Przejdź do treści
Postać i bohaterowie

Postać i bohaterowie

Bohater niechętny: gdy bohater nie chce być bohaterem

3 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Caravaggio, Powołanie świętego Mateusza, 1599-1600, olej na płótnie - ciemne wnętrze, przy stole grupa mężczyzn liczących monety; z prawej strony w półmroku wchodzi Chrystus i wyciąga rękę, wskazując na jednego z nich, a snop światła przecina ścianę; brodaty mężczyzna, Mateusz, wskazuje palcem na siebie z gestem niedowierzania, jakby pytał: ja?
Caravaggio, Powołanie świętego Mateusza (1599-1600), San Luigi dei Francesi, Rzym. Wezwany wskazuje na siebie z niedowierzaniem - kto, ja? Wizualny obraz bohatera niechętnego: rola spada na kogoś, kto jej nie szukał, a zgoda przychodzi z oporem. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

Bohater niechętny nie chce zadania ani roli spadającej mu na głowę. Wolałby zostać w zwyczajnym życiu; wciąga go w nią wbrew woli, a wezwanie przyjmuje z oporem, czasem nigdy w pełni. Działa, bo jest ludzki (mało kto chce być bohaterem), bo rodzi wewnętrzny konflikt i czysty łuk od odmowy do zgody, i czyni późniejsze bohaterstwo zasłużonym: wybrał je mimo niechęci. Pułapka jest podwójna: z jednej strony wieczny maruda — wzbrania się bez końca i nigdy nie staje po stronie sprawy; opór to już tylko bierność, a widz męczy się postacią, którą fabuła wlecze. Z drugiej cudowna przemiana — niechęć jest na pokaz i znika od razu: w pierwszej scenie „ja się w to nie mieszam”, w drugiej rwie się do boju bez walki wewnętrznej; opór był kostiumem, więc łuk od odmowy do zgody jest niezasłużony. Sekret: niechęć ma być prawdziwa i zakorzeniona (strach, strata, cynizm, inny obowiązek), ma kosztować, ale daj punkt zwrotny, w którym coś osobistego wymusza wybór — bohater staje po stronie sprawy nie dlatego, że potrzebuje go fabuła, lecz że sam decyduje. Droga od „nie ja” do „tak, ja” jest łukiem.

Wizualną intuicję daje Powołanie świętego Mateusza Caravaggia (1599–1600) — w mroczną izbę celników wpada światło i dłoń wezwania, a Mateusz wskazuje na siebie: ja? Wezwanie spada na kogoś, kto go nie szukał — i tym jest bohater niechętny. To jest sedno: między wezwaniem a zgodą jest moment oporu — „kto, ja?” — i potem krok za wzywającym.

Kanon. Joseph Campbell nazwał to „odmową wezwania”, ale jako typ postaci barwi cały łuk, nie jedną scenę. Bilbo i Frodo u Tolkiena ruszają wbrew sobie; Han Solo lata dla pieniędzy, nim wybierze stronę; Rick z „Casablanki” przysięga, że za nikogo nie nadstawia karku — i ją łamie. To nie bohater chętny ani dumny wybraniec. Polski kanon: Maciek Chełmicki z „Popiołu i diamentu” Wajdy — żołnierz, który wolałby żyć i kochać, a wiąże go rozkaz, by zabić.

Pięć reguł. Pierwsza: daj konkretny powód niechęci — strach, strata, cynizm; bez powodu opór to kaprys (zobacz osobny artykuł o pragnieniu i potrzebie). Druga: niech opór kosztuje — wzbranianie ma mieć cenę, nie być dekoracją (zobacz osobny artykuł o postaci, która się nie zmienia). Trzecia: potrzebny jest popych — często mentor albo strata wypycha go za próg; bez tego tkwi w odmowie (zobacz osobny artykuł o mentorze). Czwarta: zostaw widzowi, za co kibicować — niechętny musi być sympatyczny mimo oporu; jeden ludzki gest to robi (zobacz osobny artykuł o uratowaniu kota). Piąta: przejście od „nie ja” do „tak, ja” to łuk — punkt zwrotny ma być wyborem, nie przymusem fabuły (zobacz osobny artykuł o łuku postaci).

Pytanie warsztatowe: wróć do twarzy człowieka, który na wezwanie wskazuje na siebie — „ja?” — i zapytaj o swojego bohatera: czy ma prawdziwy, kosztowny powód, by się wzbraniać, i czy jego „tak” jest wyborem, nie przymusem fabuły? A może marudzi bez końca albo zmienia front w jednej scenie? Niechęć ma być murem, nie kostiumem.