Przejdź do treści

Narrator nie-ludzki (zwierzę, przedmiot, maszyna)

Edwin Landseer, Główny żałobnik starego pasterza, 1837 - wierny owczarek złożył łeb na trumnie zmarłego pasterza w cichym czuwaniu
Żałobę widać tu z wysokości psiego łba. Edwin Landseer, Główny żałobnik starego pasterza (1837): na podłodze zostały pasterski kij i czapka, na stołku książka, a pies wsparł łapę o skrzynię i podniósł łeb. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Opowiada pies, koń, moneta albo maszyna. Ludzki obyczaj opisany przez kogoś, kto nie zna jego sensu, przestaje być oczywisty i odzyskuje dziwność. Taki narrator ma zmysły ustawione inaczej niż nasze i inną hierarchię ważności, więc z tego samego pokoju wynosi zupełnie inny zestaw rzeczy.

Fachowo nazywa się to uniezwykleniem albo defamiliaryzacją. Anna Sewell w powieści Black Beauty oddała głos koniowi, który opisuje wędzidło, bat i klapki na oczy jako zwykłe fakty swojego dnia. O okrucieństwie nie ma w tej relacji ani słowa, bo koń nie dysponuje takim pojęciem. Czytelnik dokłada je sam i przez to zapamiętuje mocniej, niż gdyby dostał gotowe oskarżenie.

Brakujące pojęcie bywa też źródłem żalu. Wisława Szymborska w Kocie w pustym mieszkaniu każe mówić zwierzęciu, które stwierdza tylko tyle, że ktoś przestał przychodzić, i czuje się tym urażone. Słowo śmierć nie pada tam ani razu, a żałoba jest w tym wierszu nie do zniesienia. Tę samą bezradność namalował Edwin Landseer w Głównym żałobniku starego pasterza, gdzie pies czuwa przy trumnie długo po tym, jak ludzie wyszli.

Dziecko robi coś podobnego, tyle że pozostaje człowiekiem — wie mniej, a myśli wciąż ludzkimi kategoriami. Obcość nie-ludzka sięga do samej logiki wnioskowania i do tego, co w ogóle wpada w pole uwagi. Na ekranie widać to od razu, bo kamera schodzi do wysokości kolan, a najważniejsze rzeczy dzieją się w górze, poza kadrem, tam gdzie rozmawiają ludzie.

Rodowód sięga bajki ezopowej, choć akurat ona pokazuje, jak ten chwyt nie działa. Lis i kruk mówią ludzkim głosem o ludzkich sprawach, więc zwierzęcość jest u nich kostiumem. Poważna robota zaczyna się w osiemnastowiecznej powieści obiegu, gdzie moneta albo pokojowy piesek przechodzą z rąk do rąk i opowiadają po drodze całe społeczeństwo, każdego właściciela z jego własnej wysokości.

Współczesna proza rozdała ten głos szeroko. Michaił Bułhakow w Psim sercu zaczyna narrację w głowie zmarzniętego bezpańskiego psa, który ocenia ludzi wyłącznie po tym, jak go traktują. Orhan Pamuk w Nazywam się Czerwień oddaje osobne rozdziały złotej monecie, drzewu, psu narysowanemu tuszem i samej barwie czerwonej. Każdy z tych głosów widzi szesnastowieczny Stambuł z innej wysokości i z innym interesem.

Maszyna dołączyła do rodziny ostatnia i przyniosła własny rodzaj obcości. Kazuo Ishiguro w Klarze i słońcu opowiada głosem sztucznej przyjaciółki, która obserwuje ludzi z cierpliwością serwisanta i wyciąga z ich zachowań wnioski bez zarzutu logiczne — tyle że nietrafione. Dosłowność jest dla maszyny tym samym, czym zapach dla psa.

Najgorzej wychodzi człowiek w futrze. Narrator dostaje ogon i wilgotny nos, ale rozumuje w pełni po ludzku, snuje monolog o kredycie i emeryturze, a z całego pomysłu zostaje sam kostium. Ratunek jest techniczny i nudny: trzeba spisać, co ten narrator jest w stanie dostrzec, czego nie dostrzeże nigdy i jakich pojęć nie ma w ogóle, a potem tego pilnować do ostatniej strony.

Granice są tu całym chwytem, bo z nich bierze się zawodność, a z zawodności napięcie. Odbiorca przez cały czas rozumie o pół kroku więcej niż mówiący i sam wykonuje robotę, którą zwykle wykonuje za niego autor. Zwierzę z ludzkim wnętrzem odbiera mu tę robotę i daje dokładnie tyle, co człowiek, tylko trudniej je obsadzić w zdjęciach.