
Szczegóły z życiorysu bohatera łatwo wziąć za jego łuk. Można pokazać o kimś sto rzeczy i nie ruszyć go ani o krok. Łuk jest przemianą, po której bohater z ostatniej sceny nie zmieściłby się już w pierwszej. Robert McKee sprowadza to do jednej myśli. O człowieku nie decyduje to, co mówi, tylko to, co wybiera pod presją.
Kształtów tej linii wyróżnia się zwykle cztery. Najczęstszy jest łuk pozytywny, w którym bohater rozpoznaje własną wadę i się zmienia, jak Ebenezer Scrooge u Karola Dickensa w Opowieści wigilijnej. Odwrotny ruch prowadzi w dół, kiedy bohater zmienić się nie potrafi i upada. Na Edypie i Sfinksie Ingresa młody Edyp stoi tuż przed rozwiązaniem zagadki, pewny siebie jak nigdy później, a cała reszta jego historii jest zjazdem z tej pewności.
Trzeci kształt nie rusza bohatera wcale, za to porusza wszystkich wokół. Tytułowy bohater Cyrana de Bergerac Edmonda Rostanda wchodzi do sztuki z gotowym kodeksem i wychodzi z niego nietknięty, a przez pięć aktów zmieniają się Roksana i Chrystian. Czwarty, najrzadszy, to łuk zniszczenia, w którym świat miele bohatera i nie zostawia mu żadnej nauki. Darren Aronofsky poprowadził tak wszystkich czworo bohaterów Requiem dla snu.
Najgłośniejszy współczesny łuk negatywny prowadzi Vince Gilligan w Breaking Bad. Walter White zaczyna jako nauczyciel chemii, który boi się upomnieć o swoje w myjni samochodowej, a kończy jako człowiek, przy którym boją się wszyscy. Linia jest tak gęsta, że każdy odcinek przesuwa go o jedną decyzję — żadna z nich nie wygląda w chwili podjęcia na ostatnią.
Po przeciwnej stronie stoi Beth Harmon z Gambitu królowej Scotta Franka. Dziewczyna z sierocińca zamienia szachy w narzędzie kontroli nad światem, który wcześniej nie dał jej nic. Zwycięstwo przychodzi razem ze zgodą na cudzą pomoc. Przemiana nie leży w tym, że gra lepiej, bo grała świetnie od początku.
Łuk musi być spleciony z fabułą i przestaje działać, gdy biegnie obok niej. Bohater ma się zmieniać przez wydarzenia, nie tylko w ich trakcie, a każda scena powinna go przesunąć albo świadomie przytrzymać w miejscu. Przytrzymanie też jest ruchem, o ile widz rozumie, czego postać się w tej chwili wyrzeka.
W większości scenariuszy przemianę się ogłasza, zamiast ją pokazać. Bohater mówi w przedostatniej scenie, że wreszcie wszystko zrozumiał, i nikt nie ma powodu mu wierzyć, bo żaden jego wybór tego nie potwierdza. Wiarygodna zmiana wygląda inaczej, bo postać robi w niej coś, czego w pierwszym akcie zrobić by nie umiała, i traci przez to rzecz, na której jej zależało.
Motorem przemiany jest zwykle różnica między tym, czego bohater chce, a tym, czego potrzebuje. Scrooge chce, żeby dano mu spokój i żeby rachunki się zgadzały, a potrzebuje kogoś, komu byłby do czegoś potrzebny. Kiedy pragnienie i potrzeba są tym samym, zostają do pokonania same przeszkody, a do odkrycia nic.
Era wielkich franczyz produkuje przy okazji bohaterów unieruchomionych, bo postać musi przetrwać kilkanaście części w tej samej formie. Twórcy ratują się mikrołukami, kasowanymi zaraz w kolejnej odsłonie. Decyduje o tym dział sprzedaży, a widać to w każdej kolejnej części. Bohater, który wraca po raz piąty bez jednej rysy, powoli przestaje być kimś i zaczyna być znakiem firmowym.