Przejdź do treści
Narzędzia scenarzysty

Narzędzia scenarzysty

Moodboard: tablica nastrojów

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

David Teniers Młodszy, Arcyksiążę Leopold Wilhelm w swojej galerii obrazów w Brukseli, około 1651, olej - wnętrze barokowej galerii, w którym ściany od podłogi po sufit są gęsto obwieszone dziesiątkami obrazów w złoconych ramach, zestawionych w jedną kolekcję; po lewej arcyksiążę w czarnym stroju i kapeluszu ogląda zbiory z gośćmi, przy stole leżą ryciny i rysunki, a na pierwszym planie dwa psy
David Teniers Młodszy, Arcyksiążę Leopold Wilhelm w swojej galerii obrazów (ok. 1651), Prado. Ściana gęsto obwieszona dziesiątkami obrazów zestawionych w jedną kolekcję. Wizualny obraz moodboardu: zbiór referencji złożony tak, by mówił jednym tonem. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

Moodboard to wizualne narzędzie: zbiór obrazów — zdjęć, malarstwa, kadrów, barw — zestawionych na tablicy, ścianie albo cyfrowym płótnie, by uchwycić ton, klimat i wygląd opowieści, przed pisaniem i w jego trakcie. Odpowiada na pytanie „jak to wygląda i czym pachnie”, nie „co się dzieje”: pomaga trzymać spójny ton, podsuwa pomysły i pokazuje ekipie — reżyserowi, scenografowi — o jaki nastrój chodzi. Pułapka jest podwójna: z jednej strony wysyp bez tematu — przypinasz wszystko, co fajne; tablica jest chaotycznym zwałem obrazów bez wspólnego tonu; zamiast utrwalać nastrój, rozmywa go — pięćdziesiąt nastrojów to żaden nastrój. Z drugiej tablica zamiast pisania — mylisz zbieranie ładnych obrazków z pracą; albo pozwalasz, by wygląd dyktował fabułę i naginasz sceny pod efektowny kadr; nastrój staje się klatką, a moodboard ołtarzykiem prokrastynacji. Sekret: moodboard to skupiony kompas tonu — zbieraj z intencją, przycinaj, by każdy obraz ciągnął ku jednemu odczuciu, i pozwól mu orientować pisanie, nie zastępować go ani dyktować fabuły. Ustal nastrój i siadaj do pisania.

Wizualną intuicję daje Arcyksiążę Leopold Wilhelm w swojej galerii Davida Teniersa Młodszego (ok. 1651) — ściana gęsto obwieszona dziesiątkami obrazów zestawionych w jedną kolekcję, a w rogu właściciel ogląda ją z gośćmi. Wiele obrazów, jeden zestaw — i tym jest moodboard. To jest sedno: zbiór referencji złożony tak, by mówił jednym tonem.

Kanon. Moodboard to narzędzie rozwoju projektu: reżyserzy i scenografowie składają z niego lookbook, a scenarzysta trzyma w nim ton — od palet Andersona po neonowy noir filmu „Łowca androidów”. Starsza jest praktyka kolekcji: kunstkamera i ściana referencji. To nie storyboard z sekwencją ujęć ani dokumentacja faktów. Polski kanon: „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego — film wchodzi w obraz Bruegla i nim oddycha; malarski świat staje się zalążkiem opowieści.

Pięć reguł. Pierwsza: zbieraj z intencją — każdy obraz ma chwytać coś konkretnego o tonie; to nie dokumentacja faktów (zobacz osobny artykuł o researchu i dokumentacji). Druga: przycinaj bezlitośnie — skupiona tablica mówi jedno, zwał rozmywa nastrój; trzymaj ją obok notatek, lecz osobno (zobacz osobny artykuł o notatniku pisarza). Trzecia: to nie storyboard — moodboard trzyma klimat, storyboard rozpisuje ujęcia (zobacz osobny artykuł o storyboardzie). Czwarta: korzystaj z narzędzi, nie tonąc w nich — cyfrowe tablice są pod ręką, lecz zbieranie nie zastępuje pisania (zobacz osobny artykuł o programach do pisania). Piąta: to język rozmowy z ekipą — jednym spojrzeniem pokazujesz ekipie nastrój, jak w pitchu (zobacz osobny artykuł o pitchu).

Pytanie warsztatowe: spójrz na ścianę gęsto obwieszoną obrazami, zestawionymi w jeden zbiór, i zapytaj o swoją tablicę: czy każdy obraz ciągnie ku jednemu nastrojowi — czy to przypadkowy zwał ładnych rzeczy? I czy prowadzi cię do pisania, czy od niego odwodzi? Ustal nastrój — i siadaj do tekstu.