Przejdź do treści

Notatnik pisarza: łapać pomysły, zanim uciekną

Karta z notatników Leonarda da Vinci - robocza strona gęsto pokryta szybkimi szkicami: studia głów i gestów apostołów do Ostatniej Wieczerzy, drobne rysunki i geometryczne notatki, a między nimi tekst zapisany charakterystycznym lustrzanym pismem Leonarda, czytanym od prawej do lewej; nie skończone dzieło, lecz surowa strona, na której myśl zostaje złapana, zanim dojrzeje
Karta ze studiów Leonarda da Vinci do Ostatniej Wieczerzy: apostołowie próbowani w dwóch rzędach, plamy na papierze, notatki pisane lustrzanym pismem od prawej do lewej. Nie dzieło, tylko podręczny zapas kształtów, po który wraca się wtedy, gdy jest potrzebny. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-old)
Odsłuchaj

Somerset Maugham zaczął prowadzić notatnik jako osiemnastolatek i nie przestał przez ponad pół wieku. *Wybór z tych zapisków ogłosił dopiero na starość, jako A Writer's Notebook.* Nie ma tam gotowych opowiadań. Są podsłuchane zdania, twarze z ulicy, notatki z podróży i pomysły, z których większość nie stała się nigdy niczym.

Pomysł nie przychodzi przy biurku i nie czeka, aż będzie wygodnie. Wpada w kolejce do kasy, w tramwaju, w połowie rozmowy o zupełnie innej sprawie. Pamięć trzyma go kilka minut, potem po cichu podmienia jeden szczegół, a po godzinie zostaje samo wrażenie, że coś dobrego przemknęło. Notatnik jest siecią zarzuconą właśnie na te kilka minut.

Zapis ma być szybki i pozbawiony oceny, bo ocena jest w tym momencie i tak fałszywa. Przy notowaniu nikt nie wie, co się przyda za rok, więc sortowanie na genialne i głupie tylko zatrzymuje rękę w powietrzu. Tym notatnik różni się od dokumentacji, że dokumentację zbiera się do konkretnego projektu, a notatnik do żadnego. To surowiec kupowany na zapas, przed decyzją o jego przeznaczeniu.

Najlepiej sprawdza się w takim zeszycie to, czego nie da się wymyślić przy biurku. Zdanie powiedziane naprawdę, z dziwną składnią i jednym niepotrzebnym słowem w środku. Gest, którym ktoś zbywa niewygodne pytanie. Nazwa narzędzia w ustach fachowca razem ze skrótem, którym posługuje się naprawdę. Scenarzysta rzadko potrzebuje stamtąd całej fabuły — znacznie częściej jednego detalu, po którym wymyślona scena przestaje pachnieć wymyśleniem.

Zwyczaj jest sporo starszy od zawodu scenarzysty. W dawnej Polsce szlacheckie domy prowadziły sylwy, czyli księgi wszystkiego, do których wpisywano po kolei: wiersze, przepisy, mowy pogrzebowe, nowiny z sejmiku i cudze złote myśli. Jedna rodzina zapisywała taką księgę przez kilka pokoleń. Ładu nie było w tym żadnego i nikomu on nie przeszkadzał, bo sylwa niczego nie miała dowodzić.

Joan Didion opisała ten nawyk od środka w eseju On Keeping a Notebook. Doszła do wniosku, że jej własne zapiski są kiepskim świadectwem tego, co się naprawdę wydarzyło. Notują za to bezbłędnie, jak się jej wtedy zdawało i czego się bała. Dla piszącego jest to towar cenniejszy niż wierny protokół, bo protokół da się odtworzyć z dokumentów, a tamtego stanu już nie.

Druga połowa roboty polega na wracaniu. Zapiski leżą martwe, dopóki ktoś nie przewertuje ich z konkretnym pytaniem w głowie. Wtedy zdanie sprzed trzech lat nagle pasuje do sceny pisanej w tym tygodniu, choć w chwili zapisu nie miało z nią nic wspólnego. Kto notuje przez dekadę i nigdy nie zagląda, hoduje kilogramy makulatury.

Ryszard Kapuściński wydał Lapidarium jako zbiór okruchów, które nie zmieściły się w reportażach, i zaplecze awansowało w ten sposób na osobną książkę. Obserwacje z lotnisk, zdania usłyszane w kolejce, wypisy z lektur i myśli urwane w pół drogi stoją tam obok siebie, bez fabuły i bez tezy. Czyta się to jak magazyn, do którego autor wpuścił czytelnika.

Autor bez notatnika pracuje wyłącznie na tym, co akurat ma w głowie, a głowa podsuwa mu zawsze te same trzy rzeczy. Zeszyt z ostatnich lat jest jedynym miejscem, gdzie leży materiał niepodobny do jego dzisiejszego gustu. Najcenniejsza kartka w takim zeszycie to zwykle ta, o której piszący zdążył zapomnieć, że ją w ogóle zapisał.