Przejdź do treści

Bohater zbiorowy: kiedy bohaterem jest grupa

Frans Hals, 1627, olej, Frans Hals Museum w Haarlemie - szeroki portret grupowy kilkunastu mężczyzn stłoczonych wokół długiego stołu nakrytego białym obrusem, na którym stoją talerze i kielichy; wszyscy mają czarne stroje, szerokie białe kryzy pod brodą i barwne szarfy przewieszone przez pierś, jeden unosi kielich, drugi ściska drzewce chorągwi, kilku odwraca się ku sobie w rozmowie, a jeden patrzy poza krawędź obrazu
Frans Hals, Bankiet oficerów gwardii św. Jerzego (1627), Frans Hals Museum. Grupa udźwignie rolę bohatera dopóty, dopóki widz umie rozróżnić, kto jest kto. Hals załatwił to na jednym płótnie: jeden wznosi kielich, drugi ściska drzewce sztandaru, trzeci patrzy prosto w naszą stronę, a kompania i tak zostaje jedna. Fot. Sailko, CC BY 3.0, Wikimedia Commons. Źródło: Wikimedia Commons · aut. Sailko · CC BY 3.0
Odsłuchaj

Widz nie potrafi kibicować ośmiu osobom naraz i nikt tego od niego nie wymaga. Opowieść zespołowa działa dlatego, że kibicuje się temu, co się między tą ósemką dzieje. Bohaterem jest układ relacji. Żadna z osób z osobna nie ma tu praw do tytułu, a grupa formuje się, pęka i skleja z powrotem, i na tym opiera się cały ruch opowieści.

Takich historii jest sporo i wszystkie mają podobny kształt: załoga skoku, pluton, rodzina, redakcja gazety, drużyna przed turniejem. Ciężar niesie kilka osób naraz, żadna z nich nie ma prawa do całego finału, a temat siedzi w tym, czy oni się w ogóle dogadają. Spina ich zawsze coś twardego, czyli wspólny cel, wspólne miejsce albo wspólne zagrożenie.

Pierwszy problem jest techniczny i dotyczy rozróżniania. Akira Kurosawa w Siedmiu samurajach poświęca sporą część filmu na samo zbieranie drużyny i każdemu wojownikowi daje osobną scenę wejścia. Kambei zjawia się z ogoloną głową, w przebraniu mnicha, żeby odbić porwane dziecko, i po tej jednej sekwencji wiadomo o nim wszystko. Nikt z tej siódemki nie zostaje przedstawiony opisem, tylko tym, co robi pod presją. Widz zapamiętuje siedmiu ludzi, bo dostał siedem różnych sposobów wejścia w kadr.

Malarze mierzyli się z tym samym zadaniem wieki wcześniej. Kilkanaście twarzy namalowanych jednakowo daje bezładny tłum, a wyróżnienie jednej robi z reszty tło, więc Frans Hals na Bankiecie oficerów gwardii świętego Jerzego rozegrał każdą postać osobno. Inna poza, inny gest, inny kierunek spojrzenia. Kompania przy stole pozostaje jedną kompanią, a mimo to nikt w niej nie znika.

Łuk w takiej opowieści należy do grupy i trzeba to rozumieć dosłownie. Andrzej Wajda posyła w Kanale powstańczą kompanię pod ziemię jako oddział, a wyprowadza stamtąd pojedynczych, porozdzielanych ludzi. Osobiste przemiany są tam drugorzędne. Właściwym bohaterem jest oddział, a właściwym tematem jego rozpadanie się w ciemności.

Władysław Reymont poszedł w Chłopach w stronę przeciwną i zrobił bohatera z całej wsi. Boryna i Jagna wysuwają się na plan pierwszy, ale rytm powieści wyznaczają pory roku i gromada, która sądzi, karze i wyklucza. Wieś ma tam więcej woli niż którakolwiek z osób i to ona decyduje o losach pojedynczych ludzi.

Zawodzi to zwykle w jeden sposób. Ośmioro ludzi mówi tym samym głosem i chce tego samego, więc zlewa się w beżową masę, w której nie ma się do kogo przywiązać. Grupa bez tarcia w środku jest martwa, bo dopiero z różnicy charakterów bierze się to, o co ci ludzie mogą się pokłócić w połowie akcji. Różnice muszą przy tym siedzieć w tym, czego kto chce, a nie w kolorze kurtek.

Bywa też etykieta bez pokrycia. Coś nazywa się zespołem, a po cichu jedna postać zabiera trzy czwarte czasu ekranowego i cały łuk, reszta zaś krąży wokół niej jak satelity. To zwyczajna opowieść o jednym bohaterze, tylko z liczniejszym tłem — i nic złego by w tym nie było, gdyby autor o tym wiedział.

Praktyczna konsekwencja jest jedna. W opowieści zespołowej najwięcej pracują sceny, w których nikt niczego nie osiąga, czyli postój, kolacja, kłótnia o drobiazg. Tam widać, kto komu ustępuje, kto z kim trzyma i kto milczy w chwili, gdy powinien się odezwać. Kto wycina takie sceny jako puste, zostaje z ośmioma nazwiskami i jedną akcją, którą równie dobrze mógłby przeprowadzić jeden człowiek.