Przejdź do treści
Narzędzia scenarzysty

Narzędzia scenarzysty

Format scenariusza: jak skrypt wygląda na stronie

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Pierwsza strona Burzy w Pierwszym Folio Szekspira, druk z 1623 roku — stronica dramatu z nagłówkiem aktu i sceny, otwierającym didaskaliem złożonym kursywą oraz imionami mówiących postaci wersalikami nad ich kwestiami; układ strony jako funkcjonalny zapis dla aktora
Pierwsza strona Burzy w Pierwszym Folio Szekspira (Londyn, 1623). Nagłówek aktu i sceny, kursywą didaskalia, imię mówiącego nad kwestią — układ, nie ozdoba, mówi aktorowi, kto mówi i co się dzieje. Bezpośredni przodek formatu scenariusza. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

Format scenariusza jest celowo nudny: Courier 12, sztywne marginesy, nagłówek sceny wersalikami, didaskalia, imię postaci, kwestia. Ta sztywność to nie biurokracja, lecz interfejs — kontrakt między tobą, czytelnikiem i ekipą. Dzięki niej strona ≈ minuta ekranu, a producent jednym rzutem oka szacuje tempo i budżet. Pułapka to traktowanie formatu jak pola do popisu: fikuśne czcionki, kamera w co drugim zdaniu, powieściowa proza. Amator pisze, jak chce; profesjonalista pisze tak, żeby każdy czytał stronę identycznie.

Wizualną intuicję daje pierwsza strona Burzy w Pierwszym Folio Szekspira (Londyn, 1623), pierwszym zbiorowym wydaniu jego sztuk. Ta stronica rozwiązuje ten sam problem, co dziś format scenariusza: nagłówek aktu i sceny porządkuje czas, kursywą biegną didaskalia (otwiera je łoskot grzmotu i błyskawic), a imiona postaci wersalikami stoją nad kwestiami. Układ, nie ozdoba, mówi aktorowi, kto mówi i co się dzieje — oko przebiega stronę, zanim zacznie się próba. To jest sedno: format to maszyna do czytania, a scenariusz dziedziczy po druku dramatu logikę, w której pozycja na stronie znaczy funkcję.

Kanon. Standaryzacja zapisu zawsze służyła wykonawcom: partytura mówi muzykom, kiedy i jak zagrać — takty i klucze to format, nie sztuka. Renesansowe druki dramatów ustaliły imię mówiącego i didaskalia; XX-wieczny Hollywood dorzucił format master-scene (nagłówek sceny, akcja, dialog), czytany tak samo w LA i Warszawie. Polski kanon: scenariusze składane do PISF czy do szkoły filmowej w Łodzi muszą trzymać ten standard — recenzent liczy strony jak minuty i odkłada skrypt, który „wygląda jak opowiadanie”. Format jest paszportem: bez niego nikt nie dochodzi do treści.

Pięć reguł. Pierwsza: to standard, nie ozdoba — Courier 12, ustalone marginesy, nagłówek sceny wersalikami; tak skalibrowana strona daje regułę strona ≈ minuta, dzięki której z góry oszacujesz długość filmu (zobacz osobny artykuł o synopsisie). Druga: didaskalia w czasie teraźniejszym, tylko to, co widać i słychać — opisuj akcję, nie myśli i nie ujęcia kamery (zobacz osobny artykuł o regule pokazuj, nie mów). Trzecia: dialog to imię postaci wersalikami i kwestia pod spodem — sam układ niesie rytm wymiany (zobacz osobny artykuł o interpunkcji i rytmie sceny). Czwarta: ten standard odziedziczyłeś po druku dramatu — imię mówiącego i kursywą didaskalia istnieją po to, by wykonawca czytał stronę w mgnieniu (zobacz osobny artykuł o adaptacji teatru). Piąta: najpierw treatment, dopiero potem format — formatuje się gotową sekwencję, nie wymyśla fabułę w Courierze (zobacz osobny artykuł o treatmencie).

Pytanie warsztatowe: weź jedną swoją stronę i sprawdź ją jak stronicę Folio: czy obcy człowiek, nie znając fabuły, w trzy sekundy wskaże nagłówek sceny, akcję, kto mówi i co mówi? Czy wcisnąłeś instrukcje kamery, o które nikt nie prosił? Wytnij wszystko, co reżyseruje za reżysera, aż zostanie czysty zapis tego, co widać i słychać — a potem policz, czy strona naprawdę gra mniej więcej minutę.