
Bohater wychodzi z mieszkania na trzecim piętrze, a prześladowca stoi już przy bramie. Klatka ma jednak jeszcze wyjście na podwórze i przejście przez piwnicę do sąsiedniej oficyny. Scena pościgu jest w tym momencie w połowie napisana, bo ktoś wcześniej narysował ten dom.
Mapa miejsca akcji to roboczy rysunek przestrzeni, w której dzieje się historia. Najprostsze jej zadanie jest zarazem najmniej efektowne: pilnuje, żeby bohater nie pokonywał w minutę drogi, która wcześniej zajmowała mu godzinę. Czytelnik rzadko potrafi wskazać taką usterkę palcem, ale przestaje ufać opowieści, w której odległości pływają.
Drugie zadanie dotyczy inscenizacji. Rysunek podpowiada, kto kogo widzi z okna, kto usłyszy kłótnię zza ściany i ile trwa przejście z kuchni na strych. Autorzy kryminałów kreślą rzuty pięter właśnie po to, bo logistyka zbrodni musi się trzymać kupy. Bez planu scena rozjeżdża się na trzeciej stronie i nikt nie umie powiedzieć, w którym miejscu pękła. Ten sam rysunek przydaje się potem ekipie, bo scenograf i operator czytają go szybciej niż opis słowny.
Stare atlasy robiły to samo w skali miasta. Georg Braun i Frans Hogenberg pokazali w Civitates orbis terrarum Mediolan widziany z góry, z pierścieniem murów, bramami w wyznaczonych miejscach i ulicami zbiegającymi się do środka. Taki rysunek nie był ozdobą, tylko odpowiedzią na pytanie, którędy wejdzie kupiec, a którędy wojsko.
Trzecie zadanie jest najciekawsze, bo mapa zaczyna wymyślać zdarzenia za autora. Jeden most nad fosą oznacza, że ktoś będzie go pilnował. Rzeka, której nie da się przejść, zmusza do wyboru między dwiema złymi drogami. Dzień jazdy między miastami sprawia, że pomoc przyjedzie za późno, a widz przyjmie to bez tłumaczenia. Przeszkoda z mapy jest uczciwsza od zbiegu okoliczności, bo istniała w opowieści na długo przed tym, jak zaczęła szkodzić.
Trasa wyprawy w serii Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim, od Tomka w krainie kangurów począwszy, jest prawdziwą geografią odrobioną z atlasu i to ona wyznacza kolejne kłopoty. Susza staje się próbą, a rzeka granicą, za którą zaczynają się inne zwyczaje i inne zagrożenia. Przygoda wynika tam za każdym razem z tego, gdzie bohaterowie akurat się znaleźli.
Mapa świata i plan miejsca akcji rozstrzygają co innego. Tamta mówi, jak zbudowana jest kraina i skąd biorą się w niej granice. Ten mówi, jak przejść z punktu do punktu w scenie pisanej właśnie teraz. Pierwszy dokument otwiera się raz na powieść, drugi przy każdym pościgu.
Mapa przegrywa zwykle z własną ozdobnością. Piękny plakat z konturem krainy wisi nad biurkiem, a w tekście bohaterowie i tak chodzą tam, gdzie im akurat wygodnie. Plan, który po naszkicowaniu przestaje być otwierany, jest ilustracją do książki, która nie powstała.
Skala rysunku powinna wynikać ze skali historii i to jest jedyna reguła, jakiej ten przybór potrzebuje. Jeśli akcja nie wychodzi poza jedną kamienicę, atlas kontynentu zostaje luksusem, a plan klatki schodowej narzędziem otwieranym na każdej stronie. Zdarza się zresztą, że wystarczy jedno pomieszczenie rozrysowane z meblami — cała rzecz rozstrzyga się w tym, kto siedzi tyłem do drzwi.