Przejdź do treści
Punkt widzenia i narracja

Punkt widzenia i narracja

Narracja gawedowa: jak pisac glos opowiadacza

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

William Sidney Mount, Trudna opowiesc (1837) - w pustawej karczmie pokiereszowany gosc ze szklanka jablecznika snuje mlodemu karczmarzowi dluga historie, z tylu sluchacz trzyma dystans
William Sidney Mount, Trudna opowiesc (1837), National Gallery of Art. Pokiereszowany gosc snuje karczmarzowi najdluzsza historie, zmeczywszy juz wszystkich innych - jeden glos trzyma sale nie tym, co opowiada, lecz jak. Zrodlo: Wikimedia Commons. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-old-100, PD-Art; William Sidney Mount zm. 1868); National Gallery of Art

Narracja gawędowa (po rosyjsku: skaz) to opowieść snuta wyrazistym, stylizowanym głosem mówionym — tak, jakby ktoś opowiadał ją na żywo: z rytmem mowy, dygresjami, zwrotami do słuchacza i całą osobowością ustnego gawędziarza. Sam sposób opowiadania jest tu połową przyjemności. Pułapka jest podwójna. Pierwsza: głos płaski — piszesz neutralny lektorski komentarz, który tylko podaje informacje; nie słychać w nim człowieka, więc cały sens gawędy (charakter opowiadacza) znika. Druga: maniera nie do przejścia — nakładasz tyle gwary, dygresji i tików, że opowiadanie męczy, robi się kostiumem albo gubi słuchacza; styl dusi historię, a gawędziarz nie może dojść do rzeczy.

Wizualną intuicję daje Trudna opowieść Williama Sidneya Mounta (1837) — w pustawej karczmie pokiereszowany gość snuje swojemu młodemu karczmarzowi najdłuższą historię, zmęczywszy już wszystkich innych bywalców. Tym jest narracja gawędowa: jeden głos, który trzyma salę nie tym, co opowiada, lecz jak. Słuchacz nie może wstać. To jest sedno: gawęda stoi i pada na głosie opowiadacza — jego barwie, rytmie, dygresjach — a nie na samej fabule.

Kanon. Gawęda to forma głęboko polska — od narratora „Pana Tadeusza” po szlacheckie opowieści Sienkiewicza i Rzewuskiego — żywa mową, anegdotą, dygresją, która niby zbacza, a naprawdę dosypuje smaku. W kinie ten głos niesie najczęściej narracja zza kadru: gawędziarz, który komentuje, ironizuje, wraca i przewija, a my słuchamy nie po to, by poznać fakty, lecz by pobyć w jego towarzystwie. Polski kanon: rodzime kino i proza lubią narratora-opowiadacza, który mówi do nas wprost, gawędzi, czasem zmyśla — i właśnie ta osobowość, nie raport zdarzeń, niesie całą rzecz.

Pięć reguł. Pierwsza: głos jest tu wszystkim. Zbuduj rozpoznawalną mówioną osobowość, nie neutralny komentarz — sposób mówienia ma być znaczeniem, nie dodatkiem (zobacz osobny artykuł o „głosie autorskim”). Druga: pozwól opowiadaczowi wchodzić w kadr. Dygresje, uwagi na boku, zwroty wprost do słuchacza to krwiobieg gawędy, nie skaza (zobacz osobny artykuł o „narratorze intruzywnym”). Trzecia: usiądź blisko. Gawęda jest poufała i gadana; ustaw głos tuż przy słuchaczu, jak przy stole, a nie na katedrze (zobacz osobny artykuł o „dystansie narracyjnym”). Czwarta: obuduj opowieść ramą. Często jest gawędziarz i krąg słuchaczy — rama tłumaczy, skąd ten mówiony głos, i daje mu scenę (zobacz osobny artykuł o „ramie narracyjnej”). Piąta: nie utop się w tikach. Niech opowiadacz swobodnie przyspiesza i zwalnia, streszcza i rozgrywa scenę głosem — maniera ma służyć historii, nie ją zatrzymywać (zobacz osobny artykuł o „scenie i streszczeniu”).

Pytanie warsztatowe: wróć do gościa snującego trudną opowieść w karczmie — czy twój opowiadacz ma głos tak wyrazisty, że słuchalibyśmy go niezależnie od tego, co mówi? I gdzie maniera dosypuje smaku, a gdzie zaczyna męczyć i trzeba przyciąć dygresję, żeby gawęda ruszyła dalej?