
Przebieg pod kątem humoru to osobne przejście redakcji poświęcone wyłącznie komizmowi: zaostrzasz żarty, szukasz zabawniejszej wersji kwestii, wycinasz płaskie linijki, poprawiasz rytm i słowa dowcipu. Robi się go późno, na działającym szkicu; w pokoju scenarzystów to wspólna sesja dobijania żartów. Pułapka jest podwójna. Pierwsza: upychasz żarty na siłę — wciskasz gagi bez względu na postać i moment, łamiesz ton, zmieniasz dramat w skecz, a dowcipy nie pasują do świata; liczy się ilość, nie trafność, i całość robi się mniej śmieszna. Druga: zostawiasz humor przypadkowi — zakładasz, że pierwsza wersja linijki jest już tak zabawna, jak będzie, i nigdy nie robisz osobnego przebiegu pod śmiech; żarty zostają miękkie, najzabawniejsza wersja nieodkryta, a płaskie kwestie przeżywają.
Wizualną intuicję daje Wiejska biesiada Adriaena Brouwera (ok. 1625) — ciasna karczma, a w niej rozbawione twarze pijących, uchwycone w pół śmiechu przez mistrza komicznej miny. Tym jest cel przebiegu pod kątem humoru: ta jedna twarz, która właśnie parsknęła. Śmiech albo przychodzi, albo nie. To jest sedno: dobry żart to rzemiosło, nie przypadek — wersję, która rozśmiesza, trzeba wypracować, a nie liczyć, że sama wyskoczy.
Kanon. Komizm robi się osobnym przebiegiem, nie przy okazji fabuły — bo zaostrzanie żartu i sklejanie struktury to dwie różne roboty głowy. Dobry przebieg szlifuje dowcip do najcelniejszego słowa i rytmu, tnie to, co nie śmieszy, ale każdy śmiech zostawia wierny postaci, tonowi i chwili. Nie dosypuje obcych gagów — wzmacnia to, co już jest. Polski kanon: nasza komedia często śmieszy nie wstawką, lecz celną kwestią w ustach konkretnej postaci, podaną dokładnie wtedy, kiedy trzeba — i właśnie tę kwestię taki przebieg dociska do końca.
Pięć reguł. Pierwsza: zrób z tego osobny przebieg. Humor to oddzielny poziom redakcji — nie poprawiaj żartów i fabuły w jednym przejściu (zobacz osobny artykuł o „poziomach redakcji”). Druga: doszlifuj do najzabawniejszego słowa. Dowcip mieszka w dokładnym sformułowaniu i rytmie; pointa siedzi w ostatniej sylabie, więc cyzeluj linijkę (zobacz osobny artykuł o „cyzelowaniu zdania”). Trzecia: wytnij oklepany gag. Tępy, przewidywalny żart trop i zabijaj tak samo jak frazes (zobacz osobny artykuł o „polowaniu na klisze”). Czwarta: utnij żart, który nie służy. Nawet ukochaną linijkę, jeśli łamie ton albo zatrzymuje scenę — uśmierć ulubieńca (zobacz osobny artykuł o „zabijaniu swoich skarbów”). Piąta: sprawdź go na głos albo na sali. Komizm broni się dopiero czytany głośno lub przy słuchaczach; śmiech albo cisza to twój werdykt (zobacz osobny artykuł o „czytaniu przy stole”).
Pytanie warsztatowe: wróć do roześmianej karczmy Brouwera — która kwestia w twoim scenariuszu ma być zabawna, ale jeszcze nie parska? Doszlifuj jej pointę do ostatniego słowa — a potem przeczytaj na głos i sprawdź, czy ktokolwiek się uśmiechnął, czy tylko ty wiesz, że to miał być żart.