Przejdź do treści

Trickster (oszust-figlarz)

Śmiejący się błazen, nieznany niderlandzki mistrz, ok. 1500 - postać w stroju błazna z szerokim, drwiącym uśmiechem, śmiejąca się wprost ku widzowi
Zasłania jedno oko dłonią i śmieje się przez palce, a w drugiej ręce ma nożyce. Śmiejący się błazen nieznanego niderlandzkiego mistrza (ok. 1500) wyjdzie z tego dokładnie taki, jaki wszedł, w odróżnieniu od wszystkich, którym po drodze coś obetnie. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Trickster wychodzi z opowieści dokładnie taki, jaki do niej wszedł, i to jest jego siła. Przemianę przechodzą wszyscy wokół niego. Reszta obsady uczy się, dojrzewa albo upada, a on wychodzi z tego nietknięty. Figlarz, oszust i łamacz reguł, przekraczający każdą granicę, jaką mu się postawi, jest w tej roli tak stary, że wymyśliła go osobno prawie każda kultura świata.

Grecki Hermes ukradł Apollinowi stado w dniu swoich narodzin. Zachodnioafrykański pająk Anansi wykupił od boga nieba wszystkie opowieści świata i od tamtej pory należą one do ludzi. Małpi król Sun Wukong z szesnastowiecznej Wędrówki na Zachód dostał pod opiekę niebiański sad i zjadł z niego brzoskwinie nieśmiertelności. Żaden z tej trójki nie wygrywa ani siłą, ani cnotą.

Psota trickstera zawsze coś porusza. Odsłania hipokryzję, nakłuwa cudzą pychę, wypycha z miejsca sytuację, która zastygła. Łamanie reguł dla samego łamania daje za to szum, po którym widz przestaje rozumieć, po co ta postać w ogóle jest w historii. Za sztuczkami musi stać spójny charakter i wyraźne zadanie, choćby polegało wyłącznie na nakłuwaniu wszystkiego, co nadęte.

Łatwo pomylić figlarza z bohaterem pikarejskim, choć to inne zwierzę. Łotrzyk jest konkretnym człowiekiem, który próbuje przeżyć i wspiąć się wyżej, niż pozwala mu urodzenie. Trickster bywa raczej siłą wpuszczoną w cudzą historię po to, żeby nią potrząsnąć. Często nie jest nawet głównym bohaterem, tylko katalizatorem, po którym zostaje w świecie inny układ.

Europa oswoiła tę figurę, biorąc ją na etat. Błazen bywał jedynym człowiekiem, któremu wolno było powiedzieć królowi prawdę, bo śmiech stanowił jego glejt. Niderlandzki Śmiejący się błazen z około 1500 roku patrzy wprost na oglądającego i szczerzy zęby w uśmiechu o pół twarzy za szerokim. Ten uśmiech nie obiecuje życzliwości. Obiecuje, że zaraz coś tu przestanie obowiązywać.

Adam Mickiewicz w balladzie Pani Twardowska pokazał ten mechanizm w czystej postaci. Diabeł zjawia się po duszę, a czarnoksiężnik przypomina mu warunek zapisany w cyrografie i zaczyna zadawać zadania. Mefistofeles wykonuje kolejno wszystkie, aż słyszy ostatnie — rok mieszkania z panią Twardowską. Wtedy ucieka. Wygrał ten, kto uważniej przeczytał umowę.

W praktyce scenariuszowej trickster jest narzędziem do rozbijania scen, które inaczej stałyby w miejscu. Wpuszczony w sztywny układ wymusza reakcje, jakich nikt tam nie planował, i pokazuje, kto na czym naprawdę stoi. Sam pozostaje przy tym niewzruszony, więc nie trzeba mu budować łuku ani prowadzić go przez naukę życia.

Figlarz, który wygrywa zawsze, przestaje być ciekawy po trzeciej sztuczce. Napięcie trzyma się na tym, że gdzieś czeka granica, o której on jeszcze nie wie. Sun Wukong buntuje się przeciw całemu niebu i kończy przygnieciony górą na pięćset lat, a dopiero stamtąd rusza w wędrówkę, dla której powstała reszta powieści. Sprytowi trzeba postawić naprzeciw coś większego niż spryt.

Wpuszczenie trickstera do opowieści jest decyzją, że coś w tym świecie ma się rozlecieć. Jeśli po jego wyjściu wszystko stoi na dawnym miejscu, w kadrze był etatowy dowcipniś, a łamacz reguł nigdy się nie pojawił.