Przejdź do treści

Synopsis: jedna strona, która sprzedaje scenariusz

Masaccio, Grosz czynszowy ok. 1425, kaplica Brancaccich we Florencji — w jednym fresku trzy odsłony jednej historii: pośrodku Chrystus poleca Piotrowi zapłacić podatek, po lewej Piotr wyjmuje monetę z pyska ryby, po prawej wręcza ją poborcy; cała opowieść na jednej powierzchni
Masaccio, Grosz czynszowy (ok. 1425), kaplica Brancaccich, Florencja. Narracja ciągła: polecenie pośrodku, znalezienie monety po lewej, zapłata po prawej — trzy akty jednej historii na jednej powierzchni. Tak działa synopsis. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Synopsis zdradza zakończenie. To nie przeoczenie ani brak wyczucia, tylko warunek, bez którego cała ta strona traci sens.

Po synopsis sięga ktoś, kto ma przed sobą stos zgłoszeń i niewiele czasu na każde. Ta osoba nie szuka rozrywki, tylko pewności, że autor umie zbudować całość, która ruszy z miejsca i dojedzie do końca. Dlatego wszystko, co pomaga zwiastunowi, tutaj szkodzi. Niedopowiedzenie czyta się jako brak pomysłu, a zawieszony finał jako brak decyzji. Jedna strona jest tu świadectwem rzemiosła i tak bywa czytana.

Na tej stronie mieści się mniej, niż się wydaje: kto jest bohaterem i czego chce, co go wytrąca z dotychczasowego życia, co się zmienia w połowie i jak rzecz się kończy. Czas teraźniejszy, proza, żadnych numerów scen ani opisów ujęć. Imion tyle, ile naprawdę potrzeba, bo strona z jedenastoma nazwiskami pisanymi wielką literą przestaje być czytelna po trzecim akapicie.

Konstrukcję widać po zwrotach, a nie po wiernej relacji z każdej sceny. Wystarczy zdarzenie, które wypycha bohatera z dawnego życia, moment w połowie, po którym jego dotychczasowa taktyka przestaje działać, i chwila, gdy traci wszystko, co zdążył zebrać. Trzy takie punkty mówią o scenariuszu więcej niż dwadzieścia akapitów sumiennie opisujących kolejność wydarzeń.

Dobrze napisana strona nazywa też moment, w którym bohater przestaje chcieć tego, czego chciał na początku. Agnieszka Holland w filmie W ciemności prowadzi lwowskiego kanalarza, który za pieniądze ukrywa grupę Żydów w podziemiach miasta, a z czasem zaczyna ich chronić wbrew własnemu interesowi. Synopsis, który tę przemianę przemilczy i zostanie przy samej kolejności zdarzeń, opisze zupełnie inny film niż ten napisany.

Najczęściej strona rozpada się na spis zdarzeń. Bohater jedzie, bohater spotyka, bohater się dowiaduje, a te trzy zdania można ustawić w dowolnej kolejności, bo nikt nikogo do niczego nie zmusza. Czytający dojeżdża do ostatniego akapitu i nie umie powiedzieć, o co ta historia walczy. Ciśnienie na stronie robi konflikt między tym, czego bohater chce, a tym, co mu na to nie pozwala.

Druga odmiana tej samej klęski kończy się zdaniem w rodzaju „czy zdąży, okaże się w finale”. Brzmi to jak zaproszenie, a czyta się jak przyznanie, że autor sam jeszcze nie wie. Strona wędruje wtedy na spód stosu, a na wierzch idzie następna, w której wszystko zostało powiedziane. Reguła nie omija nawet zagadek kryminalnych, w których cała przyjemność siedzi w nieujawnianiu. Marek Krajewski w Śmierci w Breslau trzyma rozwiązanie do ostatnich stron, ale strona opisująca taki projekt musiałaby wyłożyć nazwisko sprawcy od razu.

Trzy dokumenty warto trzymać osobno, bo każdy odpowiada na inne pytanie. Logline sprzedaje pomysł w jednym zdaniu, treatment rozpisuje film scena po scenie, a synopsis pokazuje kształt całości i nic ponadto. Jedna strona nie jest ani skróconym treatmentem, ani rozdmuchanym loglinem. Ma dowieść, że konstrukcja się trzyma, i wyłącznie z tego bywa rozliczana.

Jedna strona bywa też jedynym miejscem, w którym autor ogląda swój film w całości, bez wygodnych scen i ulubionych dialogów. Historia, która nudzi na tej kartce, nie ożyje na setnej. Jeżeli na tej kartce jedno wynika z drugiego, konstrukcja wytrzyma sto następnych stron i przetrwa jeszcze kilka przepisań.