
Każdy autor ma nieświadome ulubione słowa: wytrychy w rodzaju „właściwie”, „jakby”, „po prostu”, ukochany czasownik, powracającą metaforę. W osobnym przebiegu polujesz na nie: czytasz pod kątem własnych odcisków, nie fabuły, i tniesz lub różnicujesz powtórki, których przy pisaniu nie zauważyłeś. Silnik jest prosty: niezamierzone powtórzenie jest dla ciebie niewidzialne — sam je napisałeś — ale czytelnika męczy; tik się nawarstwia, spłaszcza prozę i zdradza nieprzeczytany szkic. Pułapka jest podwójna. Tępisz wszystkie powtórzenia, myląc tik z refrenem — a zaplanowane powtórzenie to chwyt, nie nawyk; ten przebieg jest na echa nieświadome, nie na te, które pracują. Albo polujesz na słowa, nie na wzorce: podmieniasz parę synonimów i gotowe, choć prawdziwe tiki to wzorce — ten sam kształt zdania, gest, rytm — a synonimowa kosmetyka mija nawyk pod spodem. Sekret: zrób osobny przebieg na własne odciski — wypisz znane sobie wytrychy i je wyszukaj, śledź powtarzane gesty i rytmy, tnij to, czego nie chciałeś, chroniąc to, co zamierzone; ani czystka z każdego echa, ani kosmetyka.
Wizualną intuicję daje Cykliniarze Gustave'a Caillebotte'a (1875) — trzej robotnicy w identycznej pozie skrobią parkiet, powtarzając ten sam ruch. Tym jest tik językowy — gest, którego nie zauważasz, że powielasz: to samo słowo i rytm na każdej stronie. To jest sedno: nawyk jest dla ciebie niewidzialny, ale czytelnik widzi trzy identyczne sylwetki naraz.
Kanon. Tropienie tików to rzemiosło stare jak redakcja — od antycznych retorów po dzisiejsze podręczniki stylu i ich słowa-pasożyty. Redaktorzy mają na nie listę: przysłówki-wzmacniacze, czasowniki-wydmuszki, ulubione metafory. Polski kanon: „Poczta literacka” Wisławy Szymborskiej, gdzie poetka z ironią diagnozowała grafomańskie tiki — natłok zdrobnień, kalki, „rozłożyste” przymiotniki — bo styl zaczyna się tam, gdzie autor usłyszy własne nawyki. To nie tępienie każdego echa, lecz nasłuchiwanie odcisków palców.
Pięć reguł. Pierwsza: to celowane cyzelowanie — redakcja zdania poleruje wszystko, ten przebieg tropi twoje powtórki (zobacz osobny artykuł o cyzelowaniu zdania). Druga: tu rodzi się dziesięć procent — wycięte wytrychy często dają obiecane dziesięć procent cięcia (zobacz osobny artykuł o cięciu dziesięciu procent). Trzecia: wytrychy zaciemniają — „tak naprawdę”, „w sumie”, „niejako” rozmywają zdanie i kradną klarowność (zobacz osobny artykuł o przebiegu pod kątem klarowności). Czwarta: na zimno widać odciski palców — własne tiki łapiesz z dystansu (zobacz osobny artykuł o czytaniu na zimno). Piąta: tik lubi didaskalia — „widzimy, jak” i „spogląda” mnożą się w opisie (zobacz osobny artykuł o redakcji didaskaliów).
Pytanie warsztatowe: wróć do trzech identycznie zgiętych cykliniarzy Caillebotte'a i poszukaj swojego powtarzanego ruchu: które słowo-wytrych wraca na każdej stronie? Jaki gest albo rytm powielasz nieświadomie? I czy to nawyk do wycięcia, czy refren, który pracuje?