jako pusty chwyt, choć historia nic nie zyskuje na tym, że jest „dokumentowana”.

Wizualną intuicję daje Odwrocie oprawionego obrazu Corneliusa Gijsbrechtsa (ok. 1670) — trompe-l'oeil, który maluje tył płótna tak wiernie, że z daleka wierzysz, że ktoś zostawił obraz odwrócony do ściany. To fikcja przebrana za surową rzeczywistość — przekonująca przez drobne „przypadkowe” skazy. Tym jest paradokument: fikcja w kostiumie dokumentu, która udaje, że tylko rejestruje. To jest sedno: liczy się nie to, co pokazuje, lecz to, że udaje, iż niczego nie inscenizuje.

Kanon. Paradokument rozpina się między kamiennym humorem a niepokojem — parodia rockowego dokumentu (This Is Spinal Tap jako wzorzec), serial o koszmarnym biurze (The Office). W odróżnieniu od found footage paradokument nie udaje znalezionej taśmy — jawnie ma ekipę i wywiady. Polski kanon: „Ucho Prezesa” Roberta Górskiego — udawany podsłuch w gabinecie prezesa, kamera-mucha na ścianie obnaża polityczne zaplecze przez śmiech.

Pięć reguł. Pierwsza: kamera musi coś obnażać. Forma dokumentu to skalpel — ma odsłaniać próżność, złudzenia, granie pod publikę; jej naturą jest satyra, ale zarabia na siebie tylko wtedy, gdy tnie (zobacz osobny artykuł o satyrze). Druga: konfesjonał łapie śmiech i wstyd naraz. Wywiad do kamery to czuły punkt formy — bohaterowie są zabawni i żałośni zarazem, zarządzając wizerunkiem, który wciąż im się osuwa (zobacz osobny artykuł o tragikomedii). Trzecia: kamienna twarz to silnik. Sednem jest kamienna twarz — podawaj absurd z idealnie poważną dokumentalną miną, jak realizm magiczny podaje cud jako rzecz zwykłą; w chwili, gdy mrugniesz, iluzja umiera (zobacz osobny artykuł o realizmie magicznym). Czwarta: można sfałszować archiwum. Cała gałąź podrabia zapis — zmyślone kroniki, fałszywi eksperci, udokumentowana przeszłość, której nie było (zobacz osobny artykuł o fikcji historycznej). Piąta: można udokumentować świat, którego nie ma. Forma potrafi zdać relację z wymyślonej rzeczywistości — przyszłości albo alternatywnego dziś (zobacz osobny artykuł o dystopii).

Pytanie warsztatowe: namaluj swoją historię jak Gijsbrechts odwrotną stronę płótna — gdzie są te drobne „przypadkowe” skazy, które każą widzowi uwierzyć, że ogląda surową prawdę, a nie staranną inscenizację?