Przejdź do treści

Rama narracyjna: opowieść w opowieści

Jan van Eyck, Portret małżonków Arnolfinich 1434, National Gallery w Londynie — w mieszczańskiej sypialni mężczyzna w ciemnym płaszczu i kobieta w obszernej zielonej sukni stoją obok siebie, złączeni dłońmi; nad nimi wisi mosiężny żyrandol z jedną palącą się świecą, u ich stóp siedzi mały kudłaty pies, a na ścianie w głębi widnieje okrągłe wypukłe zwierciadło, w którym mieści się całe wnętrze widziane od tyłu razem z sylwetkami dwojga gości stojących tam, gdzie stoi patrzący
Jan van Eyck, Portret małżonków Arnolfinich (1434), National Gallery, Londyn. Na tylnej ścianie malarz wykaligrafował „Johannes de eyck fuit hic 1434”, czyli „Jan van Eyck tu był”. Sygnatura wylądowała w samym środku sceny i brzmi jak zeznanie świadka. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Rama narracyjna jest drugą opowieścią, ustawioną dookoła pierwszej. Ktoś siada, zapowiada, że opowie, i od tej chwili wszystko dociera do nas przez niego. Samo zagnieżdżenie jeszcze niczego nie załatwia. Robotę wykonuje dopiero powód, dla którego ten człowiek mówi akurat teraz i akurat do tej osoby.

Giovanni Boccaccio w Dekameronie zamknął dziesięcioro młodych ludzi w podmiejskiej willi, dokąd uciekli przed zarazą. Opowiadają sobie historie przez dziesięć dni, bo za murami umiera Florencja. Geoffrey Chaucer w Opowieściach kanterberyjskich wysłał pielgrzymów w drogę i kazał im się ścigać na historie, żeby marsz szybciej zszedł. W obu wypadkach widać, komu i po co się mówi.

Od lokalnego wyskoku w tył i od zwykłej klamry kompozycyjnej odróżnia ramę gospodarz, czyli ktoś odpowiedzialny za każde słowo, które słyszymy, a obu tym różnicom poświęcone są osobne hasła. Obramowanie ma za to własny warunek, o którym łatwo zapomnieć. Nie wolno mu zniknąć na dwie godziny i odezwać się dopiero na końcu. Opowieść trzeba co jakiś czas urwać i wrócić do pokoju, w którym się ją opowiada, choćby na trzy zdania. Ktoś dolewa herbaty, ktoś wtrąca pytanie nie w porę, ktoś prosi, żeby cofnąć się o kawałek. Każdy taki powrót przypomina, że ta historia jest komuś mówiona i po coś.

Ten głos zabarwia wszystko, co w nim siedzi. Ta sama historia opowiedziana przez rozgoryczonego rywala i przez wdowę po bohaterze rozchodzi się na dwie różne opowieści, choć zdarzenia zostają te same. Emily Brontë w Wichrowych Wzgórzach nie oddała słowa żadnemu z kochanków. Całą rzecz relacjonuje gospodyni, która przy tym była, ma o wszystkich wyrobione zdanie i mówi to przybyszowi z zewnątrz, żeby zabić mu wieczór.

Obramowanie pokazuje też to, czego z wnętrza nie widać. Na Portrecie małżonków Arnolfinich Jana van Eycka wisi z tyłu wypukłe lusterko, a w nim ta sama izba od drugiej strony, razem z dwiema postaciami w progu, których w kadrze nie ma. Rama robi w opowieści dokładnie to samo: dokłada świadka, moment późniejszy albo wiedzę, do której bohaterowie środka nie mają dostępu.

Bywa, że okazuje się ważniejsza od tego, co obramowuje. W Dużej rybie Tima Burtona barwne łgarstwa umierającego ojca oglądamy przez zmęczonego i nieufnego syna. Baśnie są ozdobne, ale historią, która toczy się naprawdę, jest powolne godzenie się tych dwóch mężczyzn. Gdyby wyjąć z filmu ojca i syna, zostałaby antologia dziwactw bez adresata.

Rama żyje wtedy, gdy dzieje się w niej coś własnego. Jeśli opowiadający tylko siedzi i mówi, a wszystko ciekawe zostało w przeszłości, obramowanie zamienia się w poczekalnię. Wystarczy natomiast, że słuchacz zaczyna się niecierpliwić, że komuś kończy się czas albo że od zakończenia relacji naprawdę coś zależy, a rama dostaje własne napięcie.

Psuje się wtedy, gdy autor o niej zapomina. Otwarcie jest efektowne, ktoś zapowiada opowieść, po czym film albo książka nigdy do niego nie wraca. Odbiorca zostaje z niejasnym poczuciem, że ktoś zaczął zdanie i go nie skończył. Domknięcie nie musi być długie ani uroczyste. Wystarczy, że po powrocie widzimy opowiadającego inaczej niż na początku, bo teraz wiemy, co go do tego opowiadania popchnęło.

Wybór narratora ramy jest więc wyborem tego, czego się nie dowiemy. Kto trzyma opowieść, ten decyduje, co przemilczy, gdzie przyspieszy i w którym miejscu ją urwie. Rama, która niczego nie przemilcza i niczym nie ryzykuje, zostaje ładnym passe-partout wokół cudzego obrazu. Ozdobą, którą bez żadnej straty można powiesić wokół dowolnej innej historii.