
Treatment to cały film opowiedziany prozą, scena po scenie — od kilku do kilkudziesięciu stron, w czasie teraźniejszym, zanim usiądziesz do właściwego scenariusza. Piszesz to, co widać i słychać, nie to, co bohater myśli: akcję, nie literaturę. To najtańsze miejsce, by złamać i naprawić strukturę — przestawić akt, wyrzucić martwą sekwencję, sprawdzić, czy historia w ogóle idzie. Pułapka to pisanie treatmentu jak powieści — wnętrza, dygresje, ładne zdania — albo rozdęcie go tak, że z mapy filmu robi się jego wolniejsza kopia.
Wizualną intuicję daje Chōjū-giga („Zwoje figlujących zwierząt”, przypisywany Tobie Sōjō, XII–XIII w., Kōzan-ji, Kioto). To poziomy zwój tuszem — zające, żaby i małpy bawią się, biegają i rywalizują — który ogląda się, rozwijając kawałek po kawałku: sceny płyną jedna w drugą, oddzielone tylko skrawkiem pejzażu, bez ramek i bez słów. Bywa nazywany najstarszą mangą, bo opowiada sekwencją scen, nie jednym obrazem. To jest sedno: treatment robi to samo — prowadzi czytelnika scena po scenie przez cały film, tak że widać nie tylko kształt, ale i samo płynięcie.
Kanon. Opowiadanie historii sekwencją obrazów jest prastare: japońskie zwoje emaki (jak Opowieść o Genjim), Kolumna Trajana z wojną dacką ciosaną scena po scenie, średniowieczne predelle pod ołtarzami — wszystkie prowadzą oko od epizodu do epizodu. W kinie treatment bywa formą roboczą przed scenariuszem, ale też towarem — w Hollywood handluje się samymi treatmentami, bo producent kupuje pomysł rozpisany na sceny, nie dialog. Polski kanon: w naborach PISF rozszerzony opis idzie obok scenariusza, a ekspert czyta, czy film płynie scena po scenie, czy tylko streszcza się hasłami. Tu nie sprzedajesz zdań — sprzedajesz przebieg.
Pięć reguł. Pierwsza: rozwiń synopsis do scen — treatment to ta sama historia rozłożona na sekwencje, nie nowy szkielet (zobacz osobny artykuł o synopsisie). Druga: pisz obrazem, nie wnętrzem — opisuj, co widać i słychać; myśli bohatera zamień w działanie (zobacz osobny artykuł o regule pokazuj, nie mów). Trzecia: idź beat po beacie — to tutaj, nie w gotowym scenariuszu, testujesz, czy zwroty trzymają (zobacz osobny artykuł o beat sheecie Snydera). Czwarta: trzymaj akty widoczne — czytelnik ma czuć, gdzie kończy się pierwszy, a zaczyna drugi (zobacz osobny artykuł o strukturze trzech aktów). Piąta: pamiętaj, gdzie jesteś na drabinie — logline, synopsis, treatment, dopiero potem scenariusz; każdy szczebel niżej kosztuje więcej poprawek (zobacz osobny artykuł o loglinie).
Pytanie warsztatowe: rozpisz swój film jako treatment, a potem przeczytaj go jak zwój emaki — rozwijając scenę po scenie. Czy każda odsłona wypycha następną, czy gdzieś ruch zamiera i czytasz „a potem mija pół roku”? Tam, gdzie zwój się zacina, zacina się film. Przestawiaj i tnij sekwencje, aż całość popłynie bez szarpnięć — wtedy scenariusz napisze się niemal sam.