Przejdź do treści

Thriller psychologiczny: kiedy zagrożeniem jest własny umysł

James Ensor, Intryga (1890) — wystrojona para idzie pod rękę środkiem obrazu, ona w szerokim kapeluszu z kwiatami, on w cylindrze i z kredowobiałą twarzą; ze wszystkich stron ciśnie się na nich tłum o wyszczerzonych, maskowatych twarzach, z prawej wystaje trupia czaszka i uniesiona lalka, a wszystkie spojrzenia są skierowane na parę.
James Ensor, Intryga (1890), Koninklijk Museum voor Schone Kunsten, Antwerpia. Para idzie pod rękę przez tłum, który ogląda ją twarzami zastygłymi w maski. Nie da się rozstrzygnąć, czy to karnawał, czy tak wygląda ulica widziana przez kogoś, kto przestał ufać własnym oczom. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art, PD-old-75; James Ensor zm. 1949)
Odsłuchaj

Przez pierwsze pół godziny dobrego thrillera psychologicznego widz nie wie, czy ogląda przestępstwo, czy chorobę. Ktoś twierdzi, że jest prześladowany. Dowody są mizerne, otoczenie mówi co innego, a rzecz i tak wygląda groźnie. Widownia musi wybrać stronę, zanim dostanie jakąkolwiek pewność, i ten przymus wyboru napędza cały gatunek.

W zwykłym thrillerze zagrożenie da się sfotografować. Jest nóż, jest samochód na ogonie, jest termin, po którym coś wybuchnie. Tutaj groźbą bywa zdanie wypowiedziane przy śniadaniu albo spojrzenie, którego bohaterka nie umie sobie wytłumaczyć. Napastnik siedzi zwykle blisko, przy tym samym stole, i ma prawo wstępu do sypialni, do dokumentów i do wspomnień. Stawką robi się wiarygodność bohatera, czyli jego prawo do tego, żeby ktokolwiek uwierzył w przedstawianą przez niego wersję zdarzeń.

Nazwę dla najczystszej odmiany tej przemocy dała sztuka Patricka Hamiltona i jej ekranizacje. Mąż przygasza w domu lampy gazowe, a potem spokojnie zapewnia żonę, że światło jest takie samo jak zawsze. Robi to codziennie, drobiazg po drobiazgu, aż kobieta zaczyna sprawdzać nie jego, tylko siebie. Stąd wzięło się słowo gaslighting, które wyszło z teatru i weszło do słownika psychologii.

Drugim silnikiem jest świadek, przez którego patrzymy. Ira Levin w Dziecku Rosemary prowadzi ciężarną kobietę przez podejrzenia wobec sąsiadów, męża i lekarza, a każde z nich daje się wytłumaczyć zwykłą troską albo stanem, w jakim jest. Paula Hawkins w Dziewczynie z pociągu poszła dalej i oddała narrację kobiecie, która pije i gubi całe godziny, więc nie ręczy nawet za własne czyny. Czytelnik dostaje relację, o której z góry wie jedno — że jest dziurawa.

Kiedy percepcja bohatera zaczyna kłamać, świat na ekranie może kłamać razem z nią. Roman Polański we Wstręcie zamknął młodą kobietę samą w londyńskim mieszkaniu i pozwolił, żeby ściany pękały, a z tynku wychodziły ręce. Tak samo działa Intryga Jamesa Ensora, gdzie wystrojoną parę otacza ciasny wianuszek gapiów o twarzach zastygłych w maski, choć nikt nikomu niczego tam nie robi. Wygięty pokój bywa najprostszym sposobem pokazania stanu głowy, do której nikt nie ma wstępu.

Rzemiosło polega na utrzymaniu dwuznaczności przy pomocy twardych dowodów po obu stronach. Każda scena musi dać się odczytać dwojako, a oba odczytania muszą być uczciwe. Podsłuchana rozmowa brzmi jak spisek i brzmi jak nieporozumienie. Zgubiony klucz świadczy o włamaniu i świadczy o rozkojarzeniu. Autor, który przechyla szalę za wcześnie, zostaje z filmem bez napięcia i z widownią czekającą już tylko na potwierdzenie.

Najczęściej gatunek rozbija się o finał. Zwrot wyjaśniający wszystko działa efektownie przez trzy minuty, a potem unieważnia dwie godziny wątpliwości i zamienia je w sztuczkę. Widz przestaje wtedy myśleć o bohaterze i zaczyna sprawdzać, gdzie scenarzysta go podszedł. Najlepsze filmy tego rodzaju zostawiają w finale resztkę niejasności, bo dopiero ona zostaje z człowiekiem po wyjściu z kina.

Zagrożenie widoczne od pierwszej sceny robi z tego zwykły dramat o złym człowieku i jego ofierze. Widownia siedzi wtedy bezpiecznie na zewnątrz, wie, komu kibicować, i wychodzi z kina nietknięta. Bohaterka Wstrętu takiego wygodnego miejsca nikomu nie zostawia. Kto usiądzie z nią w tym mieszkaniu, przez resztę filmu sprawdza własne oczy razem z jej oczami.