
Freewriting (szybkopis) to narzędzie generujące: piszesz nieprzerwanie przez wyznaczony czas — bez zatrzymywania, poprawiania i oceniania — gonisz dygresje, dopuszczasz bełkot, byle pióro się nie zatrzymało; chodzi o to, by ominąć wewnętrznego krytyka i wydobyć surowiec, głos i skojarzenia, do których planowaniem byś nie dotarł. To narzędzie do generowania, nie do finalnego szkicu: na wyjściu masz rudę, nie gotowy metal. Pułapka jest podwójna: z jednej strony szybkopis jako szkic — bierzesz surowy wylew za skończoną pracę i puszczasz go bez wyboru i przepisania, więc bałagan trafia do czytelnika. Z drugiej redakcja w trakcie — nie umiesz przestać poprawiać w biegu, co dławi przepływ i niszczy sens: krytyk wygrywa, nic zaskakującego nie wypływa. Sekret: używaj szybkopisu tylko do generowania — pióro w ruchu, sąd zawieszony — a potem zmień kapelusz i przekop materiał: wybierz złoto, resztę wytnij, przepisz; generowanie i kształtowanie to dwie osobne roboty, a szybkopis to dopiero pierwsza.
Wizualną intuicję daje Skandynawski pejzaż z wodospadem Allaerta van Everdingena (XVII w.) — woda spada nieprzerwanym strumieniem, nie zatrzymując się ani na chwilę. Tak płynie szybkopis — piszesz bez pauzy, bez oceny, pozwalasz nurtowi nieść. To jest sedno: najpierw lej słowa swobodnie jak ten wodospad, a dopiero potem wybieraj i kształtuj to, co spłynęło.
Kanon. Szybkopis ma patronów: nauczyciele zalecający pisanie na czas bez poprawek i „poranne strony”; surrealiści z pismem automatycznym, omijającym świadomą kontrolę; filozofia „szkicu-wylewu” — najpierw wyrzuć wszystko, poprawiaj później. Stara zasada: nie da się naraz tworzyć i sądzić; pierwsza robota to zapełnić stronę. Dopełnia ją konspekt i tablica korkowa. Polski kanon: rozpędzona, skojarzeniowa proza Edwarda Stachury — pisanie, które płynie nieprzerwanie, a formę zyskuje dopiero potem.
Pięć reguł. Pierwsza: najpierw rozsiej, potem porządkuj — szybkopis to faza rozbieżna; konspekt przychodzi po niej, gdy jest już co układać (zobacz osobny artykuł o konspekcie). Druga: odkryjesz, co naprawdę myślisz — wolne pisanie wydobywa głos i często premisę, której z góry nie znałeś (zobacz osobny artykuł o premisie). Trzecia: łap rudę do notatnika — surowy plon szybkopisu ląduje w notatniku jako zapas na później (zobacz osobny artykuł o notatniku pisarza). Czwarta: dopiero potem kształtuj — zmień kapelusz: wyłów złoto i ułóż je, choćby na tablicy korkowej (zobacz osobny artykuł o tablicy korkowej). Piąta: odetnij sobie cofanie — tryb bez kasowania w programie do pisania wymusza ruch do przodu (zobacz osobny artykuł o programie do pisania).
Pytanie warsztatowe: wróć do wodospadu Everdingena i spójrz na swój szybkopis: czy używasz go tylko do generowania — pióro w ruchu, sąd wyłączony — czy poprawiasz w biegu i dławisz nurt? I czy przekopujesz potem to, co spłynęło, wybierając złoto, czy puszczasz surowy wylew do czytelnika?