Przejdź do treści
Polski kanon

Polski kanon

Polski film wojenny: kino klęski i moralnej dwuznaczności

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Artur Grottger, Bitwa - karton z cyklu Polonia, 1863, węgiel i biała kredka na papierze - dramatyczna, monochromatyczna scena walki powstania styczniowego: grupa powstańców w gwałtownym starciu, postacie w ruchu, napięte ciała i twarze, w tle dym i chaos bitwy; rysunek łączy realizm z romantycznym patosem zrywu skazanego na klęskę
Artur Grottger, Bitwa z cyklu Polonia (1863), Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie. Heroizm wpisany w przegraną - walka, ofiara, klęska. Wizualny przodek polskiego kina wojennego: nie triumf, lecz cena. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

Polski film wojenny to przede wszystkim kino II wojny, okupacji i Powstania — i co innego niż kostiumowy epos historyczny. Jego znak: nie triumf, lecz klęska; nie dobro kontra zło, lecz moralna dwuznaczność; jednostka zmiażdżona przez Historię. Bohaterowie zwykle przegrywają, a heroizm bywa przepytywany, nie celebrowany. Pułapka jest podwójna: z jednej strony martyrologia — robisz pomnik: szlachetni bohaterowie, święta ofiara, zero komplikacji; wychodzi patriotyczna ikona, która nie oddycha, bo postacie są symbolami, nie ludźmi. Z drugiej cynizm bez wagi — odbrązawiasz tak mocno (każdy tchórz albo głupiec, heroizm to ściema), że odzierasz wydarzenia z ciężaru i znieważasz zmarłych; „subwersja” staje się pustą prowokacją, a tragiczna grawitacja znika. Sekret: pokaż katastrofę przez konkretny los i znajdź prawdziwą moralną złożoność — nie gloryfikuj w pomnik ani nie obśmiewaj w cynizm — niech klęska niesie ciężar.

Wizualną intuicję daje Bitwa z cyklu „Polonia” Artura Grottgera (1863) — walka powstańców styczniowych, zryw skazany na klęskę. Grottger nie rysuje triumfu, lecz heroizm wpisany w przegraną — i tym właśnie jest polski film wojenny. To jest sedno: ten sam etos — walka, ofiara, klęska — wraca z powstań na ekran; sens niesie nie zwycięstwo, lecz cena.

Kanon. Na Zachodzie wojna bywa triumfem; polski film wojenny to kino klęski i pytania o jej cenę. Forsowała je polska szkoła filmowa: Wajda w „Kanale” zamyka powstańców w kanałach, Munk w „Eroice” pokazuje heroizm jako tragikomiczny absurd — dwa bieguny, romantyczny i ironiczny. Potem przyszły „Miasto 44” i „Pianista”, pamięć ofiary i ocalenia. To nie kostiumowy epos pokroju „Potopu”, lecz przeżyta i pamiętana trauma XX wieku.

Pięć reguł. Pierwsza: jednostka niesie zbiorowość — wielką katastrofę pokazuj przez jeden konkretny los, nie przez tłum-symbol; tak rodzą się polskie archetypy (zobacz osobny artykuł o polskich archetypach postaci). Druga: przepytuj heroizm, nie tylko go czcij — najmocniejsze polskie kino wojenne pyta o cenę poświęcenia; to korzeń moralnego niepokoju (zobacz osobny artykuł o kinie moralnego niepokoju). Trzecia: odróżnij wojnę od kostiumowej historii — film wojenny to przeżyta trauma XX wieku, nie turniej z dawnych wieków (zobacz osobny artykuł o polskim filmie historycznym). Czwarta: ucz się od szkoły — Wajda i Munk wykuli ten język między romantyzmem a ironią; znaj oba bieguny (zobacz osobny artykuł o polskiej szkole filmowej). Piąta: trzymaj się prawdy faktu — wojenna fabuła zyskuje, gdy oddycha dokumentem: realiami i świadectwem (zobacz osobny artykuł o polskim dokumencie).

Pytanie warsztatowe: spójrz na swoją wojenną historię: czy widać w niej jeden konkretny los, czy tylko tłum-symbol? I czy heroizm jest tu o coś zapytany — czy tylko odhaczony jako pomnik albo ściema? Prawda leży między glorią a kpiną.