Przejdź do treści

Pragnienie a potrzeba: czego chce bohater, a czego potrzebuje

Nicolas Poussin, Midas i Bachus, ok. 1630, Alte Pinakothek - frygijski król Midas w niebieskiej szacie i żółtym płaszczu klęczy na jednym kolanie i z błagalnym gestem zwraca się do stojącego obok Bachusa, prosząc, by odebrał mu dar zamieniania wszystkiego w złoto; bóg trzyma w dłoni czarę, drugą rękę wyciąga ku cierpiącemu królowi, a w pobliżu spoczywa Sylen i odpoczywają inne postacie na tle pogodnego pejzażu
Nicolas Poussin, Midas i Bachus (ok. 1630), Alte Pinakothek. Spełnione życzenie okazuje się wyrokiem: brodaty król w błękitnej tunice wyciąga rękę do młodego boga i prosi, żeby dar odebrać. Bachiczna świta leży dokoła i nikt nie zwraca uwagi na tę rozmowę. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Wieczorem przed walką Rocky Balboa mówi Adrian, że nie wygra z mistrzem świata. Chce tylko dotrwać do ostatniego gongu i przestać być nikim. Sylvester Stallone napisał Rocky'ego właśnie tak. Bohater przegrywa pojedynek i wychodzi z hali zwycięzcą, bo dostał to, czego potrzebował, a stracił to, czego chciał. Ta różnica ma swoją warsztatową nazwę. Pragnienie jest świadome, zewnętrzne i policzalne. Zapisuje się je jednym zdaniem z twardym czasownikiem: wygrać walkę, odzyskać dom, znaleźć mordercę. Potrzeba jest wewnętrzna i nieuświadomiona, bohater nie umie jej nazwać, a często by jej nie chciał, gdyby mu ją ktoś pokazał palcem. Pragnienie daje sceny, bo po prostu da się je sfilmować. Potrzeba własnych scen nie ma i mieszka w tym, jak bohater zachowuje się przy zupełnie innych sprawach. Najstarsza wersja tego mechanizmu przyszła z mitu. Frygijski król wyprosił u boga moc zamieniania w złoto wszystkiego, czego dotknie, i na płótnie Nicolasa Poussina Midas i Bachus klęczy już przed tym samym bogiem, błagając, żeby dar odebrać. Midas dostał dokładnie to, o co prosił. Głoduje, bo chleb w jego dłoniach też robi się złotem. Adam Mickiewicz rozłożył ten sam układ na dwa pokolenia w Panu Tadeuszu. Młody Jacek Soplica chce Ewy i chce się liczyć w powiecie, a kiedy dostaje odmowę, strzela do Stolnika i traci wszystko naraz. To, czego potrzebował naprawdę, spełnia się dopiero po latach, w habicie i pod cudzym nazwiskiem, bez świadków i bez nagrody. Robota polega na rozsunięciu obu tych rzeczy tak daleko, żeby w finale nie dało się mieć ich naraz. Dopóki bohater może zdobyć swój cel i przy okazji dojrzeć, nie ma z czego zbudować kulminacji. Kiedy wybór jest twardy, ostatnia scena pisze się prawie sama, bo widz od dawna wie, czego bohater potrzebuje, i czeka, aż ten wreszcie to zobaczy. Istnieje też wariant odwrotny, w którym pragnienie zostaje spełnione w połowie drogi. Bohater dostaje awans, ukochaną albo zemstę, po czym siedzi z tym łupem i stwierdza, że nic się nie zmieniło. Układ jest wdzięczny, bo przez resztę opowieści ogląda się człowieka, który ma już wszystko i nadal nie może wytrzymać sam ze sobą. Przy niewłaściwym pragnieniu trzyma bohatera zwykle jego własna skaza — kłamstwo, w które wierzy o sobie. Potrzeba leży po drugiej stronie tego kłamstwa i właśnie dlatego wypowiedziana wprost przestaje pracować. Zdanie w rodzaju „muszę wreszcie nauczyć się ufać ludziom” likwiduje w dwie sekundy robotę, którą podtekst wykonywał przez godzinę. Najgorszy układ to taki, w którym pragnienie i potrzeba są tym samym. Bohater chce odzyskać rodzinę i potrzebuje odzyskać rodziny, więc nie ma między czym wybierać, a finał niczego nie rozstrzyga. Taką historię ogląda się gładko i zapomina natychmiast, bo bohater nie musiał niczego oddać po drodze. Zdarza się to najczęściej wtedy, gdy cel powstał pierwszy, a potrzebę dopisano później pod ten sam cel. Charles Dickens domknął to w Wielkich nadziejach jednym uderzeniem. Pip chce zostać dżentelmenem i zdobyć Estellę, a dowiaduje się, kto naprawdę fundował mu tę karierę. Pieniądze pochodzą od zbiegłego skazańca, którego jako dziecko nakarmił na bagnach, i dopiero ta wiedza, upokarzająca i nie do odwołania, robi z niego człowieka.