Przejdź do treści
Punkt widzenia i narracja

Punkt widzenia i narracja

Narrator dziecięcy: świat oczami dziecka

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Jan Steen, Święto św. Mikołaja, ok. 1665, Rijksmuseum w Amsterdamie - gwarna, pełna ruchu scena rodzinna w mikołajkowy wieczór: w centrum mała dziewczynka w złocistej sukience tuli prezenty i wiaderko pełne łakoci, obok chłopiec zanosi się płaczem, bo zamiast podarku znalazł w bucie rózgę, a dorośli - rodzice, babka - krzątają się i komentują wokół; cała kompozycja oddaje świat widziany na wysokości dziecięcych przeżyć, gdzie radość i zawód są ogromne
Jan Steen, Święto św. Mikołaja (ok. 1665), Rijksmuseum. Świat ustawiony na wysokości dziecięcych oczu: radość i krzywda ogromne, dorosły porządek ledwie w tle. Wizualny język narratora dziecięcego. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

Narrator dziecięcy to optyka, w której świat widzimy oczami dziecka: ono widzi wyraźnie, ale rozumie częściowo — relacjonuje świat dorosłych, nie pojmując go; my dopełniamy lukę. Świeżość spojrzenia czyni znajome dziwnym, a okrucieństwo nagle widzialnym. Cała siła leży w przepaści między tym, co dziecko widzi, a tym, co my rozumiemy. Pułapka jest podwójna: z jednej strony mały dorosły — wkładasz w usta dziecka słownictwo i mądrość autora; brzmi to fałszywie, bo dzieci tak nie mówią, a świeżość pryska. Z drugiej zatrzaśnięcie w niewiedzy — trzymasz się tak kurczowo dziecięcej ciasnoty, że do widza nie przebija dorosły sens; zostaje urocza naiwność bez znaczenia. Sekret: dziecko niech zostanie dzieckiem, ale przez jego ograniczoną relację przepuść sens, którego samo nie chwyta.

Wizualną intuicję daje Święto św. Mikołaja Jana Steena (ok. 1665, Rijksmuseum) — domowy gwar od strony dzieci: zachwyt obdarowanej małej, łzy chłopca z rózgą w bucie, a dorosły porządek nagrody i kary majaczy w tle. Steen ustawił świat na wysokości dziecięcych oczu — radość i krzywda ogromne, powód dorosły ledwie widać — i tym właśnie jest narrator dziecięcy. To jest sedno: gdy patrzymy oczami dziecka, drobiazg urasta do dramatu, a wielkie sprawy dorosłych kurczą się do tła, którego nie pojmuje.

Kanon. Dziecięca perspektywa to bogata tradycja: od „Przygód Hucka Finna”, gdzie naiwny widzi więcej prawdy niż dorośli, po „Buszującego w zbożu” i „Zabić drozda” z małą Scout. Filmowo: „Labirynt fauna” oczami Ofelii, „Cesarstwo słońca”, „Pokój” oczami Jacka. Polski kanon: „Król Maciuś Pierwszy” Janusza Korczaka — wojna, władza i samotność w dziecięcej logice i tęsknocie, co czyni dorosłe sprawy i prostszymi, i okrutniejszymi.

Pięć reguł. Pierwsza: dziecko to wybór punktu widzenia — zdecyduj, czyimi oczami patrzymy i jak ciasne jest pole; perspektywa dziecka rządzi się prawami każdego POV (zobacz osobny artykuł o punkcie widzenia). Druga: to narrator z natury niepełny — dziecko nie wie wszystkiego i czasem się myli; ta ograniczona wiarygodność to atut, nie wada (zobacz osobny artykuł o narratorze niewiarygodnym). Trzecia: pierwsza czy trzecia osoba — „ja” dziecka daje bliskość, trzecia osoba — dystans i ironię; wybierz świadomie (zobacz osobny artykuł o pierwszej i trzeciej osobie). Czwarta: graj przepaścią rozumienia — sens rodzi się z różnicy: widz pojmuje to, czego dziecko nie; to mechanizm dystansu narracyjnego (zobacz osobny artykuł o dystansie narracyjnym). Piąta: dziecko jako świadek — ustawione na skraju dorosłych zdarzeń widzi to, czego dorośli nie pokazują (zobacz osobny artykuł o narratorze świadku).

Pytanie warsztatowe: weź scenę opowiedzianą przez dziecko i sprawdź dwie warstwy: czy słowa, logika i troski naprawdę należą do dziecka w tym wieku — i czy widz rozumie ze sceny więcej niż mały narrator? Jeśli dziecko brzmi jak dorosły albo widz nie wyłapuje nic ponad nie, popraw którąś warstwę.