Przejdź do treści

Storyboard: scenopis obrazkowy

Bonaventura Berlinghieri, Św. Franciszek i sceny z jego życia, 1235, tempera na desce, kościół San Francesco w Pescii. Wysoki, wąski panel na złotym tle. Pośrodku stoi frontalnie mnich w brązowym habicie przepasanym sznurem, z widocznymi ranami na dłoniach i stopach, trzymający zamkniętą księgę. Po jego lewej i prawej stronie umieszczono po trzy małe, obramowane pola, jedno nad drugim. W każdym z nich stłoczono kilka drobnych, schematycznych postaci na czerwonym albo błękitnym tle.
Bonaventura Berlinghieri, Św. Franciszek i sceny z jego życia (1235), San Francesco w Pescii. Święty stoi pośrodku deski, a po jego bokach biegnie sześć obramowanych scenek, trzy z lewej i trzy z prawej. Czyta się je kadr po kadrze, siedem wieków przed pierwszą tablicą z rysunkami w studiu Disneya. Fot. Sailko, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons. Źródło: Wikimedia Commons · aut. Sailko · CC BY-SA 4.0
Odsłuchaj

*W studiu Walta Disneya na początku lat trzydziestych rysownicy zaczęli przypinać szkice do tablicy w kolejności zdarzeń. Kilka lat później cała Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków powstała najpierw jako ściana takich rysunków.*

Scenopis obrazkowy rozpisuje scenę na pojedyncze ujęcia i pokazuje każde z nich jako osobny rysunek. W jednej klatce siedzi kompozycja, miejsce kamery i kierunek ruchu, a pod spodem notatka o akcji oraz linijka dialogu. Ułożone w rzędzie kadry dają widok, którego strona scenariusza nie daje nigdy. Opowiadanie historii ciągiem obramowanych obrazków jest zresztą starsze od kina, bo na trzynastowiecznym ołtarzu Bonaventury Berlinghieriego po obu bokach świętego Franciszka biegnie rządek sześciu małych scen z jego życia, ułożonych jedna pod drugą.

Najwięcej wychodzi na jaw przy geografii przestrzeni. Dwoje ludzi rozmawia przy stole, kamera przeskakuje na drugą stronę linii między nimi i w gotowym montażu wygląda to tak, jakby zamienili się miejscami. Na papierze widać to od razu, bo w kolejnych kadrach twarze patrzą nie w tę stronę, co poprzednio. Na planie sprawa wyjdzie po fakcie, a w montowni bywa już nie do odratowania.

W animacji tablica bywa czymś więcej niż planem. Rysunki skanuje się, tnie do rytmu i uzupełnia tymczasowymi głosami z muzyką, a wtedy powstaje animatik, czyli film do obejrzenia, zanim ktokolwiek narysował choćby jedną klatkę animacji. Reżyser ogląda swoją opowieść w tempie, w jakim zobaczy ją widz, i widzi, że scena, która na papierze zajmowała pół strony, ciągnie się na ekranie minutę.

Film Mad Max: Na drodze gniewu istniał jako ciąg kilku tysięcy narysowanych kadrów, zanim istniał jako scenariusz. George Miller pracował nad nim z zespołem rysowników i to na tablicach zapadały decyzje, które zwykle zapadają na stronie. Przy opowieści będącej w istocie jednym długim pościgiem rysunek odpowiada na pytania, których dialog nie dotyka. Kto kogo wyprzedza, z której strony nadjeżdża, w którą stronę leci piach.

Nie każda scena tego wymaga i rysowanie wszystkiego jest stratą tygodni. Rozmowa dwojga ludzi w kuchni rozwiąże się na planie w kwadrans. Tablicy potrzebują sceny, w których coś może się rozjechać. Pościg, bójka, efekt dokładany po zdjęciach, sekwencja bez słów, wnętrze o skomplikowanym układzie. Wszędzie tam kolejność ujęć jest treścią sceny, a nie jej ozdobą.

Rysunek ma być czytelny, nie ładny. Ludzik z kresek, strzałka pokazująca ruch kamery i prostokąt zamiast szafy w zupełności wystarczą, żeby sprawdzić sekwencję. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy autor zakochuje się w kadrze i cyzeluje go jak grafikę na wystawę. Powstaje teczka pięknych obrazków, w której trudno znaleźć akcję, a do tego nikt nie chce już niczego w niej zmieniać, bo szkoda roboty.

Storyboard jest gotowy wtedy, gdy ktoś obcy przejedzie po kadrach palcem i opowie z nich scenę bez zaglądania do scenariusza. Jeśli musi pytać, kto tu kogo goni i z której strony wyjechał samochód, tablica jeszcze nie działa. Na papierze poprawia się to gumką w pół godziny. Na planie ta sama poprawka oznacza dzień zdjęciowy z całą ekipą i ciężarówką sprzętu.