
Polska animacja to jedna z najbardziej cenionych gałęzi naszego kina — i nie jest tym, za co bierze ją laik. Ma dwa nurty: autorską awangardę krótkich form (metaforyczne, surrealne wycinanki i malowanki) oraz popularne studia bajki dla dzieci. Pułapka jest podwójna: z jednej strony „animacja to bajki dla dzieci” — sprowadzasz ją do Bolka i Lolka, gubiąc poetycką, groteskową awangardę, która mówiła obrazem to, czego aktor nie mógł powiedzieć wprost. Z drugiej „animacja to abstrakcyjna sztuka festiwalowa” — zamykasz ją w niezrozumiałym eksperymencie bez opowieści, zapominając, że najlepsze filmy rysunkowe i lalkowe łączą formę z emocją i sensem. Sekret: traktuj polską animację jako pełne spektrum, gdzie sztuka i popularność liczą się tak samo, metafora służy uczuciu, a wynalazek — opowieści. To medium, w którym ograniczenie (mały budżet, cenzura) rodziło inwencję, a obraz potrafił być wierszem.
Wizualną intuicję daje Pigmalion i Galatea Jeana-Léona Gérôme'a (ok. 1890) — rzeźbiarz całuje swój posąg, gdy bogini tchnie w niego życie: dół to wciąż marmur, góra różowieje żywym ciałem. Animacja jest dokładnie tym — ożywianiem martwego kształtu (łac. anima — dusza), a polska szkoła robiła to wycinką, gliną i farbą. To jest sedno: animacja nie ilustruje ruchu, lecz ożywia to, co nieżywe.
Kanon. Animacja zaczyna się od optycznych zabawek XIX wieku — wirujących tarcz, gdzie szereg rysunków budzi się do ruchu. Wyrosły z nich dwie drogi: bajka spod znaku Disneya i animacja-sztuka, od McLarena po lalki Trnki i Norsztejnowego „Jeża we mgle”. Polski kanon stoi wysoko: wycinankowy „Dom” Lenicy i Borowczyka, oscarowe „Tango” Rybczyńskiego, szklane filmy Dumały, „Katedra” Bagińskiego i w pełni olejny „Twój Vincent”. Obok niej popularne studia: Bielsko-Biała z „Bolkiem i Lolkiem” oraz „Reksiem” i łódzki Se-ma-for z lalką.
Pięć lekcji. Pierwsza: animacja to nie tylko dziecięca rozrywka — to pełnoprawne medium sztuki, jak pokazała polska szkoła krótkiej formy (zobacz osobny artykuł o polskiej szkole filmowej). Druga: metafora ponad dosłowność — siłą polskiej animacji jest obraz-symbol, groteska i skrót (zobacz osobny artykuł o polskim science fiction i fantasy). Trzecia: ograniczenie rodzi wynalazek — wycinanka, glina, szkło; brak pieniędzy i swobody pchał ku oryginalnej formie (zobacz osobny artykuł o systemie finansowania PISF). Czwarta: animacja udźwignie klasykę — rysunek i lalka udźwigną wielką literaturę, nie tylko bajkę dla najmłodszych (zobacz osobny artykuł o adaptacjach polskiej klasyki). Piąta: animowany bywa i dokument — medium potrafi opowiedzieć realny, trudny temat, nie tylko fikcję (zobacz osobny artykuł o polskim dokumencie).
Pytanie warsztatowe: wróć do posągu, który ożywa pod dotykiem twórcy, i zapytaj o swoją animację: czy forma — wycinanka, lalka, farba — coś znaczy, czy jest tylko ozdobą? I czy pod ruchem obrazu kryje się myśl, czy sam ruch? Polska szkoła nauczyła, że animacja to język, nie zabawa.