Przejdź do treści

Postać, która się nie zmienia: fenomen Sherlocka Holmesa

Sidney Paget, portret Sherlocka Holmesa z The Strand Magazine — najsłynniejsza wizualizacja postaci o płaskim łuku w historii literatury
Sidney Paget, portret Sherlocka Holmesa z The Strand Magazine. Holmes nie zmienia się przez 40 lat opowiadań Conan Doyle'a — to klasyczny płaski łuk. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain
Odsłuchaj

Płaski łuk postaci i płaska postać brzmią prawie tak samo, a znaczą co innego. Pierwsze jest wyborem dramaturgicznym, drugie zwykłą usterką. Postać płaska w rozumieniu, jakie nadał temu słowu E.M. Forster w Aspektach powieści, daje się streścić jednym zdaniem i nigdy nie zaskakuje. Bohater o płaskim łuku bywa najbardziej skomplikowanym człowiekiem w całej opowieści. K.M. Weiland w Creating Character Arcs opisała ten układ najprościej: bohater łuku przemiany jest uczniem, który musi się czegoś nauczyć. Bohater łuku płaskiego jest nauczycielem i lekcję odrabia otoczenie. Prawda należy do niego od pierwszej sceny, a opowieść sprawdza jedynie, czy da się go z niej zepchnąć. Arthur Conan Doyle wypuścił Sherlocka Holmesa w Studium w szkarłacie i przez następne czterdzieści lat nie ruszył w nim niczego istotnego. Metoda, chłód i skrzypce trwają przez sześćdziesiąt opowieści, a ilustracje Sidneya Pageta do The Strand Magazine utrwaliły tę stałość jako jedną twarz powtarzaną z numeru na numer. Epoka wokół Baker Street zdążyła się przez ten czas zmienić nie do poznania. Skoro bohater nie przechodzi przemiany, musi ją wziąć na siebie ktoś inny. Harper Lee ustawiła to w Zabić drozda wzorowo. Atticus Finch wchodzi do powieści z gotowym poglądem na sprawiedliwość i wychodzi z nim nietknięty, przegrawszy proces. Zmienia się natomiast Scout, która przez cały czas na niego patrzy, i zmienia się trochę miasteczko. Ten sam układ napędza całą półkę książek dla dzieci. P.L. Travers wpuszcza w Mary Poppins do domu Banksów nianię, która nie ma niczego do przepracowania i niczego się od nikogo nie uczy. Jan Brzechwa daje w Akademii pana Kleksa uczniom nauczyciela dziwaka, który jest sobą od pierwszej strony do ostatniej. Dzieci wychodzą z obu tych książek odmienione, a opiekunowie ani trochę. Wybór między jednym łukiem a drugim bywa w gruncie rzeczy kwestią formy. Przemiana potrzebuje zamkniętego kształtu, bo bohater dojrzewa raz i drugi raz tego samego nie zrobi. Płaski łuk zniesie dowolną liczbę odcinków. Andrzej Zbych dał w Stawce większej niż życie osiemnaście odcinków z Hansem Klossem, który za każdym razem jest tym samym człowiekiem, a zmienia się to, co uda mu się rozmontować po drugiej stronie. Ryzyko przy takiej postaci jest jedno i widać je szybko. Bohater, który ma swoją prawdę i nigdy nie zostaje w niej naciśnięty, przestaje być człowiekiem i robi się urządzeniem do rozwiązywania spraw. Płaski łuk żyje z tego, że świat podsuwa mu wyjście łatwiejsze niż jego własna zasada, a on je odrzuca raz po raz i za każdym razem coś przez to traci. Ten typ bohatera wrócił zresztą do łask po dekadzie postaci moralnie dwuznacznych. Widz, który obejrzał kilka seriali o ludziach staczających się powoli w dół, chętnie siada do opowieści o kimś, kto po prostu wie, co jest słuszne, i tego się trzyma nawet wtedy, gdy nikt mu za to nie podziękuje. Kiedy jednak zabraknie oporu, a świat wokół niezmiennego bohatera także zostaje bez zmian, opowieść traci kierunek. Sprawy się rozwiązują, odcinki lecą, tylko nikt po nich nie rozumie niczego inaczej niż na początku. Zostaje wtedy zastój z dobrze napisanym głównym bohaterem, a to zupełnie co innego niż płaski łuk.