Przejdź do treści
Punkt widzenia i narracja

Punkt widzenia i narracja

Narrator-świadek: gdy historię opowiada postać poboczna

3 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Paolo Veronese, Gody w Kanie Galilejskiej 1563, Luwr — monumentalna uczta weselna z ponad setką postaci w renesansowej architekturze; w centrum przy stole Jezus, a na pierwszym planie grupa muzykantów, wśród nich autoportret malarza grającego na violi, świadek z boku cudu przemiany wody w wino
Paolo Veronese, Gody w Kanie Galilejskiej (1563), Luwr, Paryż. Wśród pierwszoplanowych muzykantów malarz umieścił autoportret — gra na violi, świadek z boku cudu dziejącego się przy stole. Tak siedzi narrator-świadek: w środku historii, przy jej krawędzi. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

Czasem najlepszym narratorem nie jest bohater, lecz ktoś, kto stoi obok niego: sąsiad, towarzysz, kronikarz cudzego życia. Narrator-świadek daje historii dwie korzyści naraz — dystans (patrzymy na bohatera z zewnątrz, z podziwem albo niepokojem) i tajemnicę (świadek nie czyta jego myśli, więc bohater zostaje zagadką). Cena jest taka, że wszystko przechodzi przez filtr kogoś, kto ma własne uprzedzenia. Pułapka to świadek-kamera: postać, która tylko relacjonuje, nic jej to nie kosztuje — a wtedy po co ona zamiast zwykłej narracji?

Wizualną intuicję daje Gody w Kanie Galilejskiej (Paolo Veronese, 1563, Luwr). W tłumie ponad stu biesiadników cud — przemiana wody w wino — rozgrywa się dyskretnie przy stole, a na pierwszym planie, pośród muzykantów, malarz wmalował samego siebie: gra na violi, lekko z boku, obecny, ale nie w centrum. Całą tę ucztę oglądamy jakby z jego ławy, oczami uczestnika przy krawędzi sceny. To jest sedno: narrator-świadek stoi dokładnie tu — wewnątrz historii, przy jej brzegu — i to przez jego spojrzenie poznajemy bohatera, który jest gdzie indziej.

Kanon. Klasyk to Nick Carraway, który w Wielkim Gatsbym nie jest bohaterem — jest sąsiadem przyglądającym się Gatsby'emu i dopiero jego głos, pełen podziwu i dystansu, nadaje jej sens. Ishmael w Moby Dicku ocaleje, by opowiedzieć obsesję Ahaba, której sam nie podziela. Agatha Christie poszła dalej: w Zabójstwie Rogera Ackroyda narrator-świadek skrywa własną rolę w zbrodni — i to wywraca całą lekturę. Filmowo świadkiem jest dorosły narrator Stań przy mnie, opowiadający po latach chłopięcą wyprawę. Polski kanon: Hanna Krall w Zdążyć przed Panem Bogiem jest reporterką-świadkiem — to jej rozmowa z Markiem Edelmanem oddaje głos bohaterowi powstania, a jej obecność nadaje całej relacji kształt.

Pięć reguł. Pierwsza: wybór świadka to wybór punktu widzenia — bohatera dostajemy wyłącznie przez jego filtr, więc dobierz świadka tak, by ten filtr coś znaczył (zobacz osobny artykuł o punkcie widzenia). Druga: świadek nie zajrzy bohaterowi do głowy — pokazuje go przez czyny, gesty i ślady, nie przez deklaracje (zobacz osobny artykuł o regule pokazuj, nie mów). Trzecia: daj świadkowi własny, mniejszy łuk — niech to opowiadanie coś go kosztuje, inaczej jest tylko kamerą (zobacz osobny artykuł o łuku postaci). Czwarta: świadek jest stronniczy i niepełny — podziw, zazdrość albo ślepa plamka czynią go zawodnym, i to bywa najmocniejsze (zobacz osobny artykuł o narratorze niewiarygodnym). Piąta: świadek prawie zawsze opowiada z późniejszego miejsca — pamiętaj, że to także rama, która ma się domknąć (zobacz osobny artykuł o ramie narracyjnej).

Pytanie warsztatowe: spójrz na swoją historię jak Veronese na ucztę — gdzie posadziłbyś siebie-świadka, żeby widzieć bohatera najlepiej i mieć własną stawkę? Co ten świadek widzi takiego, czego sam bohater o sobie nie powie? Twarda próba: czy gdyby świadek zniknął, historia straciłaby coś poza parą oczu? Jeśli nie, uczyń go uczestnikiem, nie obiektywem.