Przejdź do treści
Postać i bohaterowie

Postać i bohaterowie

Femme fatale dziś: co zostało z archetypu po #MeToo

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Aubrey Beardsley, The Climax 1893-94, ilustracja do Salome Wilde'a — ikoniczna wizualizacja archetypu femme fatale
Aubrey Beardsley, The Climax (1893–94), ilustracja do Salome Oscara Wilde'a. Salome z głową Jana Chrzciciela — archetyp femme fatale w wersji art nouveau. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain

Femme fatale to jeden z najstarszych i najbardziej kłopotliwych archetypów literatury zachodniej. Po 2017 roku trzeba ją pisać inaczej — ale wciąż można.

Archetyp „kobiety fatalnej” jest tak stary jak literatura: Ewa, Dalila, Salome, Lady Macbeth, Carmen, Madame Bovary. Wspólny mianownik: kobieta, której seksualność lub ambicja prowadzi mężczyznę do upadku. Symboliści XIX wieku doszlifowali jej wizerunek, a film noir lat 40. przekuł go w gotową maszynę dramaturgiczną.

Złoty wiek femme fatale to amerykański noir 1944–1950: Phyllis Dietrichson (Podwójne ubezpieczenie), Brigid O'Shaughnessy (Maltański Sokół), Kathie Moffat (Out of the Past) — każda uwodzi bohatera, pcha go do zbrodni i ginie. Jej śmierć była wymogiem strukturalnym: Kodeks Haysa nie pozwalał, by kobieta naruszająca normę uszła z życiem.

Krytyka feministyczna uderzyła w archetyp od lat 70. Laura Mulvey (1975) zauważyła, że femme fatale to projekcja męskiego strachu przed kobiecą autonomią — jest „fatalna”, bo nie służy mężczyźnie. Klasyczny archetyp nie pokazywał jej myśli ani traum, tylko ją samą przez oczy protagonisty.

Po #MeToo świadomość toksycznego rdzenia archetypu stała się powszechna. Pisarz ma trzy opcje: porzucić go, powtarzać bezrefleksyjnie albo przepisać — i ta trzecia jest najciekawsza. Amy Dunne w Zaginionej dziewczynie Flynn (2012) sama ujawnia widzowi swój plan, odbierając mu przyjemność męskiej projekcji. Villanelle w Killing Eve uwodzi kobietę, podważając heteronormatywny rdzeń. Cassie w Obiecującej. Młodej. Kobiecie. (2020) używa go jako narzędzia zemsty. Autorzy nie opisują femme fatale — dekonstruują ją.

W polskim kanonie warto zauważyć Sabinę z Rewersu Borysa Lankosza (2009) — femme fatale na opak, gdzie kobieta z PRL-owskiej Warszawy zabija oprawcę i jest moralnie usprawiedliwiona. To wczesna polska próba świadomej dekonstrukcji.

Pięć współczesnych reguł. Pierwsza: daj jej subiektywność — sceny z jej perspektywy. Druga: pokaż dlaczego — jaka rana czy system ją uformowały. Trzecia: nie redukuj jej do funkcji erotycznej — musi mieć cele poza uwodzeniem. Czwarta: jeśli ginie, niech to nie będzie kara za seksualność. Piąta: test symetrii — czy istnieje analogiczny homme fatal? Jeśli nie, zapytaj dlaczego.

Streaming wskrzesza klasyczny archetyp dla efektu retro. Trzeba więc świadomie wybrać: podtrzymujesz konwencję czy ją krytykujesz?

Warto rozumieć koszt warsztatowy tej zmiany. Klasyczny noir czerpał napięcie z niewiedzy — nie wiemy, czy kobieta kłamie, więc każdy jej gest jest zagadką, a gdy dajesz jej pełną subiektywność, zagadka znika. Napięcie trzeba wtedy odbudować gdzie indziej: Zaginiona dziewczyna przenosi je z pytania „kim ona jest” na „czy jej się uda”, przez ironię dramatyczną.

Pytanie warsztatowe: czy twoja femme fatale ma życie poza zniszczeniem bohatera-mężczyzny? Jeśli nie — czy świadomie używasz archetypu jako komentarza, czy nieświadomie powtarzasz schemat z 1944 roku?