
Bohater, który przez dwie godziny ucieka przed wybuchami, może nie podjąć w całym filmie ani jednej decyzji. Bohater, który nie rusza się z fotela, może napędzać całą fabułę. Ruch i sprawczość to dwie osobne rzeczy, a mylone bywają nagminnie. Aktywny jest ten, którego wybory wywołują to, co dzieje się dalej.
Bierny protagonista jest widzem własnej historii. Zdarzenia mu się przydarzają, ważne rozstrzygnięcia zapadają obok niego, a jego rola sprowadza się do reagowania i czekania na ratunek. Kłopot nie leży w tym, że taka postać bywa nudna z charakteru. Leży w tym, że niczego nie wytwarza, a dramat rodzi się wyłącznie z wyboru pod presją. Widz wiąże się z postacią, patrząc, jak ta czegoś chce i jak po to sięga. Bierne znoszenie kolejnych ciosów takiej więzi nie tworzy.
Bierny start sam w sobie nie jest błędem. Prawie każda opowieść zaczyna się od czegoś, co bohatera spotyka bez pytania go o zdanie, i dopiero potem oddaje mu ster. Liczy się to, jak długo trwa przekazanie steru. Jeśli minęła połowa scenariusza, a postać wciąż wyłącznie odbiera ciosy, opowieść nie ma silnika.
Maciej Pieprzyca w Chce się żyć oparł cały film na tej różnicy. Mateusz ma porażenie mózgowe, przez lata uchodzi za człowieka niezdolnego do kontaktu i nie potrafi wykonać niemal żadnego gestu. Mimo to każdy zwrot w tej historii bierze się z jego uporu i z kolejnych prób dogadania się ze światem, który spisał go na straty. Rusza się minimalnie, a jest jedną z najbardziej sprawczych postaci polskiego kina.
Ellen Ripley w Obcym pokazuje to samo w scenie przy śluzie. Odmawia wpuszczenia na pokład rannego członka załogi i powołuje się na kwarantannę, którą zna lepiej niż reszta. Ash łamie jej zakaz i otwiera właz, więc decyzja nie zostaje wykonana, a mimo to definiuje postać na resztę filmu. Sprawczość mierzy się tym, kto podejmuje wybór, a nie tym, czy wybór zwycięża.
Juliusz Machulski dał tej postawie w Vabanku czystą formę. Kwinto rozpisuje plan i zmusza przeciwnika, żeby wchodził w niego krok po kroku, aż sam się w nim zamknie. Bohater trzyma lejce dokładnie tak, jak trzyma je Automedon na płótnie Henriego Regnaulta, ściągający wodze dwóch stających dęba koni wbrew ich panice.
Sprawczość nie oznacza skuteczności ani pewności siebie. Bohater może przegrywać każdą kolejną próbę i pozostać aktywny, o ile to on te próby podejmuje. Niechęć również nie przeszkadza, bo postać wciągnięta w sprawę wbrew sobie staje się sprawcza w chwili, gdy przestaje się wykręcać i coś postanawia. O sprawczości rozstrzyga kierunek przyczynowości, a temperament postaci jest sprawą osobną.
Decyzja, po której nic się nie zmienia, jeszcze nie jest sprawczością. Bohater bez przerwy o czymś postanawiający sprawia wrażenie aktywnego, tylko że jego postanowienia nie zostawiają w świecie żadnego śladu. Sprawczość widać dopiero w tych scenach, które bez wcześniejszego wyboru bohatera nie mogłyby się w ogóle wydarzyć.
Najwyraźniej widać to na finale. W dobrze napisanej historii ostatnie rozstrzygnięcie należy do bohatera i wynika z czegoś, co postanowił dużo wcześniej. Kiedy zamiast tego przychodzi cudza interwencja albo szczęśliwy zbieg okoliczności, cała jego wcześniejsza krzątanina okazuje się dekoracją — w decydującym momencie lejce trzymał kto inny.