
Notatnik to sieć na pomysły, które inaczej uciekną. Idee są płochliwe — przychodzą pod prysznicem, w autobusie, na granicy snu, i znikają w kilka minut; „zapamiętam” to największe kłamstwo, jakie sobie mówisz. Łapiesz więc wszystko: podsłuchaną kwestię, twarz, dziwny fakt, „a gdyby”, obraz, tytuł — surowiec, zanim jeszcze wiesz, do czego posłuży. Pułapka jest podwójna: z jednej strony brak notatnika — ufasz pamięci, więc dziewięćdziesiąt procent wyparowuje, tracisz najlepsze zdania i iskry, a każdy projekt zaczynasz od zimnej, pustej strony. Z drugiej zbieranie bez łowienia — zapełniasz zeszyty, lecz nigdy do nich nie wracasz (sieć łowi, a ryby gniją), albo cenzurujesz się przy zapisie, dłubiesz i oceniasz, dusząc spontaniczność. Sekret: łap szybko i bez filtra, ale potem wracaj i przetrząsaj.
Wizualną intuicję daje karta z notatników Leonarda da Vinci — szybkie szkice i notatki pisane lustrzanym pismem, robocza strona, na której myśl ląduje, zanim stanie się dziełem. Leonardo zapełnił tysiące takich kart, jedną z nich nazywając „zbiorem bez ładu” — łapanką z wielu papierów, którą zamierzał kiedyś uporządkować. To nie galeria, to magazyn surowca — i tym właśnie jest notatnik. To jest sedno: notuje się, by nie zgubić, nie po to, by od razu było ładnie.
Kanon. Notatnik to stara tradycja — od sylw i ksiąg wypisów po dzienniki pisarzy. Antoni Czechow zapełniał zeszyty okruchami: podsłuchaną frazą, drobnym typem, które potem urastały w opowiadania; Joan Didion w eseju o prowadzeniu notatnika tłumaczyła, że zapisuje nie fakty, lecz to, jak coś się czuło. Polski kanon: Ryszard Kapuściński w „Lapidariach” zebrał całe tomy takich okruchów — zdań, obserwacji, skrawków — z których karmił swój reportaż.
Pięć reguł. Pierwsza: łap natychmiast, oceniaj później — zapisuj w chwili, gdy przychodzi, bez pytania „czy to dobre”; łapanie i ocena to dwie różne czynności, nie mieszaj ich przy zapisie. Druga: wszystko jest zwierzyną, ale to nie research — notatnik łapie surowiec bez celu (frazy, twarze, fakty, sny), w odróżnieniu od ukierunkowanej dokumentacji pod konkretny projekt (zobacz osobny artykuł o dokumentacji). Trzecia: efekt kompostu — niespokrewnione okruchy zderzają się z czasem i iskrzą; przerzucaj je na karty scen, żeby tasować i łączyć (zobacz osobny artykuł o kartach scen). Czwarta: datuj i przetrząsaj — notatnik jest bezużyteczny, jeśli nigdy do niego nie zaglądasz; regularnie wracaj i wyławiaj, co dojrzało. Piąta: od okruchu do projektu — złapane ziarno najpierw zostaje loglinem, potem konspektem, w końcu treatmentem; notatnik karmi cały warsztat (zobacz osobne artykuły o loglinie, konspekcie oraz treatmencie).
Pytanie warsztatowe: od dziś przez tydzień noś notatnik (zeszyt albo telefon) i zapisuj każdą iskrę — podsłuchane zdanie, twarz, „a gdyby” — bez oceniania. Po tygodniu przeczytaj wszystko naraz. Które dwa okruchy, leżąc obok siebie, nagle składają się w scenę albo postać?