Przejdź do treści
Punkt widzenia i narracja

Punkt widzenia i narracja

Strumień świadomości (stream of consciousness)

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Winslow Homer, Sztorm północno-wschodni, 1895 - wzburzone morze rozbija się o skały, fala goni falę, woda w nieustannym ruchu
Winslow Homer, Sztorm północno-wschodni (1895). Wzburzona woda w nieustannym ruchu, fala goni falę. Wizualny obraz strumienia świadomości: nieprzerwany tok, który nie zatrzymuje się na porządną składnię. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-old, PD-Art)

Strumień świadomości to tryb narracji, który oddaje nieprzerwany, skojarzeniowy tok umysłu — myśli, wrażenia, wspomnienia — tak, jak się przelewają, często bez porządnej gramatyki zwykłej narracji. Schodzi pod artykułowaną mowę, do przedsłownego kotłowania: skoki skojarzeń, urwane frazy, wdzierające się wrażenia. Daje to bezkonkurencyjną bliskość — jesteśmy wewnątrz głowy. Pułapka jest podwójna: z jednej strony zbyt porządnie — piszesz uładzoną, logicznie poukładaną mowę wewnętrzną i nazywasz to strumieniem; gubisz skojarzeniowy wir, który jest sednem (to monolog wewnętrzny z etykietą). Z drugiej czysty chaos — robisz tok tak poszarpany, że czytelnik niczego nie śledzi: żadnej nici, żadnej kotwicy, a zanurzenie zmienia się w zgubienie. Sekret: oddaj prawdziwy skojarzeniowy przeskok i fragmentaryczność, ale przeszyj je kotwicami — motyw, nić zmysłowa, powracająca obsesja — żeby czytelnik mógł płynąć z prądem; tok, który gdzieś płynie, ani uładzony monolog, ani nieczytelny chaos.

Wizualną intuicję daje Sztorm północno-wschodni Winslowa Homera (1895) — woda kotłuje się i przelewa, fala goni falę, cały obraz to żywioł w ruchu. Tym jest strumień świadomości — nieprzerwany tok, który nie zatrzymuje się na porządną składnię. To jest sedno: nie opisuj umysłu z brzegu — wrzuć czytelnika w prąd i pozwól płynąć.

Kanon. Strumień świadomości ma swoją mądrość: modernistyczne nurkowanie w tok umysłu — Joyce'owski monolog bez interpunkcji, rozedrgana świadomość u Woolf; różnica wobec monologu wewnętrznego i mowy pozornie zależnej; skojarzeniowy przeskok jako silnik; nawet najdzikszy tok potrzebuje nici. Dopełnia go mowa pozornie zależna (trzecioosobowy kuzyn) i dystans narracyjny (tu zerowy). Polski kanon: „Weiser Dawidek” Pawła Huellego — gdzie narrator obsesyjnie krąży wokół jednego wspomnienia, a tok wciąga jak prąd.

Pięć reguł. Pierwsza: to nie mowa pozornie zależna — tam narrator przejmuje głos postaci w trzeciej osobie; strumień to surowszy, pierwszoosobowy wir myśli (zobacz osobny artykuł o mowie pozornie zależnej). Druga: dystans zerowy — strumień to maksymalna bliskość: jesteś w środku umysłu, bez szyby między czytelnikiem a myślą (zobacz osobny artykuł o dystansie narracyjnym). Trzecia: wszystko przez jeden umysł — pełne ogniskowanie wewnętrzne; świat dociera tak, jak go ta świadomość chwyta (zobacz osobny artykuł o fokalizacji). Czwarta: zwykle pierwsza osoba — strumień najczęściej płynie w pierwszej osobie, w czasie teraźniejszym odczucia (zobacz osobny artykuł o pierwszej i trzeciej osobie). Piąta: bliskość to nie wiarygodność — surowy umysł bywa zwodniczy; im głębiej w głowie, tym łatwiej o zafałszowanie (zobacz osobny artykuł o narratorze niewiarygodnym).

Pytanie warsztatowe: wróć do wzburzonej wody Homera i spójrz na swój strumień: czy to naprawdę skojarzeniowy wir — czy uładzony monolog udający chaos? A jeśli to wir — czy zostawiłeś w nim kotwice, dzięki którym czytelnik nie zgubi prądu?